Uczynić w Warszawie drugi Bukareszt

W sobotni wieczór reprezentacja Polski meczem z Rumunią zainauguruje rundę rewanżową eliminacji do mistrzostw świata w Rosji. Faworytem starcia są oczywiście „Biało-czerwoni”, a ewentualne zwycięstwo będzie miało wiele korzyści.

 narodny

Od zwycięstwa do zwycięstwa

Nie ma co się oszukiwać. Polska miała sporo szczęścia, że będąc w trzecim koszyku podczas losowania grup eliminacyjnych w Sankt Petersburgu, trafiła na stosunkowo słabych rywali: Rumunię – z pierwszego i Danię – z drugiego koszyka. Polacy jednak skwapliwie wykorzystują słabszą formę rywali o awans do rosyjskiego czempionatu. Poza jedną wpadką, w Kazachstanie, Orły Nawałki inkasują komplety punktów.

Przyczepić można się o styl jaki prezentowała drużyna w kilku meczach, a właściwie we wszystkich poza starciem z Rumunią w Bukareszcie. Zarówno w Kazachstanie, jak i w spotkaniach z Danią, Armenią czy Czarnogórą, drużyna miewała momenty przestojów, w których to rywale przejmowali inicjatywę, udawało im się zdobywać bramki, a niejednokrotnie mieli doskonałe okazje by zapewnić sobie zwycięstwo. Na szczęście, wielkie drużyny poznaje się po tym, że potrafią wygrywać wtedy, gdy nie idzie.

W Bukareszcie było inaczej, szybko strzelony gol, kontrola wydarzeń boiskowych i dobre zmiany przeprowadzone przez Nawałkę sprawiły, że zwycięstwo było tak pewne i okazałe. Teraz oczekiwania są podobne, fani liczą na trzy punkty, powrót do efektownego stylu – trudno się dziwić, że bilety rozeszły się jak ciepłe bułeczki, a zainteresowanie sięgało astronomicznej liczby pół miliona chętnych. To niespełna dziesięciokrotnie więcej, aniżeli pojemność Stadionu Narodowego. – Musimy się do tego przyzwyczaić, że coraz częściej będziemy wychodząc na boisko, grając z takim przekonaniem, że jednak od nas się wymaga zwycięstw, dobrej gry, niezależnie od tego czy gramy z teoretycznie lepszą czy gorszą drużyną. Wychodząc na boisko musimy myśleć, by nie schodzić poniżej pewnego poziomu – twierdzi kapitan reprezentacji, Robert Lewandowski.

Wymarzony układ sił

Trudno zakładać inną możliwość niż awans reprezentacji na mundial. „Biało-czerwoni” mają aż sześć punktów przewagi nad Czarnogórą i Danią oraz siedem nad Rumunią i Armenią. Bezpośredni awans da nam zdobycie jeszcze dziesięciu oczek, a więc musimy liczyć na trzy zwycięstwa i remis. Trudno wyobrazić sobie by Polacy nie pokonali Kazachstanu i Czarnogóry, zwłaszcza że gramy z nimi w Warszawie oraz Armenii. Do pełni szczęścia potrzebujemy tylko remisu z którąś z silniejszych ekip – Rumunią oraz Danią. Dziesięć punktów to minimum, które zagwarantuje Polakom grę na mundialu, bez oglądania się na innych, jednak w bezpośrednich starciach naszych rywali wyniki mogą układać się równie korzystnie jak do tej pory i reprezentanci będą mogli odświeżać rosyjskie słówka, których być może uczyli się w szkołach.

Przetrącony kręgosłup?

Od wielu miesięcy trudno było sobie nam wyobrazić reprezentację bez najważniejszego stopera, Kamila Glika, obecnie zawodnika AS Monaco. Do myśli, że nie zagra z Rumunią zdążyliśmy się przyzwyczaić, bowiem jego absencja jest wynikiem żółtej kartki, którą obejrzał w Podgoricy. Od samego początku rozgorzała dyskusja, kto powinien zastąpić Glika i zagrać obok Pazdana. Na giełdzie nazwisk pojawiał się notorycznie Maciej Dąbrowski, który na co dzień gra z krakowianinem w Legii Warszawa. Dąbrowski zaliczył dobrą rundę, został nawet obrońcą sezonu w Lotto Ekstraklasie i być może byłby dobrym, choć jednorazowym rozwiązaniem w związku z tym, że grał przez cały rok obok „Pazdka”.

Nawałka podjął jednak inną decyzję, Dąbrowskiego nawet nie powołał i trudno mu się dziwić – ma trzydzieści lat, nie wyściubił nosa poza polską ligę i nie był ani razu powoływany przez selekcjonera, a co za tym idzie nie zna konkretnych założeń taktycznych. Zresztą sam Nawałka przyzwyczaił do tego, że rzadko powołuje kogoś nowego, jest lojalny wobec tych, którzy sumiennie pracują pod jego okiem.

Kandydatów na ten moment do zastąpienia Glika pozostało więc dwóch. Igor Lewczuk i Thiago Cionek. Ten pierwszy już kiedyś z Pazdanem występował w jednej drużynie, ale to temu drugiemu trener daje grać w razie potrzeby.

Powtórka sprzed trzech miesięcy

Przed meczem z Czarnogórą na łamach Sportowego Magazynu Krakowskiego dywagowaliśmy kto powinien zagrać w środku pola. Wtedy zadanie wydawało się prostsze. Było praktycznie pewne, że w Podgoricy nie zagra Arkadiusz Milik, który pełnił funkcję drugiego, choć będącego za plecami Lewandowskiego, napastnika reprezentacji. Co więcej z kontuzją przegrał Grzegorz Krychowiak i stało się jasne, że Adam Nawałka postawi na trójkąt: Krzysztof Mączyński, Karol Linetty i Piotr Zieliński.

Teraz w pełni gotowy jest jednak Milik i nie ma żadnych śladów po kontuzji Krychowiaka. Na kogo więc postawi Nawałka? Czy w razie występu napastnika Napoli, postawi na jego klubowego kolegę Zielińskiego, który choć jest doskonałym kreatorem nie daje wiele w defensywie? Czy powinien postawić na Linettego, który w ostatnim czasie w reprezentacji nie pokazywał pełni swoich umiejętności? A może znów da szansę Krychowiakowi, który choć nie gra w PSG, to zawsze w kadrze daje z siebie wszystko? W odwodzie pozostaje jeszcze Mączyński, który na przestrzeni całego meczu w Podgoricy był najlepszym ze środkowych pomocników, ma za sobą udaną końcówkę rundy w Wiśle i nigdy nie zawiódł Nawałki. Selekcjoner ma naprawdę ciężki orzech do zgryzienia.

Ciąg dalszy telenoweli

Przed każdym meczem reprezentacji Polski notorycznie pojawiają się rozważania – kto powinien stanąć między słupkami – Łukasz Fabiański czy Wojciech Szczęsny? Ten pierwszy do tej pory nie zawodził trenera, był pewnym punktem drużyny, jednak jego klub ledwie utrzymał się w Premier League. Statystyki „Fabiana” nie powalały, puścił aż 69 bramek, tylko osiem razy zagrał na zero z tyłu. W Walii nikt nie może mieć do Polaka pretensji, bowiem gra defensywna „Łabędzi” była w tym sezonie, delikatnie mówiąc, słaba. Na kompletnie innym biegunie swojej kariery jest natomiast Wojciech Szczęsny. Genialne występy w Romie, na które złożyło się aż 14 czystych kont i zaledwie 38 puszczonych goli, doprowadziły do tego, że zainteresowanie nim wykazuje choćby tegoroczny finalista Ligi Mistrzów, Juventus Turyn. Adam Nawałka znany jest ze swego przywiązania do nazwisk, jednak ma również słabość do „Szczeny”. Przed rokiem to właśnie na niego postawił w pierwszym spotkaniu Euro z Irlandią Północną, mimo że więcej meczy w eliminacjach zaliczył „Fabian”.

Ranking FIFA, czyli zwycięstwo i rozstawienie w losowaniu

Jak wiadomo liczby nie grają, jednak w najbliższych miesiącach ranking FIFA może się okazać dla Polaków bardzo istotny. Nie jest to rzeczywisty wskaźnik siły poszczególnych reprezentacji, jednak Polska dzięki zwycięstwu nad Rumunią, wskoczy na siódmą pozycję w zestawieniu.

W najbliższym czasie jest to szczególnie ważne, bowiem na  podstawie październikowego zestawienia drużyny zostaną przydzielone do pierwszego koszyka podczas losowania grup finałów mistrzostw świata. Znajdzie się w nim Rosja, jako gospodarz i siedem najlepszych drużyn rankingu, pozostałe koszyki rozdysponowane zostaną względem kryterium geograficznego.

Jak wiadomo, znalezienie się w pierwszym koszyku pozwoli uniknąć takich potęg jak aktualny mistrz świata Niemcy, czy Brazylia, która jako pierwsza na świecie (oczywiście poza Rosją) zagwarantowała sobie grę na mundialu.

Szanse na pierwszy koszyk są spore, w rankingu po zwycięstwie nad Rumunią wyprzedzimy Belgię, Francję i Kolumię. Odskoczymy oczywiście także Hiszpanii. Są także spore szanse, że któraś z reprezentacji będących przed Polską nie awansuje na rosyjskie mistrzostwa. Po czternastu z osiemnastu kolejek w Ameryce Południowej panuje niewyobrażalny ścisk, a o trzy miejsca premiujące bezpośrednim awansem i jedno gwarantującym udział w barażu interkontynentalnym wciąż walczy pięć drużyn. Dwie: Argentyna i Chile znajdują się tuż nad przepaścią. Sanchez i spółka są na ostatnim miejscu gwarantującym awans, a Messi z kolegami plasuje się na miejscu barażowym. Tuż za ich plecami jest wciąż liczący się Ekwador, a obie ekipy czekają starcia m.in. z Urugwajem i Ekwadorem (Argentyna) czy wspomnianym Ekwadorem i Brazylią (Chile).

W Europie wyprzedzające Polaków Szwajcaria i Portugalia grają w jednej grupie i choć zdecydowanie odskoczyły reszcie stawki, jedna z nich będzie musiała o awans walczyć w barażach.

Świadomi celu

Jest więc o co walczyć i reprezentanci Polski doskonale o tym wiedzą. Rumuni będą chcieli się zrewanżować za dotkliwą porażkę w Bukareszcie. Kibice liczą na powtórkę wyniku, choć jak twierdzi szef banku informacji, Hubert Małowiejski, to spotkanie będzie równie trudne, jak to w listopadzie. – Jak w przypadku każdego meczu reprezentacji o punkty, jesteśmy doskonale przygotowani od strony taktycznej, jak i każdej innej. Mamy swój plan i swoją strategię. Patrzymy bardziej na siebie, choć oczywiście jednym z punktów jest znajomość przeciwnika. Wbrew temu co pozostaje w pamięci wielu osób, to nie był łatwy mecz, jak na to wskazuje końcowy wynik i też w tym spotkaniu oczekujemy przeciwnika w pełni zdeterminowanego, który zrobi wszystko, by poprawić swoją sytuację w tabeli – analizował Małowiejski.

Spotkanie z Rumunią odbędzie się na Stadionie Narodowym w sobotę o 20:45. Jego sędzią będzie Francuz, Ruddy Buquet. W równolegle rozgrywanym spotkaniu polskiej grupy Czarnogóra podejmować będzie Armenię. Wcześniej, bo o 18:00 w Kazachstanie swoich sił próbować będzie Dania.

Bogdan Setlak

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl