Pokaz starej szkoły

Spotkanie Kraków Kings – Warsaw Dukes zapowiadało się na fantastyczne widowisko. Na papierze dwaj ligowi potentaci, w praktyce na dwóch zupełnie różnych biegunach ligi, ale oboje wciąż w walce o mistrzostwo. Nasze oczekiwania nie zostały zawiedzione. Po bardzo wyrównanym spotkaniu, pełnym zwrotów akcji i futbolu granego w starym dobrym stylu, po ziemi, to krakusi okazali się tego dnia minimalnie lepsi, pokonując rywali 14-12.

Krakow_Kings-Warsaw_Dukes(13.05.17)DamianPytlak063

Warto zwrócić uwagę, że Dukes grali z poważnym handicapem w postaci braku podstawowego rozgrywającego. Z tego powodu w całym spotkaniu zagrali zaledwie dwie akcje podaniowe, a co więcej tylko w tych dwóch przypadkach w ogóle wystawili jakiegoś rozgrywającego na boisko! Pomimo wszystkich przeciwności rozpoczęli piorunująco. Fantastycznym returnem popisał się Cheda, kolejne jardy dołożyli Szpotański i Kaczmarek, a kropkę nad i postawił wspomniany Cheda. Dukes zdecydowali się na podwyższenie za 2, ale spisała się obrona. Dobra postawa przeciwników grających niesłychanie archaiczny futbol chyba lekko zaskoczyła i zdeprymowała krakowian. Dość powiedzieć, że w pierwszej kwarcie nie udało się im zaliczyć ani jednego celnego podania, a na sam koniec oddali jeszcze rywalom przechwyt.

Na szczęście defensywa Kings była równie skuteczna jak ta warszawian. Świetnie prezentował się choćby Jakub Spałek, zaliczający jeden tackle za drugim. Po kolejnym odzyskaniu piłki krakusi dostosowali się do rywali i przerzucili na grę po ziemi. Na piłkarskim stadionie Wawelu odbywał się prawdziwy pokaz staroszkolnego futbolu amerykańskiego! Co ważne, ta zmiana szybko zaczęła przynosić wymierne efekty. Po kilku udanych rajdach ofensywa wyraźnie czuła się pewniej, szalał zwłaszcza Mościcki, nie robiący sobie nic z próbujących go zatrzymać obrońców. Krakusom udało się uśpić czujność Dukes, a na to tylko czekał rzeczony Mościcki. Snap, rywale oczekiwali kolejnego biegu, rozgrywający rozejrzał się, dostrzegł Iwanickiego, który urwał się lewą stroną, posłał kilkudziesięciojardową bombę, piękny chwyt i przyłożenie! Celny kop dał Kings prowadzenie 7-6. Goście ciągle jednak nie dawali się zbić z pantałyku. Odpowiedzieli błyskawicznie. Sprawy w swoje ręce wziął Szpotański, zaliczając aż 60 jardów w jednej akcji i umieszczając piłkę w red zonie krakusów. Tam dzieła dopełnił Kaczmarek. Kolejna nieudana próba za 2 i na przerwę Dukes schodzili z prowadzeniem 12-7.

Krakow_Kings-Warsaw_Dukes(13.05.17)DamianPytlak041

O trzeciej kwarcie możnaby powiedzieć tyle, że się odbyła – Dukes świetnie bronili, urywali czas grą po ziemi, a Kings ciągle nie mogli zatrybić. Możnaby, gdyby nie rewelacyjna, zmieniająca losy spotkania akcja defensywy gospodarzy. Nic nie zrobili sobie z bloków rywali, całą ferajną zwalili się na głowę samotnemu warszawskiemu biegaczowi, ten wypuścił piłkę, a odzyskał ją Szymon Sroka. Co najważniejsze – wszystko wydarzyło się 7 jardów przed polem punktowym gości. Tego Kings nie mogli nie wykorzystać. Już w ostatniej odsłonie gry, po czterech próbach, siłą woli pokonali ścianę obrónców i za sprawą Mościckiego zdobyli kolejne przyłożenie! 14-12.

Od tego momentu gospodarze kontrolowali spotkanie – spokojnie grali po ziemi, kradnąc kolejne cenne sekundy. I pewnie to byłoby na tyle emocji w tym dniu, gdyby nie pechowa sytuacja na około 5 minut przed końcem. 3 próba, 7 jardów do przejścia. Kings spróbowali zaskoczyć rywali podaniem, ale piłka wyślizgnęła się z rąk Mościckiego i wpadła w ręce defensywnego liniowego! Wszystko zależało już tylko od obrony. Widać było, że to będzie ostatni zryw Dukes. Po paru średnio udanych akcjach biegowych na boisku w końcu pojawił się… rozgrywający – Daniel Krawiec! I w decydującym momencie, w czwartej próbie, nie zawiódł, obsługując kolegę piętnastojardowym podaniem. Piłka znalazła się w red zonie krakowian. Pierwsza próba – jard. Druga – jard. Trzecia – jard. Zostały dwa. Szczerze mówiąc w tym momencie spodziewałem się kopnięcia, ale trener Dukes zdecydował się grać dalej po ziemi i… nie opłaciło mu się to. Defensywa spisała się na medal i zwycięstwo zostało w Krakowie. Fantastyczne widowisko zgotowały nam oba zespoły i tylko trochę szkoda nam gości z Warszawy, bo ta przegrana poważnie komplikuje ich sytuację w tabeli i najprawdopodobniej w playoffach ich nie zobaczymy. Dla nas jednak najważniejsze jest to, że nasi chłopcy umocnili się na pozycji lidera i są coraz bliżej swojego jedynego celu na ten sezon – mistrzostwa i awansu do Topligi.

Krakow_Kings-Warsaw_Dukes(13.05.17)DamianPytlak082

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl