Marazm w Tarnowie

Fatalny skład, kiepskie prognozy przedsezonowe, skazywani na porażkę od samego początku. Unia wygrywa jeden mecz w sezonie – z drużyną wrocławską. Następnie spada z ligi. Tylko po tych trzech zdaniach widać, że scenariusz ten nie do końca zgadza się z trwającym sezonem. To oczywiście historia sprzed ośmiu lat, kiedy Unia Tarnów zajęła ostatnie miejsce w Ekstralidze i pożegnała się z tą klasą rozgrywkową.

kibicowskiezycie

Najwięksi pesymiści już teraz powiedzą, że właściwie tylko jeden element pierwszych trzech zdań jest błędny – wygrana z Wrocławiem (bo właśnie „Jaskółki” są po domowej porażce z tym klubem). Sceptycy stwierdzą: skład rzeczywiście nie najlepszy, prognozy były fatalne, skazywana na porażkę Unia jest od początku, jeden mecz już wygrała, więc może jeszcze ze dwa zwycięstwa dorzuci, ale pewnie spadek i tak jest nieunikniony. Optymiści? Trudno ich znaleźć w „Jaskółczym Gnieździe”, a ja też – niestety – nie zamierzam ślepo wierzyć, że sytuacja może gwałtownie ulec zmianie, choć nie chcę także przedwcześnie wyrokować.

Sezon 2008 był beznadziejny, a Unia śrubowała rekordy w ilości przegrywanych meczów. Czego jednak można było się spodziewać, jeśli poza Januszem Kołodziejem w drużynie jeździły wynalazki, jak: Doolan, Boxall, Wright (pamiętacie ich jeszcze?) czy Iwanow, o których słuch zaginął tak szybko, jak szybko się pojawili. No dobra, może poza ostatnim, który karierę zrobił na lodzie. Zespół spadł, ale jak się później okazało, zbudowano silną ekipę na awans w I lidze, Unia szybko powróciła do elity i od 2012 roku zaczęła zdobywać medale. Spadek był oczyszczeniem, choć przecież w roku 2010 i 2011 też szału nie było, a klub co chwilę borykał się z różnymi problemami, głównie na szczeblach zarządzających. To już jednak historia, choć prawdopodobnie pokłosie jest widoczne teraz. Rockowa grupa Deep Purple swój ostatni album studyjny zatytułowali „Now What?”. To pytanie, choć po polsku, zadają sobie wszyscy kibice „Jaskółek”.

Po pięciu kolejkach, a w przypadku Unii – czterech objechanych spotkaniach – tarnowianie zajmują ostatnie miejsce z jednym wygranym meczem na koncie. Ktoś powie – mogło być gorzej. Oczywiście, że tak, bo byli tacy, co wróżyli z fusów, że Unia nie wygra żadnego meczu w pierwszej rundzie sezonu. Psikus, udało się na własnym torze z mistrzem Polski. Choć i tak wiadomo: „No przecież oni nie jechali pełnym składem” – i taka, ot dyskusja. Bo po co docenić coś dobrego, skoro ogół i tak jest zły. Ja oceniał raczej nie będę, bo to jeszcze nie pora. Rozliczać będziemy po pierwszej rundzie, a najlepiej po zakończeniu ligi. Czy Unia Tarnów może uniknąć spadku? A ściślej rzecz ujmując – ostatniego miejsca w tabeli, bo przecież z tymi spadkami to też różnie bywa w naszej Ekstralidze.

Kiedy zobaczyłem dziesięć punktów Mikkela Michelsena w meczu z Betard Spartą Wrocław, nie mogłem uwierzyć w to, że mimo wszystko tarnowianie przegrali tamten mecz. Tym razem zabrakło punktów Leona Madsena, a i Janusz Kołodziej narzekał, że nie do końca mu to spotkanie wyszło. Liderzy nie są końmi, a mówił o tym chociażby Paweł Baran na konferencji po meczu. Punkty Duńczyka Michelsena są doskonałym prognostykiem na przyszłość, przynajmniej na torze w Mościcach. Jeśli ustabilizuje swoją formę i będzie przywoził średnio 7 punktów na mecz – biorę to w ciemno.

Bolączką niestety wciąż jest forma Piotra Świderskiego, a właściwie jej kompletny brak. To, o czym mówiono od momentu zakontraktowania, stało się faktem. Piotrek zwyczajnie nie ma sprzętu, by jeździć w Ekstralidze, a na swoich osiołkach być może i szczebel niżej miałby problem. Obecnie zajmuje przedostatnie miejsce w klasyfikacji zawodników Ekstraligi, gdzie liczy się głównie średnią ilość punktów na bieg. Ze Świderskim przegrywa jedynie młodziutki Damian Dróżdż – wrocławianin – który podczas meczu w Tarnowie i tak przywiózł „oczko” więcej od swojego doświadczonego kolegi. Zdaje się jednak, że w Unii nikt do Piotra nie ma pretensji, bo właściwie ich mieć nie może. Tak miało być – tak jest. Każdy dobry rezultat byłby tylko miłym zaskoczeniem, na które niestety nie ma chyba co liczyć. Widziały gały, co brały.

Pretensje w Tarnowie są głównie do prezesa. Ten uniósł się zimą honorem i nie potrafił dogadać się z Arturem Mroczką, który prawdopodobnie byłby gwarantem bardzo dobrych punktów, brakujących „Jaskółkom” chociażby w meczu ze Spartą Wrocław. Choć Mroczka jest „tylko” na kontrakcie „warszawskim” w Toruniu, to jednak trudno oczekiwać, że – po pierwsze – prezes zadzwoni, a po drugie – Mroczka pojawi się nagle z podkulonym ogonem w Tarnowie, zwłaszcza, że w „Grodzie Kopernika” też wcale różowo nie jest i być może sięgną tam po zawodników z rezerwy. Jeden już opuścił Toruń i przeniósł się do krakowskiej Wandy, a mowa oczywiście o Grzegorzu Walasku, który w I lidze jest strzałem w „dziesiątkę”, a przecież w kuluarach mówiono, że być może to właśnie on wypełni lukę po Arturze Mroczce w Unii Tarnów.

Co teraz? Czy Unia musi spaść z ligi? Oczywiście, że nie. Skreślanie zespołu po czterech meczach jest nieporozumieniem, ale z drugiej strony, nie ma się czemu dziwić. Przesłanek na lepsze jutro raczej niewiele i póki co, nawet świetny wynik indywidualny Michelsena nie daje do końca nadziei. Trzeba też wygrywać przynajmniej mecze u siebie, by móc myśleć o korzystnym rezultacie końcowym. Rokroczne osłabianie drużyny daje o sobie znać, a przecież już brązowy medal w sezonie poprzednim był traktowany w kategorii sporej sensacji. Transfer Vaculika, odejście Mroczki, niekorzystna aura nad klubem, brak jakiejkolwiek pozytywnej relacji z ratuszem i samorządem miejskim. To wszystko sprawiło w ostatnich latach, że już teraz jest źle, a może być jeszcze gorzej, patrząc na sprawę w kontekście nie tylko tego roku, ale przyszłości.

„Nie martwcie się, nie ma pośpiechu, jesteśmy tutaj z całym czasem tego świata” – brzmią w wolnym tłumaczeniu słowa jednej z piosenek wspomnianego albumu Deep Purple. Sęk w tym, że w Tarnowie wszyscy już się martwią, pośpiech jest konieczny, a czasu coraz mniej, by z tej trudnej sytuacji w jakikolwiek sposób się próbować podnieść.

Amadeusz Bielatowicz

amadeusz.bielatowicz@sportowymagazyn.pl