Podłożyli nam czarną świnię

A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam, i ociekać szczęściem… – mógłby zaśpiewać trener Adam Nawałka słowami piosenki zespołu Happysad, a także wszyscy kibice reprezentacji Polski, którzy śledzili poczynania naszej drużyny na mundialu w Rosji. Dla nas zdecydowanie bardziej „sad”, aniżeli „happy”.

Polska - Nigeria-37

Cofnijmy się na moment dwa lata wstecz. Euro 2016 we Francji dało nam obraz reprezentacji, jakiej nie znaliśmy w 21 wieku. Twarda gra w obronie, znakomite kontry, dyscyplina, zaangażowanie, dobre przygotowanie fizyczne. Ostatecznie naszą dalszą grę przekreśliły rzuty karne, które jak wiadomo, bywają bezlitosne. Nie ma co ukrywać, zrobiliśmy sobie nadzieję. Na to, że ekipa Nawałki nie tylko wygra w cuglach eliminacje, ale na mundialu mocno zamiesza.

Przez te dwa lata kadrowicze toczyli walkę o mistrzostwa w Rosji i rzeczywiście grupę eliminacyjną wygrali, chociaż pojawiło się wiele rys. Największą oczywiście była porażka z Duńczykami 4:0, która powinna dać sygnał: „do końca tak pięknie nie jest”. Była to jedyna przegrana kadry, oprócz tego jeden remis, osiem zwycięstw, choć wiele z nich rodziło się w bólu. Grupa eliminacyjna wygrana, później jeszcze kilka sparingów, które jak zwykło się mówić, niewiele znaczą.

A może właśnie znaczyły sporo? Najbardziej zastanawiające w tym wszystkim były kombinacje trenera z formacjami. Ewidentnie nie potrafił zdecydować się na jedną, bezpośrednie mecze towarzyskie zagrał trzema obrońcami, po czym nagle w meczu z Senegalem, wrócił do wcześniejszych założeń. Już to mocno niepokoiło i raziło w oczy. Wydaje się jednak, że nie w formacji główny problem. Reprezentacja Polski na boiskach w Rosji po prostu mało biegała, niczym nie potrafiła rywala zaskoczyć, wiele akcji kończyło się przed Lewandowskim, pod warunkiem w ogóle, że podania zdołały wyjść ze środka od Krychowiaka czy Góralskiego. Nie będę pastwił się nad formą gwiazdy West Bromwich Albion, ale każdy widział, jakim cieniem samego siebie był Krychowiak na tym turnieju i w poprzedzających go miesiącach. Podanie przez pół boiska do bramkarza w meczu z Senegalem było idealnym opisem jego dyspozycji. Tamta akcja stała się stemplem na zespole, który już się nie dźwignął.

Znowu wróciliśmy do dramatów sprzed lat, kiedy ostatni mecz był tylko na otarcie łez, chociaż mnie tam wygrana z Japonią w ogóle nie cieszyła, a jej końcówka pokazała, jaką ekipą byliśmy przez cały turniej. Bo co z tego, że rywal zaczął zabawę i wymienił 118 podań na przestrzeni kilku minut? To my wykazaliśmy się większym brakiem ambicji oraz sportowej złości. Kogo nie wkurzałoby, jak przeciwnik kopie sobie piłkę, a my tylko chodzimy po boisku i się temu przyglądamy? 5-letnie dziecko na Orliku przy szkole miałoby więcej pasji i motywacji, by ruszyć, wyrwać piłkę, zaatakować, zepsuć beznadziejną zabawę. Nasi reprezentanci natomiast stanęli, patrzyli, a na koniec, na życzenie bossa, musieli padać na murawę, bo na minutę meczu miał wejść jeden z najlepszych piłkarzy tej kadry w ostatnich latach, Jakub Błaszczykowski. Dobrze napisał jego brat, że Kuba po prostu nie zasłużył sobie na taką hańbę. Szkoda. W zamian, na zakończenie kariery, które zbliża się zapewne nieuchronnie, powinni mu zgotować wspaniały mecz, z silnym i wymagającym rywalem.

A teraz trochę z innej beczki. Postawa drużyny była fatalna, jedna z najgorszych spośród wszystkich na mundialu. Zasługują na krytykę – którą zresztą też wyrażam – gorzkie słowa, słabe oceny, śmieszno-głupie memy (czasami naprawdę genialne). Ale czy naprawdę polski kibic musi wpadać w skrajność i od razu mieszać ludzi z błotem? Trochę niepotrzebnie napompowano kolejny raz balon i mówiono, że jesteśmy w stanie wejść nawet do najlepszej ósemki. Teraz, to brzmi jak abstrakcja, ale być może było nią także przed pierwszym gwizdkiem na mundialu. Większość kadrowiczów po prostu bardzo mało grała w klubach, sezony większości były przeciętne. Nasze biało-czerwone serca pamiętały turniej we Francji i ślepo wierzyły, że taka gra jest do powtórzenia. Niestety, nie była. Uważam, że mogliśmy wyjść z tej grupy, gdybyśmy inaczej rozegrali mecz z Senegalem, nie wystraszyli się ich samych, ale też całego turnieju. Ale na nic więcej tej drużyny w obecnej formy i tak nie byłoby prawdopodobnie stać.

Nic się nie stało? Oczywiście, że się stało i nie powinniśmy tak mówić. Trzeba jednak szybko wyciągnąć wnioski, jeśli to konieczne, zmienić trenera. Z mojej perspektywy Adam Nawałka powinien zostać, ale nie wiemy, jak daleko sięgają konflikty w drużynie, które niewątpliwie są, a po ostatnim blamażu, będą jeszcze większe. Nie mieszajmy jednak biało-czerwonych barw z błotem. Dali ciała, to prawda. Nie mamy zamiaru nikogo usprawiedliwiać i bronić. Ale w krytyce też potrzeba trochę spokoju i rozsądku. Dzisiaj możemy go już mieć.

Po dniu przerwy na mundialu wracamy do dalszych rozgrywek, fazy 1/8 finału. Wiele zestawień jest naprawdę arcyciekawych. Nas już tam nie ma, wylądowaliśmy na Okęciu. Zaufaliśmy tej drużynie, a ona nas zwyczajnie zawiodła. Happysad w tej samej piosence śpiewa: „…że zaufanie, to taka czarna świnia”. No właśnie. Podłożyli nam świnię, na której mocno się przejechaliśmy.
A miało być tak pięknie…

Amadeusz Bielatowicz

amadeusz.bielatowicz@sportowymagazyn.pl