Wisła w najlepszym wydaniu

Trudno w polskich sportach drużynowych znaleźć drugi zespół, który zdominował rozgrywki do tego stopnia, co Wisła Can-Pack Kraków. Co prawda w trakcie ostatniego roku były wzloty i upadki, były mecze trudne, nie zawsze zakończone zwycięstwem. Ostatecznie jednak krakowianki finiszowały w wielkim stylu.

naokraglobaner 

Bilans „Białej Gwiazdy” w rundzie zasadniczej to 18-4. Całkiem przyzwoicie ale trochę wstyd i mówię to pół żartem, pół serio. W dwóch poprzednich kampaniach udało się wygrać wszystko, teraz poszło trochę gorzej. Pewne wątpliwości co do zakończenia sezonu sukcesem (czytaj: mistrzostwem) mogły pojawić się właściwie w dwóch momentach. Pierwszy raz, kiedy krakowianki oddały pozycję lidera ligi w ostatniej kolejce, przegrywając u siebie z Artego Bydgoszcz – powiedzmy sobie szczerze – w słabym stylu. Piętnaście punktów straty po końcowej syrenie i perspektywa gry z tą drużyną w finale play-off nie napawały optymizmem. Walka o finał również nie wyglądała najlepiej, bo trzeba było nieźle się namęczyć w półfinałowych pojedynkach ze Ślęzą Wrocław. U siebie zwycięstwo i porażka, na wyjeździe to samo,  trzeba piątego pojedynku. Po czym jednak poznajemy drużyny wielkie? Na przykład po tym, że w decydującym momencie nie dają rywalom żadnych szans.

Podopieczne trenera Hernandeza podjęły rękawicę. Ostatni mecz ze Ślęzą to popis późniejszych Mistrzyń Polski. Przewaga totalna niemal w każdym elemencie gry, od celności rzutów zaczynając, na blokach i przechwytach kończąc. Jedyna wyrównana statystyka to zbiórki. Wtedy zostały rozwiane wszystkie wątpliwości co do tego, gdzie powędrują złote medale. Finałowe pojedynki z Artego były niezwykle wyrównane, losy zwycięstw ważyły się do ostatnich sekund, ale z wszystkich trzech meczów krakowianki wychodziły obronną ręką, dzięki czemu zdobyły rekordowe, dwudzieste piąte mistrzostwo. Od pierwszego celnego rzutu Laury Nicholls do ostatniego wolnego Żurowskiej-Cegielskiej minęło 228 dni czyli ponad pięć tysięcy godzin. Tyle trzeba pracować na sukces.

 

No dobrze, ale co dalej? W składzie zmienia się wiele, doliczyłem się już sześciu transferów, które są pomieszaniem młodości z doświadczeniem. Przychodzi na przykład dwudziestoletnia belgijska rozgrywająca, Hind Ben Abdelkader, ale również utytułowana i dobrze znana pod Wawelem Ewelina Kobryn.  Ten transfer zresztą musi mocno cieszyć krakowskich kibiców, ponieważ właśnie tutaj wychowała się mistrzyni WNBA i tutaj rozpoczynała swoją przygodę z naprawdę dużą koszykówką. Z dobrej strony może pokazać się również rzucająca Meighan Simmons, najnowszy nabytek Wisły i zarazem kolejna zawodniczka z doświadczeniem z najlepszej lidze świata. Co prawda grała ostatnio niewiele, bo około siedmiu minut na mecz, ale nie porównujmy TBLK do WNBA.

Dobrze, że w klubie zostają też najważniejsze polskie zawodniczki – Żurowska-Cegielska, Ziętara i kapitan, Szott-Hejmej już parafowały swoje umowy i są gotowe do gry. W dniu ostatniego meczu ogłoszono też, że kontrakt zdecydował się przedłużyć „ojciec sukcesu” czyli trener Jose Ignacio Hernandez. Takie rozwiązanie ma swoich przeciwników i zwolenników. Pierwsi twierdzą, że sztab jest za mało polski, bo również asystent jest Hiszpanem. Zwolennicy z kolei mają argument nie do podważenia, a są nim wyniki. Czy można zwolnić faceta, który właśnie zdobył swoje trzecie mistrzostwo nad Wisłą? Jak widać nie.

Czego można się spodziewać po kolejnym sezonie? Kolejnego mistrzostwa. Każdy inny wynik zostanie potraktowany jako porażka. Ale kibice raczej nie mają o co się martwić, bo nowy skład wygląda równie imponująco, co poprzedni. Czasy świetności polskiej koszykówki kobiet minęły i wciąż czekamy na kolejne sukcesy na arenie międzynarodowej, jednak trzeba przyznać, że Wisła Can-Pack nie ma czego się wstydzić również w europejskich pucharach i miejmy nadzieję, że w kolejnych rozgrywkach Wiślaczki powalczą o coś więcej niż w tym roku, kolejny raz zapełniając Tauron Arenę do ostatniego miejsca. W całej tej sytuacji jest tylko jeden drobny minus – na kolejny sezon trzeba czekać aż do 2. października.

 

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl