Ta ostatnia niedziela

Połowa meczów wygranych i szóste miejsce na zakończenie sezonu. Czy mogło być lepiej? Czy w obliczu kontuzji Wanda miała szansę powalczyć o coś więcej? Wydaje się, że nie, ale też nie można tej pozycji traktować jako dobrej. Przeanalizujmy sezon 2017, który – mam wrażenie – skończył się znów nieco za wcześnie. Ta ostatnia niedziela już bowiem za nami. Znów musimy czekać długie miesiące na ligowe ściganie w Krakowie.

ARGE Speedway Wanda Kraków vs Lokomotiv Daugavpils 28,05,2017 Fot.M (4)

Początek i koniec

Zacznijmy od końca i… początku jednocześnie. Mecze z Łodzią były dla krakowskiej drużyny klamrą rozpoczynającą i zamykającą sezon. Krakowianie na finiszu pokazali wolę walki, w dobrym stylu żegnając się z publicznością. Wygrana czterema punktami nie dała co prawda bonusa, ale postawa żużlowców mogła się podobać. Co ważne, w spotkaniu wziął udział Patrick Hougaard, który pechowo stracił przecież większą część sezonu z powodu kontuzji. Nieważne, że zrobił tylko cztery „oczka”. Tak naprawdę mógł już w ogóle nie przyjeżdżać do Krakowa. Zrobił to, pożegnał się z kibicami, którzy przecież z kolejki na kolejkę wyczekiwali jego powrotu. Można by rzec, szkoda, że tak późno, ale przecież ze zdrowiem nie ma żartów. Klub powinien zrobić wszystko, by Duńczyka w stolicy Małopolski zatrzymać, bo Hougaard w formie, to materiał na lidera w I lidze.

A skoro przy Łodzi jesteśmy, to cofnijmy się do meczu pierwszego. Tam Wanda jechała w nieco innym składzie. W formacji młodzieżowej mieliśmy Eryka Borczucha i Szymona Szlauderbacha, a pośród seniorów o punkty walczyli jeszcze Scott Nicholls (czy ktoś o nim pamięta?) i Nicolai Klindt. Pierwszego krakowianie stosunkowo szybko od składu odsunęli i tyle Brytyjczyka widziano. Drugi, solidny żużlowiec z „Kraju Hamleta”, także doznał poważnej kontuzji i stracił bardzo wiele meczów.

Po meczu w Łodzi, w „Lany Poniedziałek”, przy ulicy Odmogile odbyły się długo wyczekiwane Derby Małopolski. Do Krakowa przyjechała faworyzowana Unia Tarnów, ale w tamtym meczu to nieznacznie Wanda okazała się lepsza. O wszystkim zadecydowała tak naprawdę akcja Szczepaniaka na ostatnim łuku piętnastego wyścigu, kiedy wyprzedził Petera Ljunga. Był to historyczny moment, choć przecież w rewanżu już nie było tak wesoło i podopieczni Adama Weigela wysoko przegrali w „Jaskółczym Gnieździe”.

Nowe ogniwa

Pod koniec maja, w meczu przeciwko Lokomotivovi Daugavpils, w zespole pojawił się Rasmus Jensen. Krakowianie mecz wygrali, ale Duńczyk zdobył zaledwie trzy punkty z dwoma bonusami. Ostatecznie wystąpił aż w dziewięciu meczach krakowskiej drużyny i na koniec legitymuje się czwartą średnią w zespole – 1,630 pkt/bieg – oczywiście spośród zawodników klasyfikowanych. To dobry wynik, a żużlowiec udowodnił, że nadaje się na drugą linię w drużynie.

Na kolejny mecz domowy Wanda sprowadziła jeszcze jednego Duńczyka, Nikolaja Buska Jakobsena. Nie było zresztą innego wyjścia, bo trzeba było jakoś odpowiedzieć na braki Klindta i Hougaarda. Jakobsen pojechał w pięciu spotkaniach, zdobywając średnio cztery punkty na każde z nich. Trzeba więc przyznać, że wyniki nie robiły wielkiego wrażenia, ale na pewno nie można mu było odmówić ambicji i waleczności.

Należy tutaj wspomnieć także od formacji młodzieżowej, która przecież też się zmieniała. Sezon rozpoczęli Eryk Borczuch i Szymon Szlauderbach. O ile ten pierwszy nie zachwycał, wychowanek Leszna jeździł bardzo przyzwoicie. Finalnie, w dwunastu meczach wygrał cztery wyścigi, trzy razy był drugi, jedenaście razy przyjeżdżał do mety na trzeciej pozycji i siedemnaście razy przecinał linię mety jako ostatni. Jego jazda mogła się podobać. Przez długi okres towarzyszył mu w parze Piotr Pióro, który zastąpił w drużynie Eryka Borczucha. Wychowanek z Tarnowa prezentował się na tyle dobrze, że w kadrze pozostał do końca sezonu. Jego średnia – 0,571 punktu na bieg w jedenastu meczach. Zadebiutował w Bydgoszczy, gdzie nie zdobył punktów, ale już podczas spotkania w Gdańsku – sensacyjnie zresztą wygranego przez Wandę – zainkasował cztery „oczka”.

W dwóch ostatnich meczach sezonu – w Tarnowie i w Krakowie z Orłem, debiutował Kamil Kiełbasa. To żużlowiec, trenujący w ostatnim czasie w szkółce Janusza Kołodzieja, który zdał licencję w klubie z Krakowa. Wokół jego osoby zrobiło się ostatnio głośno, a wszystko za sprawą właśnie kwestii szkoleniowych i tego, że przez długi czas nie mógł uczestniczyć w oficjalnych zawodach, bo UKS Jaskółki i Mirosław Cierniak rościli sobie do niego prawa (Kiełbasa zaczynał w UKS-ie). To jednak temat na zupełnie inny czas, więc nie będziemy go tutaj rozwijać. W Tarnowie Kiełbasa nie zdobył punktów, ale już podczas ostatniego pojedynku z Łodzią wywalczył trzy „oczka”.

Wiele wskazuje na to, że zarówno Piotr Pióro jak również Kamil Kiełbasa mogą stanowić w kolejnym sezonie o sile formacji juniorskiej. Zapewne działacze zrobią wszystko, by zatrzymać tych dwóch, dobrze zapowiadających się zawodników.

Przepustka do żużlowej elity?

Nie byłoby tyle radości i pięknych emocji w tym roku, gdyby nie znakomita postawa Mateusza Szczepaniaka. Trudno szukać meczów, w których lider Wandy schodził poniżej swojego bardzo wysokiego poziomu. Niech świadczy o tym fakt, że w żadnym z czternastu meczów nie przyjechał do mety jako ostatni. Przydarzył mu się jeden defekt i jeden upadek, a poza tym 34 razy był pierwszy, 27 razy – drugi. Te znakomite wyniki często przychodziły w walce na trasie, co dodatkowo budowało emocje.

To ojciec wyników krakowian w tym roku. Stał się prawdziwym liderem, dodatkowo jest bardzo sympatyczny i życzliwy. Z pewnością mało kto wyobraża sobie zespół Wandy w 2018 roku bez Szczepaniaka, ale tutaj pojawia się pytanie. Czy po tak świetnym sezonie – być może życiowym – Szczepaniak zostanie w stolicy Małopolski, a przede wszystkim – w I lidze? Na brak ofert z innych I-ligowych klubów nie będzie narzekał, ale wydaje się, że po jego usługi zgłoszą się także ośrodki ekstraligowe. W takiej formie, jaką prezentuje obecnie, jest w stanie „kręcić” naprawdę przyzwoite wyniki w najlepszej lidze świata. Pamiętajmy też, że co prawda ligowe ściganie dla Wandy i Szczepaniaka się skończyło, ale on sam jeszcze wiele może udowodnić w tym roku. Ciągle trwa rywalizacja w Speedway European Championships, gdzie Mateusz zajmuje szóste miejsce, wciąż z nadziejami na utrzymanie w cyklu. A dodatkowo, za kilkanaście dni wystartuje w Grand Prix Challenge, gdzie również może sporo namieszać. Tak więc przyszłość tego żużlowca w Krakowie może być zagrożona, choć pewnie prezes i zarząd dołożą wszelkich starań, by tegoroczny lider, również za rok prowadził Wandę do zwycięstw.

Wyrasta na lidera

Gdyby trochę lepsze wyniki na wyjazdach, prawdopodobnie byłby w pierwszej dziesiątce wśród zawodników Nice Polskiej Ligi Żużlowej. Ernest Koza, bo o nim mowa, miał fantastyczne ostatnie mecze sezonu, a na torze w Krakowie rzadko notował wpadki. Piękny rezultat wykręcił w meczu przeciwko Stali Rzeszów, dobrze spisał się w Tarnowie, świetny wynik zainkasował w ostatnim meczu przeciwko Orłowi. Przez cały sezon robił to, czego od niego wymagano. Miał być solidnym jeźdźcem drugiej linii, ale w obliczu kontuzji, stał się tak naprawdę jednym z liderów. To bardzo dobry prognostyk na przyszłe lata, bo przecież to wciąż bardzo młody żużlowiec. Całkiem nieźle radził sobie w parze z Clausem Vissingiem. Duńczyk może nie rzucał na kolana swoimi wynikami, ale w kluczowych momentach punktował na przyzwoitym poziomie, co wiele razy ratowało Wandzie skórę.

Wanda w liczbach

Krakowska drużyna wygrała w roku 2017 siedem meczów, tyle samo przegrywając. Pięć spotkań rozstrzygnęła na swoją korzyść na własnym torze, dwa na wyjeździe. Dwa punkty udało się bowiem zdobyć w Bydgoszczy (mecz przerwany wcześniej z powodu pogody), a także dość nieoczekiwanie w Gdańsku. Wybrzeże nie było jednak dłużne i w rewanżu wygrało w Krakowie. W stolicy Małopolski triumfowali także żużlowcy z Piły. Krakowianie wywalczyli punkt bonusowy tylko w konfrontacji z Polonią Bydgoszcz – kończąc sezon z dorobkiem piętnastu punktów, na szóstym miejscu.

Najwyższą wygraną odnotowali na własnym torze w meczu przeciwko Stali Rzeszów (52:38), natomiast najcięższe lanie dostali u sąsiadów z Tarnowa (61:29).

Play-offy o szczebel wyżej

Jak rozpatrywać tegoroczne wyniki Wandy? Na pewno, biorąc pod uwagę plagę kontuzji, osiągnięty rezultat można traktować jako wynik w normie. Trzeba przecież pamiętać, jak słaba była w tym roku Polonia Bydgoszcz, od samego początku skreślana w konfrontacji z pozostałymi ekipami, a także z jakimi problemami borykała się Stal Rzeszów w trakcie sezonu, często wystawiając niepełny skład, łatany młodzieżowcami. Można oczywiście gdybać, co by było, jeśli w Krakowie przez cały sezon jeździliby Hougaard i Klindt, ale z drugiej strony można też zapytać, co byłoby, gdyby Rzeszów jeździł w pełnym składzie. Wyprzedzenie ekip z Podkarpacia i województwa kujawsko-pomorskiego było obowiązkiem zespołu Adama Weigela. Do miejsca czwartego, premiowanego jazdą w fazie play-off, zabrakło czterech punktów. Teoretycznie mało, ale to ciągle jest ten jeden szczebel wyżej w ligowej rywalizacji. Jeśli Kraków chce na niego wejść, konieczne są wzmocnienia i oczywiście – szczęście. Kontuzje w trakcie sezonu mogą bowiem pokrzyżować plany największym ośrodkom żużlowym.

Amadeusz Bielatowicz

amadeusz.bielatowicz@sportowymagazyn.pl