Polak na dopingu czyli gdzie jest logika?

Trwają Igrzyska, więc napiszmy coś o Igrzyskach… Na pierwsze złoto wciąż czekamy, jak dotychczas mamy na koncie jeden medal. Do Londynu jeszcze dużo brakuje, ale spokojnie, nadrobimy. Tymczasem spadła na nas wiadomość związana z polskim ciężarowcem, Tomaszem Zielińskim.

 naokraglobaner

Niektórzy twierdzą, że doping jest tak stary jak sam sport, ale to wersja skrajnie pesymistyczna. W większej skali pojawił się on przypuszczalnie dzięki rozwojowi medycyny i… tak sobie trwa. Na ten moment jest właściwie nie do wyeliminowania, co nie znaczy oczywiście, że nie trzeba próbować. I próbujemy, chociaż czasem za mało stanowczo, jak pokazują ostatnie wydarzenia.

Było już wiele „afer” dopingowych, mniejszych bądź większych. Pierwsza, która przychodzi mi na myśl, to ta związana z Lancem Armstrongiem, druga natomiast najświeższa, czyli sprawa dopuszczenia rosyjskich sportowców do Igrzysk w Rio. Było wiele różnych pomysłów, włącznie z wykluczeniem wszystkich Rosjan z zawodów, ostatecznie jednak MKOL postanowił umyć ręce i zostawić sprawę federacjom poszczególnych dyscyplin. Dla nas jednak najważniejsze są historie związane bezpośrednio z polskimi sportowcami.

Pamiętamy, w jaki sposób niedawno Paweł Fajdek, kandydat do złota olimpijskiego, wypowiadał się o „koksiarzach”, podając nawet konkretny białoruski przykład. „Dla takich ludzi nie ma miejsca w sporcie”, tak mówił. Co więc teraz zrobić z Tomaszem Zielińskim, u którego próbka A wykazała obecność niedozwolonych substancji w organizmie? Jest jeszcze próbka B, wciąż czekamy na jej wyniki, ale nie ma na co liczyć, ponieważ w takich przypadkach prawie zawsze pierwsze badanie się potwierdza. Tak więc niemal na pewno mamy o jednego olimpijczyka mniej.

Nie będę tutaj krytykował ani zastanawiał się kto, jak, po co i dlaczego. W całej tej sprawie niezwykle zadziwiają mnie jednak dwa fakty. Pierwszy, że w dyscyplinie tak szeroko ostatnio komentowanej w kontekście dopingu, ktoś odważył się na stosowanie niedozwolonych środków, wiedząc, że jedzie na Igrzyska Olimpijskie. Ogromna bezmyślność, biorąc pod uwagę stopień kontroli, której uniknięcie jest praktycznie niemożliwe. Niezależnie od tego, jak się odbyło przyjmowanie sterydów. Pierwsze tłumaczenia już za nami: nie jestem na koksie, nic o tym nie wiem. Cóż, ciężko w to uwierzyć. Nawet jeżeli zawodnik jakimś cudem miałby przypadkowo zażyć niedozwolone środki, to umówmy się, przed takim turniejem trzeba kontrolować się ze zwielokrotnioną dokładnością i dotyczy to wszystkich, którzy zostali i jeszcze zostaną „przyłapani”.

Natomiast drugi zadziwiający fakt związany jest z doniesieniami które teraz do nas docierają, a o których wcześniej mówiło się niewiele. Szymon Kołecki, który, jak to się już nie mawia, głowę ma nie od parady, był przeciwny wysyłaniu Zielińskiego do Rio, ponieważ wiedział, że może pojawić się problem. Decyzję miał jednak przegłosować zarząd Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. Jeżeli rzeczywiście były podejrzenia związane z dopingiem, to jakim cudem doszło do tak absurdalnego werdyktu? Nie mam pomysłu, jak odpowiedzieć na to pytanie, mam za to naiwną nadzieję, że wszystko okaże się „błędem w sztuce”, jak powiedział sam bohater całego zamieszania.

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl