Polska wygrała podwójnie

Piłkarska reprezentacja Polski ma już za sobą ostatni mecz w roku, można więc pokusić się o małe podsumowanie tych jedenastu i pół miesiąca. Nasza kadra wygrała nie tylko wiele spotkań, ale również ogromne zaufanie wśród fanów. 

naokraglobaner

Wydaje się, że o ostatnim roku nie można mówić w oderwaniu od całej reszty „kadencji” Adama Nawałki. Dzisiaj mijają dokładnie trzy lata, od kiedy były trener Górnika Zabrze zasiadł na najgorętszym stołku w sportowej Polsce. Zaczął niewinnie, jeżeli można tak powiedzieć, bo od porażki ze Słowacją 0:2. Wtedy było już jednak po sezonie i, tak jak wczoraj, na boisko nie wybiegł optymalny skład. Ciężko zresztą mówić o optymalnym ustawieniu, kiedy gra się pierwszy mecz ze swoją nową drużyną.

Od tamtej pory sporo się zmieniło, w wielu kwestiach. Próżno na przykład szukać w szeregach dzisiejszej reprezentacji Pawła Olkowskiego, Marcina Kamińskiego czy Rafała Kosznika, którzy przed trzema laty wyszli w pierwszym składzie przeciwko Słowacji. Na ten moment ciężko się spodziewać, żeby którykolwiek z nich zagrał jeszcze w kadrze, w każdym razie nie w obecnej formie i przy obecnej konkurencji. Nie ma też kilku innych (a może by tak jeszcze raz sprawdzić Mierzejewskiego?), którzy wtedy zagrali, dorobiliśmy się za to paru bohaterów. Bo czy pod koniec 2013 roku ktoś z nas powiedziałby, że mamy choćby jednego? No właśnie. Ale w tym czasie niektórzy zawodnicy, a dzięki temu i cała reprezentacja, zaliczyli potężny skok jakościowy.

Nie będę wyliczać wszystkich po kolei, ale warto jeszcze raz przypomnieć stopera rodem z Nowej Huty, Michała Pazdana. Podręcznikowa droga od zera do bohatera. Gdyby ta historia działa się w innym kraju, zostałaby okrzyknięta „american dream”. Długo zastanawialiśmy się, kto będzie odpowiednim partnerem dla Kamila Glika. Jeszcze niedawno proponowano na przykład Bartosza Salamona. Teraz nikt nie wyobraża sobie naszej formacji defensywnej bez stopera Legii Warszawa. Ważną postacią drużyny był (albo nadal jest) Krzysztof Mączyński. Pomocnik Wisły również został doceniony przez cały kraj, kiedy asystował w meczach eliminacyjnych do Euro i właściwie za każdym razem prezentował co najmniej solidny poziom.

Zmieniło się również podejście kibiców do reprezentacji. Graliśmy mecz z praktycznego punktu widzenia – o nic, ale na trybunach wrocławskiego stadionu zasiadło ponad 40 tysięcy kibiców, którzy przyszli wspierać swoją drużynę, nawet pomimo braku kilku gwiazd, z największą z nich na czele. Było widać różnicę w grze, nie ukrywajmy, spotkanie ze Słowenią nie było w naszym wykonaniu najlepsze, ale też nie o to chodziło. Chciałbym jednak zaznaczyć tutaj, że o ile mało kogo tak na prawdę obchodziły kiedyś ostatnie w roku mecze reprezentacji, o tyle teraz niejeden z nas chciałby powrotu grudniowych zgrupowań – czas oczekiwania na kolejne emocje związane z kadrą byłby o ten miesiąc krótszy.

Reprezentacja ma też kilku liderów, zawodników na europejskim lub światowym poziomie, których nie miała trzy lata temu. Ogromna przemiana zaszła oczywiście w Robercie Lewandowskim. Z zawodnika, który przez wiele godzin nie mógł strzelić gola w kadrze, stał się rasowym snajperem, bez którego nie można sobie wyobrazić polskiego zespołu i którym chce być każdy chłopiec na szkolnym boisku. I w tym miejscu chciałbym posłać ukłon w stronę trenera Nawałki, bo wydaje mi się, że właśnie dzięki temu, że dał „Lewemu” opaskę kapitańską, ten ostatni nabrał wielkiej pewności siebie, szybko nauczył się radzić sobie z odpowiedzialnością za drużynę, a dzięki temu jego wpływ na wynik wzrósł nieporównywalnie.

Nie można mówić, że dogoniliśmy światową czołówkę, ale można chyba już gdzieś nieśmiało stwierdzić, że futbolowe tuzy czują na plecach nasz przyspieszony oddech, który jest oddechem groźnego rywala. W pojedynczym meczu, jeśli trafimy z dyspozycją dnia, jesteśmy w stanie wygrać właściwie z każdym. I właśnie dlatego oglądanie naszej reprezentacji przynosi tyle pozytywnych emocji. Oby następny rok również przyniósł progres.

Michał Koziana

michal.koziana@sportowymagazyn.pl