Statystyki nie skłamały

Dzisiejszego popołudnia oczy wszystkich polskich fanów futbolu amerykańskiego były zwrócone na Kraków. Spotkanie Kings – Lakers zapowiadało się na ciekawe widowisko, mimo że większość statystyk wskazywała na gospodarzy. Słynny cytat Marka Twaina – „są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki” – tym razem jednak nie znalazł potwierdzenia w rzeczywistości, bo lepsi w przedmeczowych statystykach Królowie bez problemów pokonali gości z Olsztyna 42-0.

Kings Kraków - Lakers Olsztyn-1

Już pierwsza akcja meczu miała w sobie coś z zapowiedzi późniejszych wydarzeń. Po kick-offie Lakers piłkę złapał Filip Mościcki i zwrócił ją na 50. jard. Gospodarze od początku skupili się na grze po ziemi i szybko przyniosło to rezultaty. Po serii akcji Wesołowskiego i Masłonia, ten drugi wbiegł z piłką w pole punktowe. 7-0. Podczas gdy Kings ciągnęli biegacze, to gości w grze trzymał Jamar Dials. Stawiany raz po raz pod ścianą przez linię defensywną rywali, wychodził z kolejnych opresji obronną ręką. Sam Dials to jednak było za mało na najlepszą defensywę w lidze. Ostatecznie drive Lakers zakończył się na środku boiska. Tam sprawy w swoje ręce wziął ponownie Wesołowski. Najpierw zaliczył kapitalny trzydziestopięciojardowy bieg, a następnie…

…już w drugiej kwarcie, po kolejnej świetnej akcji zdobył przyłożenie! 14-0. W dalszym ciągu szalał Dials, ale obrona Kings nie miała problemów z neutralizowaniem jego skrzydłowych. Drive gości skończył się puntem i kolejnym niesamowitym returnem, tym razem Iwanickiego. I po raz kolejny krakusi bez problemu, w zaledwie dwóch akcjach, rozmontowali defensywę Lakers. Środkiem przedarł się Masłoń, a skończył trzydziestojardowym przyłożeniem Wesołowski. 21-0.

Kings Kraków - Lakers Olsztyn-3

W drugiej połowie wsparcie w końcu zaczął dostawać Jamar Dials. Rutkowski zaliczył kilka udanych biegów, skrzydłowi parę razy urwali się obrońcom. To jednak ciągle było za mało. Lakers znowu zostali zmuszeni do puntu i znowu piłkę przez pół boiska zwrócił Iwanicki. Rozgrywający Kings – Filip Mościcki, przez cały dzień oddający pałeczkę kolegom, tym razem sam włączył się do zabawy. Najpierw zaliczył dwudziestopięciojardowy bieg, później dobrym podaniem obsłużył Wiązanię, a drive skończył ponownie Masłoń, a na dodatek po niedokładnym snapie przy podwyższeniu odzyskał piłkę i zdobył nie jeden, a dwa punkty! 29-0.

Ostatnia kwarta potoczyła się naprawdę szybko. Mimo to kolejne dwa przyłożenia zdążyli zaliczyć gospodarze. Pierwsze punkty tego dnia po dwujardowym biegu na swoje konto zapisał Filip Mościcki. Dzieła zniszczenia dopełnił Mateusz Boksa, zaliczając efektowne pick six. Po tej drugiej akcji sędzia nie pozwolił już nawet na podwyższenie i spotkanie zakończyło się wynikiem 42-0. To oznacza, że już wkrótce zobaczymy naszych chłopców w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wcześniej jednak mają przed sobą jeszcze jedno najważniejsze zadanie – 17 czerwca w Krakowie pokonać Sharks i, spełniając przedsezonowe założenia, zdobyć upragnione mistrzostwo.

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl