Kto wygrał Euro?

Na kolejne długie miesiące porzucę zapewne tematykę Mistrzostw Europy… ale tym razem pozwolę sobie jeszcze na drobne podsumowanie. Dużo się mówi, czyta i słyszy o tych „większych”, którzy stanowili o sile polskiej reprezentacji, ale zespół to też grono innych zawodników.

 naokraglobaner

Tych, którzy mieli coś do udowodnienia było kilku. Do tej grupy nie zaliczają się oczywiście Lewandowski, Krychowiak czy Glik. Żeby powszechna opinia na ich temat mogła się zmienić choć trochę, musieliby zagrać fatalny turniej, razem z całą drużyną nie wychodząc z grupy. Tymczasem zagrali bardzo dobrze (według niektórych wyjątkiem jest ten pierwszy) i nikt zdania na ich temat nie zmieni. Wszyscy i tak byli uważani za zawodników klasy europejskiej (o ile to dobry sposób na stopniowanie), a patrząc na kwoty transferowe, nawet światowej. I trudno się dziwić.

Jest jednak również grupa kilku takich piłkarzy, którzy na francuskim turnieju zyskali coś jeszcze. Pierwszy z nich to Kuba Błaszczykowski. Skrzydłowy Borussii (wciąż) jest przykładem na pewien ewenement zdarzający się czasem w futbolu. Jest dowodem na to, że jedno niepowodzenie (moim zdaniem nie takie znowu wielkie) może spowodować nagły wzrost sympatii ze strony… właściwie ze wszystkich stron. Po niestrzelonym karnym nieprawdopodobna ilość ludzi – ekspertów, sportowców, a przede wszystkim kibiców – okazała swoje wsparcie. I słusznie. Naprawdę warto było przegrać mecz z Portugalią, żeby zobaczyć coś takiego. Tym bardziej, że cały zespół nie ma się czego wstydzić.

No właśnie, cały zespół. Oprócz gwiazd było jeszcze kilku, jak to się mówi, wyrobników. Czy ktoś z Was policzył, ilu zawodników Ekstraklasy zagrało na Euro? Oprócz Pazdana, dla którego niektórzy chcieliby już budować pomniki, byli to jeszcze: Jędrzejczyk, Mączyński i Kapustka, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko tych, którzy grali w większym wymiarze czasowym. I warto tutaj zwrócić uwagę przede wszystkim na obrońcę Legii i pomocnika Wisły. Obaj grali co najmniej solidnie właściwie w każdym spotkaniu. Kiedy ze składu wypadł Rybus, wszyscy łapali się za głowy, tymczasem Jędrzejczyk poradził sobie nadspodziewanie dobrze. Wiadomo, w ofensywie nie dawał tyle, co świeżo upieczony obrońca Lyonu, ale chyba nikt tego nie oczekiwał, bo „Jędza” jest zawodnikiem o zupełnie innej charakterystyce, w dodatku nie grającym regularnie na lewej stronie obrony. W zamian za to dawał dużo spokoju w odbiorze i świetną skuteczność w pojedynkach główkowych.

Jeśli zaś chodzi o Mączyńskiego, również nie wybijał się ponad drużynę, ale ta drużyna zagrała świetny turniej. Wychowanek krakowskiej Wisły po prostu robił swoje i właściwie do niczego nie możemy się przyczepić, nie ma zbyt wielu powodów do krytyki. Być może „Mąka” nie grał widowiskowo, nie zanotował żadnej asysty ani nie strzelił bramki, ale miał zupełnie inne zadania. Rywalizować w środku pola z Kroosem, Khedirą, Xhaką i im podobnymi nie jest łatwo, nawet jeżeli ma się za partnera Grzegorza Krychowiaka. Tym bardziej kiedy drużyna gra dwoma napastnikami.

Nie róbmy więc z tych kilku piłkarzy tła, ponieważ byli oni integralną częścią zespołu, który wywalczył miejsce w ćwierćfinale Mistrzostw Europy! Zapracowali na to dobrą postawą na boisku tak samo jak Krychowiak czy Błaszczykowski i w równym stopniu przyczynili się do kolejnych zwycięstw – bo piłka nożna to przecież sport zespołowy.

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl