Małopolski Raport Żużlowy: Problemy w Krakowie

Czarne chmury powoli nadciągają nad krakowski żużel i niestety robią się coraz gęstsze. Wynik sportowy idzie w parze z problemami samego klubu i całej dyscypliny w tym mieście. Znacznie lepsze nastroje panują w Tarnowie, gdzie chyba coraz mocniej wierzą, że wcale nie są najgorsi w PGE Ekstralidze. Zresztą, całkiem słusznie.

Wanda Kraków- Orzeł Łódź
Wanda Kraków- Orzeł Łódź

Zgodnie z planem

Tarnowska Unia miała ten mecz wygrać. Tak też się stało. Kibice drżeli o obecność Nickiego Pedersena, ale Duńczyk w Tarnowie się pojawił i wiadomo było, że gospodarze nie mogą przegrać, chcąc myśleć o szczęśliwym zakończeniu batalii o pozostanie w najlepszej żużlowej lidze. Lider zespołu przegrał dwukrotnie, inkasując w sumie 13 punktów. Na bardzo dobrym i równym poziomie zaprezentowali się trzej pozostali seniorzy, a więc Kenneth Bjerre, Jakub Jamróg i Artur Mroczka. Zawiódł po raz kolejny Peter Kildemand i działacze w Tarnowie już głowią się, jak renegocjować warunki umowy Duńczyka, który zwyczajnie nie spełnia oczekiwań.

Tarnowianie postawili też na młodzieżowca Dawida Knapika i raczej nie mogą żałować tej decyzji. Junior „Jaskółek” prezentuje się bardzo przyzwoicie, walczy na torze, rywalizuje na równym poziomie z innymi młodzieżowcami, a przede wszystkim – jego jazda wygląda coraz bardziej stabilnie. Widać, że to spora nadzieja na przyszłość.

Przed Unią dwa bardzo trudne mecze i właściwie porażka jest wkalkulowana. Tarnowianie najpierw pojadą do lidera z Leszna, by później, w rozpoczynającej się rundzie rewanżowej, podjąć „Byki” na własnym stadionie. Lider natomiast jedzie na razie jak walec i nie przegrywa z nikim, dlatego trudno oczekiwać jakichkolwiek dużych punktów po stronie zespołu z Tarnowa. Plotki mówią również, że być może któryś z meczów odpuści Nicki Pedersen, by nieco podleczyć schorowaną dłoń.

Deklasacja

Są takie mecze, które najlepiej byłoby przemilczeć i ten do takich należał. O ile w ogóle definicja meczu jest tu odpowiednia, bo druga drużyna właściwie nie podjęła rękawic. Speedway Arge Wanda Kraków pojechała do Lublina i pewne było, że tamten mecz przegra, biorąc pod uwagę obecne, diametralnie różne, dyspozycje obu klubów. Ale czy można było spodziewać się, że Wanda z toru podniesie jedynie sześć punktów, nie licząc piętnastu „z urzędu”, które i tak by zdobyła, przegrywając nawet każdy wyścig podwójnie.

Z rywalami tak naprawdę zdołał minimalnie nawiązać kontakt tylko Victor Palovaara, który swój pierwszy wyścig wygrał, a w kolejnym dojechał do mety na drugiej pozycji. Dwa razy drugi na linii mety meldował się też Ernest Koza i to niestety byłoby na tyle. Raz Oskara Bobera wyprzedził Łogaczow, ale trudno szukać w tym optymizmu. Jedenaście razy gospodarze z Lublina wygrywali w stosunku 5:1, co było deklasacją i prawdziwym laniem ekipy ze stolicy Małopolski. Kraków po prostu nie istniał i największą sztuką będzie się teraz podnieść z takiego upadku.

Czarne chmury

Jakby tego było mało, wynik sportowy Wandy to niestety tylko kropla w morzu zmartwień. W najbliższą niedzielę krakowianie mieli rywalizować przy ulicy Odmogile z ROW-em Rybnik, ale mecz ten nie dojdzie do skutku w pierwotnym terminie. 13 maja wygasła bowiem licencja warunkowa toru w Krakowie, a pneumatyczne bandy na prostych w dalszym ciągu nie zostały zamontowane. Miasto obcina pieniądze na żużel, działacze twierdzą, że są bezradni. Źle to wszystko wygląda i coraz bardziej przypomina sytuacje klubów, które w przeszłości musiały się wycofywać z rozgrywek w trakcie sezonu.

Amadeusz Bielatowicz

amadeusz.bielatowicz@sportowymagazyn.pl