Mecz na miarę hitu, ale bramek zabrakło

Hit Ekstraklasy, jakim niewątpliwie zawsze okrzyknięte jest starcie Wisły Kraków z Legią Warszawa wiele razy zawodził. Tym razem bramki nie padły, ale zawodnicy stworzyli świetne widowisko.

wisla_krakow-slask_wroclaw044

Źle rozpoczął się ten mecz dla Wisły. A właściwie to zanim się rozpoczął, zakończył się dla Pawła Brożka. Napastnik Wisły miał wyjść w pierwszym składzie, ale na rozgrzewce nabawił się urazu i zastąpił go Mateusz Zachara. Biała Gwiazda się tym nie przejęła i rozpoczęła spotkanie bardzo odważnie. Już w pierwszej akcji wywalczyła rzut rożny. Mimo, że do bramki Arkadiusza Malarza było ponad 30. metrów, na strzał zdecydował się Adam Mójta. To uderzenie sprawiło bramkarzowi Legii trochę problemów, ale zdołał wybić piłkę na rzut rożny.

Początek spotkania przebiegał więc pod dyktando gospodarzy. To oni wydawali się bardziej zdeterminowani. Kilka razy z lewej strony próbował wrzucać Patryk Małecki, ale nikt nie zamykał jego akcji. W efekcie przez większą część pierwszej połowy na boisku nie działo się nic ciekawego, choć dużo było ostrej gry. Po upływie kwadransa, Michał Pazdan groźnie sfaulował Rafała Boguskiego. Po tym zdarzeniu wywiązała się lekka przepychanka, po której kapitan Legii oraz Denis Popović zostali ukarani żółtymi kartkami.

Legia była co prawda cofnięta, ale w pierwszej połowie też miała dobrą okazję do zdobycia bramki. Miroslav Radović świetnie dostrzegł wbiegającego w pole karne Aleksandara Prijovicia. Nikt z obrońców Wisły nie ruszył do Szwajcara, bo wydawało się, że był on na spalonym. W efekcie napastnik Legii został sam przed bramką Michała Miśkiewicza, ale źle przyjął sobie piłkę i ostatecznie zdążył mu przeszkodzić jeden z defensorów Wisły.

W końcówce pierwszej połowy, Małecki posłał długie podanie do Zdenka Ondraszka. Czech uderzył z pierwszej piłki, ale miał zbyt ostry kąt, aby trafić do bramki i Malarz pewnie wyłapał jego uderzenie. Do przerwy goli więc nie oglądaliśmy, chociaż sam mecz mógł się podobać. Za pierwsze 45 minut trzeba wyróżnić Wisłę, która pokazała charakter, zawziętość i wolę walki. Gospodarze zdominowali Legionistów, ale nie potrafili wykończyć swoich akcji celnymi strzałami.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Wisła ruszyła do przodu, ale nic z tego nie wynikało. W poczynaniach gospodarzy sporo było niedokładności. Nieoczekiwanie, po stałym fragmencie, dobrą okazję miała z kolei Legia. Thibault Moulin, z rzutu wolnego dośrodkował na głowę Michała Pazdana. Obrońca reprezentacji Polski groźnie strzelał, ale Miśkiewicz był na posterunku.

Mistrzowie Polski na tym nie poprzestali. Poczuli swoją szansę i próbowali stwarzać sobie kolejne sytuacje. Jeszcze przed upływem godziny gry, wbiegając w pole karne strzelał Guilherme, ale nie potrafił zaskoczyć Miśkiewicza. Wisła odpowiedziała strzałem Mójty z rzutu wolnego. Odległość była podobna, jak na początku meczu, ale gorszy efekt, bo tym razem obrońca Białej Gwiazdy uderzał niecelnie.

Druga połowa była bardzo ciekawa. Mecz toczył się w szybkim tempie, a akcje szybko przenosiły się z jednej połowy na drugą. W 73. minucie, po źle rozegranym rzucie rożnym przez Wisłę, groźną kontrę stworzyła Legia, a konkretnie Prijović, który w pojedynku jeden na jeden ograł Macieja Sadloka i popędził na bramkę Wisły. Obrońca Białej Gwiazdy zdążył go jednak dogonić i zastopował całą akcję. Chwilę później, sprzed szesnastki udarzał Krzysztof Mączyński, ale pomylił się o kilka centymetrów.

We wcześniejszej akcji ucierpiał Michał Padan. Obrońca Legii, w starciu z Mateuszem Zacharą dotknął piłki ręką w polu karnym, ale arbiter, po konsultacji z sędzią liniowym nie podyktował karnego. Uraz Pazdana okazał się jednak na tyle groźny, że musiał on opuścić boisko.

W 82. minucie wyczyn Pazdana skopiował Adam Hlousek. Tym razem przewinienie było ewidentne i nie było mowy o żadnej przypadkowości. W efekcie sędzia Paweł Gil wskazał na wapno. Do jedenastki podszedł Popović, ale uderzył bardzo czytelnie, przez co Malarz wyczuł jego zamiary i obronił rzut karny.

W końcówce meczu 3 punkty mogła sobie jeszcze zapewnić Legia. Hlousek wrzucił z lewej strony, do Michaiła Aleksandrowa. Bułgar uderzył jednak w środek bramki i instynktownie futbolówkę odbił Miśkiewicz. W doliczonym czasie, groźnie w polu karnym Wisły było po rzucie rożnym Legii, ale Biała Gwiazda zdołała zażegnać niebezpieczeństwo. W efekcie wynik nie uległ zmianie i 19, 477 widzów przy Reymonta, nie zobaczyło bramek. Kibice mogli czuć niedosyt, bo mecz obfitował w wiele sytuacji, choć tych stuprocentowych było kilka. Mecz jednak był bardzo ciekawy, ale za wrażenie artystyczne punktów się nie przyznaje. Dziś oba zespoły zdobyły po jednym oczku i Wisła po dziesięciu kolejkach pozostała na dnie tabeli, a Legia co prawda awansowała na jedenastą pozycję, ale po dokończeniu tej serii spotkań może nadal zajmować czternaste miejsce.

Wisła Kraków – Legia Warszawa 0:0

Żółte kartki: Pazdan, Guilherme, Czerwiński, Broź – Popović, Mójta, Jović

Wisła: Michał Miśkiewicz – Boban Jović, Richard Guzmics, Maciej Sadlok, Adam Mójta – Krzysztof Mączyński, Denis Popović, Rafał Boguski, Patryk Małecki – Zdenek Ondrasek, Mateusz Zachara

Legia: Arkadiusz Malarz – Łukasz Broź, Jakub Czerwiński, Michał Pazdan (78’ Michał Pazdan), Adam Hlousek – Tomasz Jodłowiec, Thibault Moulin, Guilherme, Miroslav Radović (64’ Kasper Hamalainen) – Nemanja Nikolić (81’ Michaił Aleksandrow), Aleksandar Prijović

 

Michał Przybycień

michal.przybycien@sportowymagazyn.pl