Twardy upadek „Jaskółek”

Żużlowa Unia Tarnów zakończyła sezon 2016. W sportowej rywalizacji spadła z PGE Ekstraligi, wygrywając zaledwie trzy mecze. Tarnowianie otrzymali też potężny cios od losu, po którym niezwykle ciężko było się pozbierać. To był czarny, tragiczny i bardzo smutny żużlowy rok w Mościcach.

logo UT

Zaciskanie pasa

Brązowy medal Unii Tarnów w sezonie 2015 został potraktowany jako spora niespodzianka. Całkiem zresztą słusznie, bo nikt nie stawiał „Jaskółek” w roli uczestnika fazy play-off. Tarnowianie nie tylko się do niej dostali, ale wywalczyli czwarty medal Drużynowych Mistrzostw Polski z rzędu. Było to sporym zaskoczeniem także dla samego zarządu i prezesa klubu, Łukasza Sadego, który nie wkalkulował w budżet ewentualnej jazdy w dalszej części sezonu i czterech dodatkowych meczów jego zespołu. Efekt był taki, że tarnowianie znów mieli problem z pieniędzmi i przed rokiem 2016 musieli pozbyć się Martina Vaculika, jednego z dwóch liderów i filarów Unii poprzednich lat. Na domiar złego, prezes nie porozumiał się z całkiem dobrze punktującym w Mościcach Arturem Mroczką i „Jaskółki” zostały z dwoma sporymi lukami w zestawieniu seniorów. Tarnowski klub nie był rekinem na rynku transferowym, bo być nim nie mógł. Brakło pieniędzy, a powstałe dziury trzeba było łatać zawodnikami, którzy poziomem do Ekstraligi na ten czas na pewno nie pasują. Zakontraktowano Piotra Świderskiego, który rok wcześniej praktycznie wcale nie miał okazji do jazdy w lidze, a także Mikkela Michelsena, Duńczyka reprezentującego I-ligową Ostrovię. Wszyscy wiedzieli, że transfery te nie gwarantują praktycznie niczego na torach ekstraligowych. Sezon zweryfikował tę tezę perfekcyjnie. Fani Unii wierzyli jeszcze, że drużynie w znacznym stopniu pomoże bardzo dobry młodzieżowiec, którego wcześniej brakowało, a którego na rok 2016 udało się ściągnąć (odzyskać) z Rzeszowa. Był nim Krystian Rempała, ale i w tym przypadku los okazał się okrutny.

Przebłyski

Sezon Unia rozpoczęła od wysokiej porażki w Grudziądzu, co już było bardzo złym prognostykiem. Okazało się co prawda, że wiele drużyn miało problem na tamtym torze, ale do 33 punktów nie przegrał nikt. W drugiej kolejce „Jaskółki” wlały odrobinę nadziei w serca fanów, wygrywając w Mościcach z mistrzem Polski z Leszna. Znakomicie spisała się wówczas para tarnowskich Duńczyków, a więc Leon Madsen i Kenneth Bjerre, a także niezawodny raczej w tym roku Janusz Kołodziej. Swoje cenne sześć punktów dorzucił również Krystian Rempała. Mecz ten dał wiarę, że przy zwycięstwach na własnym torze, Unia może myśleć o utrzymaniu. Dalsza część sezonu pokazała jednak, że drużyna z Leszna to w tegorocznych rozgrywkach jeden z gorszych – tuż po Unii Tarnów właśnie – zespołów w Ekstralidze. Tarnowianie wcale nie byli na tyle silni, by wygrywać u siebie i dali temu dowód w kolejnych spotkaniach. W następnym meczu na własnym obiekcie polegli z ekipą gorzowską, przegrali również ze Spartą Wrocław, a jedyne sukcesy – poza wspomnianą wygraną z Lesznem – miały jeszcze miejsce w spotkaniach z Grudziądzem i Rybnikiem. Pierwszy bój „Jaskółki” wygrały rzutem na taśmę, a drugi był już praktycznie tylko o honor i ładne pożegnanie z Ekstraligą.

Wyjazdy Unii były tragiczne i tylko w Toruniu oraz Rybniku „Jaskółki” wywalczyły więcej niż 40 punktów. Aż trzy mecze delegacyjne zakończyły się wręcz nokautem 59:31. Było tak w Zielonej Górze, Gorzowie i Poznaniu. W ostatnim przypadku tarnowianie mierzyli się z Betard Spartą Wrocław bez zawieszonego za czerwoną kartkę Leona Madsena. Właściwie ciężko podsumować wyjazdy tarnowian, bo zwykle zespół Pawła Barana był po prostu tłem dla gospodarzy.

Najlepszym zawodnikiem Unii w sezonie 2016 był jej kapitan i wychowanek, Janusz Kołodziej. Po 14 meczach fazy zasadniczej uplasował się na ósmym miejscu wśród najlepszych żużlowców Ekstraligi. Jego średnia wyniosła 2,174 punktu na bieg. Dzielnie wtórowali mu przez całe rozgrywki Duńczycy, Leon Madsen i Kenneth Bjerre. Dalej niestety przepaść była ogromna. Zarówno Mikkel Michelsen jak i Piotr Świderski kompletnie nie potrafili odnaleźć się na torach ekstraligowych i wyraźnie odstawali od stawki. Nie poradzili sobie również juniorzy, Arkadiusz Madej i Patryk Rolnicki, choć mieli kilka przebłysków. Na nieszczęście Unii – zdecydowanie za mało.

Okrutnie przerwany lot

Mówiono o nim swój chłopak, choć przecież licencję zdobywał w Rzeszowie. To jednak mościcki tor znał jak własną kieszeń, a może jeszcze lepiej. To właśnie tam od samego początku przychodził ze swoim ojcem. Tam trenował i zdobywał pierwsze doświadczenie. Krystian Rempała dołączył do Unii Tarnów przed sezonem. Spośród nowych zawodników był jedyną nadzieją na przyzwoite wyniki i wzmocnienie formacji juniorskiej. I faktycznie tak było. Odpowiednio sześć i pięć punktów w meczach na własnym torze z Lesznem i Wrocławiem, a także sześć „oczek” w Toruniu i nieco słabszy występ w Grudziądzu. Krystian wyraźnie wjeżdżał się w sezon. Niestety, 22 maja nadeszła czarna niedziela dla sportu żużlowego i niezwykle ostry nóż został wbity w plecy tarnowianom. Drugi, młodzieżowy wyścig w Rybniku. W pierwszym łuku panowanie nad motocyklem traci Kacper Woryna, miejscowy junior. Wywraca się, puszcza motocykl, który z ogromnym impetem wpada wprost w Krystiana Rempałę. Na domiar złego, zrzuca mu kask z głowy. Stadion zamiera, młody Rempała zostaje natychmiast odwieziony do szpitala. Tam, przez blisko tydzień, lekarze walczą o jego życie. Niestety, w sobotę 28 maja nadchodzi ta najczarniejsza wiadomość, mrożąca krew w żyłach chyba każdemu, nie tylko sympatykowi „czarnego sportu”. „Umarłych pamięć dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci” – pisała Wisława Szymborska, a jej słowa były widoczne na Stadionie Miejskim w Mościcach podczas każdego kolejnego meczu. Pamiętajmy o Krystianie, młodej „Jaskółce” z Tarnowa, której lot został przerwany zdecydowanie zbyt szybko i zbyt okrutnie.

Lepiej być nie mogło

Tarnowska Unia nie mogła uratować tego sezonu. Zdecydowanie najsłabsza drużyna seniorska, najsłabsi młodzieżowcy, potężne ciosy zadawane w trakcie sezonu, jak ten ze śmiercią Krystiana. Nieszczęścia było zbyt dużo. „Jaskółki” podjęły rękawice w ostatnim meczu u siebie i wygrały z bonusem z ROW-em Rybnik. Pożegnały się z klasą. Skończyły rozgrywki z siedmioma punktami, tracąc do kolejnej Unii Leszno ledwie trzy punkty. Na tle fatalnie jeżdżącego mistrza Polski Tarnów nie wypadł zatem tak źle. Żadne to jednak pocieszenie, skoro sportowo Unia spadła z PGE Ekstraligi. No właśnie – sportowo. Ubiegłoroczna sytuacja Grudziądza pokazała, że pomimo spadku, można w najlepszej lidze pozostać. Teraz wszystko tak naprawdę zależy od Orła Łódź, który raczej na pewno wygra zmagania w Nice Polskiej Lidze Żużlowej. Jeśli Witold Skrzydlewski za wszelką cenę będzie chciał już teraz jechać w Ekstralidze, Unię Tarnów w przyszłym roku zobaczymy na jej zapleczu. Jeśli nie, różnie może być, choć jeszcze nikt w Tarnowie o tym głośno nie chce mówić. W związku z powyższym, trudno powiedzieć, jaki los czeka obecnych żużlowców tarnowskiego zespołu. Wiemy natomiast, że tarnowianie mają za sobą jeden z czarniejszych sezonów w historii. Nie tyle nawet biorąc pod uwagę sytuację sportową, ale tragedię, o której kibice „Jaskółek” nie zapomną nigdy.

Amadeusz Bielatowicz

amadeusz.bielatowicz@sportowymagazyn.pl