Futbol po krakowsku: O rozwagę i szacunek…

Dlaczego jestem w stanie zrozumieć odejście Krzysztofa Mączyńskiego do Legii i słów kilka o finale młodzieżowego Euro. Te dwie kwestie poruszam w piątkowo-sobotnim felietonie i jak zawsze zapraszam do dyskusji.

Wisla_Krakow-Jagiellonia_Bialystok(26.02.17)(3-1)DamianPytlak023

Pewnie narażę się części kibiców Wisły, ale mam nadzieję, że docenią to, że mówię otwarcie i szczerze o tym co uważam za prawdziwe. Moim zdaniem, jeśli pojawi się wartościowa oferta, a takie do tej pory nie padły ze strony stołecznego zespołu, Mączyński powinien pójść do Legii, choć również i mnie coś w sercu ukłuje.

Mączyński swoje lata ma. Kompletnie nie przekonuje mnie argument, że jest reprezentantem Polski, Wisła powinna przedłużyć z nim kontrakt, bo za rok pojedzie na mistrzostwa świata i tam ktoś go wypatrzy. To nie jest ani bramkarz, ani obrońca, który może pograć trochę dłużej na wyższym poziomie niż koledzy z przodu. Jak dla mnie, ostatnim gwizdkiem na przenosiny dla „Mąki” był czas tuż po Euro 2016. Jak wiadomo, miał wówczas oferty z Olympique Marsylia czy Chievo Werony, a zamieszanie związane z Jakubem Meresińskim zamknęło mu drogę do sportowego rozwoju.

30 lat to już sporo. Mączyński nie będzie już światowej klasy piłkarzem typu box to box, a drużyny ze środka tabeli mocniejszych europejskich lig zawsze szukają kogoś, kto jeszcze w klubie się rozwinie i będzie można go sprzedać drożej. Teraz europejskiego futbolu może powąchać już tylko w klubach grających w pucharach, trudno więc się mu dziwić, że liczył na ofertę Slavii Praga. Ja w pełni to rozumiem, każdy z nas chce się realizować, osiągać wyższe cele, a przy okazji więcej zarabiać. Na ten moment w Polsce takie warunki zagwarantować może niestety tylko Legia. Najbardziej w tej sprawie męczy jednak niepewność. Mączyński w Lidze+ Extra zapewniał, że do Legii nie pójdzie – teraz obiecuje, że o wszystkim kibice dowiedzą się od niego. Twittuje rzadko, a jeśli już – bardzo enigmatycznie.

Jeszcze dwa lata temu denerwowałbym się, tak jak czyni to spora grupa kibiców, ale od kiedy chodzę na mecze w innej roli niż fanatyk na „Sektor C”, zaczynam spoglądać na pewne rzeczy inaczej. Jak już wspominałem wyżej, piłkarze to też ludzie, też targają nimi emocje, a w rzeczywistości nie są herosami i gladiatorami, choć takie wyobrażenie mają o nich zgromadzeni na stadionie widzowie. Nie zapomnę, gdy jeden z piłkarzy Wisły, którego zawsze podziwiałem (dlatego nie powiem jego nazwiska), w strefie wywiadów, po wygranym meczu, w którym zagrał na dodatek bardzo dobre zawody, tylko odburknął, że nie chce mu się rozmawiać. Zrozumiałem, to jego święte prawo, ale to właśnie w tamtym momencie czar prysł. Piłkarze to ludzie z krwi i kości, Drogi Czytelniku. Chcą zjeść, utrzymać rodzinę, wybudować dom i odłożyć na emeryturę, a przy okazji móc się realizować. Jak każdy z nas.

Taką realizacją nie będzie transfer do Jagiellonii, bo sądzę, że drużyna bez Probierza i Vassiljeva skończy zbliżający się sezon niżej niż Wisła Kraków. Pozostaje więc Legia. Dobrze, że wiślacki zarząd próbuje o Mączyńskiego walczyć, podbija tym samym jego wartość. Siłą rzeczy udowadnia Legii: „skoro tak wam na nim zależy, to zaoferujcie tyle, ile naprawdę jest warty!” I mi się to podoba!

Drodzy wiślacy. Krakowianie. Dla mnie to, czy Mączyński odejdzie do Legii, w żaden sposób nie zmieni tego, że będę go identyfikował z Wisłą. Małecki też obiecywał, że będzie „umierał za Pogoń”, ale wciąż go uwielbiamy. Liczę, że podobnie będzie z Mączyńskim. Dla piłkarzy to tylko praca, to dla nas coś więcej. Czy każdy zdroworozsądkowy fan Krystyny Jandy przestanie ją lubić, bo ma idiotyczne poglądy polityczne? Nie, bo szanuje się ją za prawdziwy kunszt aktorski. I tak samo Mączyńskiego należy szanować za to co dla Wisły zrobił, jakie finanse jej już zagwarantował (za grę w reprezentacji) i jakie jeszcze może zagwarantować (transfer).

Wiślacy! Apeluję. Nie bądźcie jak kibice Lecha, którzy mają kompleks Legii. Jesteście fanami najwspanialszej drużyny na świecie, z najcudowniejszego miasta w kraju. Nie musicie chować głowy w piasek jak poznaniacy. Ba, nie możecie tego robić, nawet gdy jeden z waszych ulubieńców, będzie musiał odejść do znienawidzonej drużyny. Głowa do góry i pierś przed siebie. To wy jesteście Wisłą Kraków i nie macie prawa mieć żadnego kompleksu Warszawy.

***

W finale młodzieżowego Euro kibicowałem Hiszpanom. Po tym co urządzili sobie Niemcy z Włochami, eliminując mojego cichego czarnego konia, Słowację – życzyłem im jak najgorzej. Przebrnęli karne z Anglią, myślę ok. W finale z Hiszpanią los wreszcie się odwróci.

Nie odwrócił się i Niemcy zostają mistrzami Europy. Cóż powiedzieć – to jak wielkim potencjałem dysponują świadczy to, że część zagrała na Euro, część w Pucharze Konfederacji, część na MŚ U20, a część odpoczywała. Hiszpanie zagrali wybornie przez cały turniej, ale w takich rozgrywkach zawsze przychodzi słabszy mecz. Sukcesem jest, gdy mimo słabszej dyspozycji, udaje się pokonać lepiej dysponowanego przeciwnika.

Tym razem się nie udało, ale i tak Hiszpanom należy się szacunek. Wydaje mi się, że wraz z tą młodzieżówką nadejdzie nowa era w hiszpańskiej piłce reprezentacyjnej. To już nie jest przeniesiona na ten grunt barcelońska tiki-taka, a finezyjna gra opierająca się na dużej dozie indywidualności. Zobaczymy, czy to w najbliższym czasie wypali, bo Hiszpanie chyba wiedzą, że by zaskoczyć świat i odzyskać najważniejsze reprezentacyjne trofeum – muszą wymyślić coś nowego.

Bogdan Setlak

Bogdan Setlak

bogdan.setlak@sportowymagazyn.pl