Unia pozbawiona nadziei

Mocno opóźniony mecz Unii Tarnów z Get Well Toruń zakończył się wysokim zwycięstwem ekipy przyjezdnej w stosunku 31:58. Torunianie w Mościcach byli praktycznie bezbłędni i bez problemu pokonali zdruzgotane „Jaskółki”, jednocześnie właściwie przekreślając szanse tarnowian na utrzymanie w PGE Ekstralidze.

logo UT

Od godzin popołudniowych wokół Stadionu Miejskiego w Tarnowie krążyły bardzo ciemne chmury. Deszcz lekko straszył, lecz wydawało się, że prawdziwa ulewa ominie Mościce. Ta jednak wybrała sobie dokładnie tę samą godzinę, którą organizatorzy na start pierwszego wyścigu. Dokładnie kilkadziesiąt sekund przed ustawieniem się zawodników pod taśmą, nad stadionem przeszła potężna ulewa. Deszcz sprawił, że zawody musiały być wstrzymane, a wznowiono je dopiero po blisko 2 godzinach.

Pierwszy wyścig jeszcze w anomalnych warunkach zakończył się nietypowym wynikiem 5:0 dla gości. Najpierw bowiem zdefektował motocykl Piotra Świderskiego, a chwilę później po ataku na Kacpra Gomólskiego, upadł pod bandę Leon Madsen. Duńczyk dodatkowo miał pretensje do Polaka, podchodząc do niego i uderzając go ręką w głowę, za co w konsekwencji dostał żółtą kartką – jak się okazało później, nie ostatnią.

Zawody raczej nie obfitowały w zbyt wiele emocji sportowych, lecz tych innych było bardzo dużo. W III wyścigu w pierwszym łuku upadł Mikkel Michelsen. Młody Duńczyk dość długo nie podnosił się z toru. Mimo fizycznej zdolności do jazdy w powtórce, nie mógł w niej wystartować z powodu zaniedbania jednego z punktu regulaminowego, mówiącego, że w ciągu pięciu minut od wstrzymania biegu należy oficjalnie zgłosić zdolność lub jej brak zawodnika do jazdy. – Kiedy zgłosiliśmy sędziemu zdolność, to powiedział, że jest za późno. Tylko też zawodnik spod bandy wychodził trzy minuty. Zawsze mierzymy czas. Zawsze w momencie przerwania biegu jest włączony stoper – mówił trener „Jaskółek”, Paweł Baran.

W obozie tarnowian kontrowersji nie zabrakło także w gonitwie dziewiątej. W miejsce Piotra Świderskiego tarnowianie próbowali zgłosić rezerwę taktyczną, by na torze mógł pojawić się Janusz Kołodziej. Telefony do sędziego i na murawę chwilowo jednak nie działały, więc informacja nie dotarła początkowo do arbitra spotkania. Dość nerwowo działał trener Paweł Baran, który tak później wszystko tłumaczył – Chciałbym przede wszystkim przeprosić Janusza i Piotrka. Janusz wiedział, że ma wystartować jako rezerwa taktyczna. Chcieliśmy użyć zmiany, jednak nie zadziałał telefon. Sędzia włączył już dwie minuty, zostało 30 sekund do startu, a zmiana nie została przyjęta. Kiedy myślałem, że arbiter faktycznie nie zdąży jej przyjąć, powiedziałem Piotrkowi, żeby się ubierał i jechał, a Januszowi, żeby się rozebrał. W tym momencie spiker powiedział, że zmiana jednak jest. Zacząłem znowu to odwracać i wyszło zamieszanie – tłumaczył po zawodach Paweł Baran. Jak się później okazało, informacje sędziemu przekazał kierownik zawodów, który pobiegł na wieżyczkę. W konsekwencji tych zdarzeń Janusz Kołodziej zdążył na start, jednak bez rękawic na dłoniach i nie ukończył tamtego wyścigu.

Jakby nieszczęść tarnowian było mało, źle potoczył się także wyścig 13. Na drugim okrążeniu upadł Adrian Miedziński, którego zdaniem sędziego mocno zaatakował Leon Madsen. Sędzia był bezwzględny i pokazał Duńczykowi drugą żółtą – i w konsekwencji – czerwoną kartkę, która oznacza, że Madsen nie pojedzie w kolejnym ligowym meczu Unii w Poznaniu.

Kiepska postawa drużyny Unii oraz splot tych wszystkich nieszczęśliwych zdarzeń sprawiły, że toruńskie „Anioły” fruwały tego dnia znacznie wyżej od „Jaskółek”. Praktycznie bezbłędny był Martin Vaculik, startujący wcześniej przez wiele lat w barwach klubu z Tarnowa. Dobrze radzili sobie też inni byli zawodnicy Unii, czyli Greg Hancock i Kacper Gomólski. Wśród gospodarzy walkę potrafili nawiązać jedynie Kenneth Bjerre z Januszem Kołodziejem oraz w jednym wyścigu Mikkel Michelsen, kiedy pokonał na dystansie Grega Hancocka. To zdecydowanie za mało, by myśleć o korzystnym rezultacie.

Torunianie po zdobyciu trzech „oczek” w Tarnowie, zajmują trzecie miejsce w tabeli Ekstraligi i mają 16 punktów, ciągle mogąc myśleć o wyprzedzeniu Falubazu Zielona Góra i zajęciu miejsca drugiego, co sprawi, że w półfinale mecz rewanżowy jechaliby na własnym torze. W każdym razie, faza play-off dla „Aniołów” jest niezagrożona.

Sytuacja tarnowian natomiast jest nie do pozazdroszczenia. Unia dalej zajmuje ostatnie miejsce z czterema punktami na koncie. Dodatkowo, punkt bonusowy w niedzielę wywalczył rybnicki ROW w Grudziądzu, co oznacza, że oba kluby walczące o utrzymanie dzieli już różnica pięciu „oczek”. Nawet przy założeniu, że „Jaskółki” wygrają bezpośrednią konfrontację z ROW-em Rybnik za trzy punkty, to i tak musiałyby wywalczyć dodatkowo jakieś punkty na wyjazdach, co jest zadaniem raczej niemożliwym – tarnowianie pojadą bowiem do Poznania (na mecz ze Spartą Wrocław) i wystąpią tam bez Leona Madsena, a także do Zielonej Góry, gdzie również są skazani na porażkę.

Unia Tarnów: 31
9. Leon Madsen 2+1 (U,1*,1,w)
10. Piotr Świderski 0 (D)
11. Kenneth Bjerre 10 (3,2,2,1,1,1)
12. Mikkel Michelsen 4 (W,d,3,0,1)
13. Janusz Kołodziej 12 (3,2,2,D,2,3)
14. Patryk Rolnicki 2 (2,0,0,0)
15. Arkadiusz Madej 0 (0,0,0)

KS Toruń: 58
1. Martin Vaculik 14 (3,3,3,3,2)
2. Kacper Gomólski 5 (2,1,1,1)
3. Chris Holder 11 (2,3,3,3,0)
4. Adrian Miedziński 9+ 2 (1,1,2*,3,2*)
5. Greg Hancock 12+1 (2,3,2,2*,3)
6. Paweł Przedpełski 5+1 (3,0,2*)
7. Igor Kopeć-Sobczyński 2+1 (1,1*,0)

Amadeusz Bielatowicz

amadeusz.bielatowicz@sportowymagazyn.pl