Pierwsze żużlowe rozdanie dla Danii

sbpcbig

Za nami oficjalna inauguracja sezonu żużlowego na arenie międzynarodowej. W Toruniu odbył się turniej z serii Speedway Best Pairs Cup, który wygrała Dania. W finale reprezentanci kraju Hamleta pokonali Polaków. Trzecie miejsce zajęła reprezentacja Australii. 

Zawody na Motoarenie przyciągnęły mnóstwo widzów, chociaż trzeba przyznać, że znalazły się puste miejsce. Być może część odstraszyła dość nieprzyjemna pogoda i niska temperatura. Kto nie był, może jednak żałować, bo emocje na pewno podnosiły temperaturę.

Polacy rywalizację rozpoczęli już w drugim biegu, kiedy stanęli pod taśmą wraz z reprezentacją Rosji. Jarosław Hampel pewnie wygrał gonitwę, lecz niestety Krzysztof Kasprzak zawiódł i przyjechał do mety ostatni. Przez moment był nawet za Hampelem i nasi zawodnicy wieźli pięć „oczek”. Ostatecznie zawodnik Stali Gorzów nie tylko nie dojechał przed Emilem Sajfutdinowem, ale przegrał także rywalizację z Grigorijem Łagutą.

W drugim biegu Polaków Hampel ponownie był najlepszy, a Kasprzak dojechał do mety jako ostatni, po czym trener Marek Cieślak odsunął go od dalszej jazdy i desygnował do startów rezerwowego Piotra Pawlickiego. W IX biegu ta zmiana mogła przynieść podwójną wygraną, gdyby nie błąd młodego reprezentanta Polski, któremu uniosło przednie koło i spadł za Grega Hancocka. Amerykanin takie szkolne błędy wykorzystuje bowiem z zamkniętymi oczami. Należy odnotować, że aktualny mistrz świata zdobył aż 13 punktów w całych zawodach. Jego kolega z pary Gino Manzares znacznie odstawał, chociaż w jednym z biegów przywiózł dwa „oczka”, co było wielkim sukcesem dla młodego „Jankesa”.

Na uwagę zasługuje wyścig czternasty i nie tylko dlatego, że brali w nim udział nasi reprezentanci. Polacy pewnie wyszli ze startu i byli daleko na prowadzeniu, kiedy nagle z tyłu uniosło przy krawężniku koło Maksima Bogdanowa, ten puścił instynktownie motocykl, będąc przekonanym, że maszyna uderzy w bandę. Pech niestety chciał, że na linii pędu jednośladu znalazł się kolega z reprezentacji Andrzej Lebiediew. Sytuacja wyglądała niezwykle groźnie, a Łotysz uderzony przez motocykl długo nie podnosił się z toru. Na szczęście nic poważnego się nie stało. W powtórce tego biegu nie zobaczyliśmy wykluczonego Bogdanowa. Dzielnie walczył Lebiediew, jednak ostatecznie nasi rodacy przywieźli komplet punktów do mety.

W osiemnastej gonitwie nasza para doskonale wyszła spod taśmy i była szansa na kolejne 5:1. Niestety, Jarosław Hampel nie poczekał na młodszego kolegę, o co po wyścigu miał trochę pretensji trener Marek Cieślak. W efekcie Pawlicki spadł za Tomasa H. Jonassona.

Bardzo emocjonujący był bieg ósmy, w którym niezwykle zacięty bój o trzecie miejsce stoczyli Andreas Jonsson i Artiom Łaguta. Generalnie był to bardzo dobry turniej dla młodszego z braci Łagutów, który kilkakrotnie zastępował Emila Sajfutdinowa lub właśnie swojego brata – Grigorija.
Szwed Jonsson natomiast był bardzo waleczny. W XV gonitwie bardzo agresywnie, ale „fair” atakował Nielsa-Kristiana Iversena. Ostatecznie Duńczyk okazał się lepszy.

Po XXI wyścigu, w którym Hampel nie zdołał wygrać z Jasonem Doylem, a Piotr Pawlicki spadł na ostatnie miejsce za Chrisa Holdera, wiadomo było, że Dania awansuje do finału bezpośrednio, a Polacy zmierzą się ponownie z Australią w barażu. W dodatkowym biegu okazali się lepsi, pewnie zwyciężając „Kangurów” 5:1. Prowadzili od samego wyjścia spod taśmy, do mety.

W finale więc przyszło mierzyć się z Danią w składzie Nicki Pedersen i Niels-Kristian Iversen. Niestety, tak jak w poprzednim wyścigu Polacy wyszli dobrze ze startu, tak teraz tego samego dokonali Duńczycy i to oni prowadzili całą gonitwę, dowożąc zwycięstwo do mety.

Pierwsze rozdanie w mistrzostwach świata par dla Duńczyków. Cykl składa się jednak z trzech zawodów i wszystko można odrobić. Kolejne już 11 kwietnia w niemieckim Gustrow. Tam zamiast gościnnie dziś występujących Łotyszy, pojawią się Niemcy z Martinem Smolinskim na czele.

 

Amadeusz Bielatowicz

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl