Krakowski mistrz Anglii?

Tym razem tekst będzie związany z naszym miastem nieco luźniej, bo nie poprzez cały klub, a jednego tylko zawodnika. Mianowicie, pewien facet pochodzący z Krakowa, walczy o mistrzostwo Anglii i ma zupełnie realne szanse na zdobycie tego trofeum. Jest jedną z ciekawszych postaci polskiej piłki, więc przypomnijmy sobie coś o nim.

 naokraglobaner

Mało kto wie, że walczący o pierwsze miejsce w Premier League stoper Leicester, Marcin Wasilewski, jest rodowitym Krakowianinem, wychowankiem Hutnika Nowa Huta. Stamtąd dość wcześnie, bo jako dwudziestolatek, wyruszył w świat (tutaj świat rozumiemy następująco: Wrocław, Płock, Wronki, Poznań, Bruksela, Leicester) i ostatecznie kojarzony jest chyba najbardziej z Anderlechtem, z którym zresztą osiągał największe sukcesy w karierze. Stoper z Krakowa z „Fiołkami” zdobył w sumie osiem trofeów, w tym cztery razy ligę belgijską.

Kiedy myślę „Marcin Wasilewski”, od razy przypomina mi się kilka związanych z nim faktów. Pierwszy to na pewno kontuzja, której doznał w 2009 roku po brutalnym ataku Axela Witsela, pomocnika Standardu Liege, odwiecznego rywala Anderechtu. Otwarte złamanie, piszczel wyglądał, jakby ktoś dorobił w nim jeszcze jeden staw. Bolało od samego patrzenia. Jedna z najgorszych kontuzji, jakie mieliśmy okazję oglądać jednak go nie złamała. Co prawda polski obrońca stracił prawie cały sezon, ale po powrocie znów stał się ważną częścią drużyny, z którą jeszcze dwa razy sięgał po mistrzostwo i został jednym z najbardziej utytułowanych polskich piłkarzy za granicą.

Z Belgii wychowanek Hutnika przeniósł się do Anglii i tam również odnosił sukcesy, chociaż nieco mniejsze. W pierwszym sezonie, będąc podstawowym zawodnikiem Leicester City, wygrał Championship, czyli tamtejszą drugą klasę rozgrywkową. Rok później nie było już tak różowo, ale po wielkich trudach udało się utrzymać. Właśnie wtedy Marcin zapisał się w pewnej ciekawej statystyce. Mianowicie, jako pierwszy Polak od ponad dwóch dekad, zdobył gola w Premier League i jak na razie czekamy na kolejnego szczęśliwca. Poprzedni, któremu udała się ta sztuka, to Robert Warzycha – były zawodnik Evertonu.

Kolejna sprawa związana z Wasilewskim, o której nie zapomnę chyba do końca życia to… jego spodenki! Właśnie dzięki nim przekroczył granicę miliona wyświetleń na youtube. Brzmi dziwnie, ale pewnie niektórzy wiedzą o co chodzi. Na zarzut, że co mecz ma problemy ze spodenkami, ówczesny piłkarz poznańskiego Lecha odpowiedział kwiecistą wiązanką słów, której główną frazą (w mojej opinii) było „kompletnie konkretnie”. Sama sytuacja z „niedziałającymi” spodenkami jest przekomiczna, ale to podsumowanie było jeszcze lepsze (zainteresowanych odsyłam na portal wymieniony wyżej). Jednak od tego czasu minęło już dziesięć lat. Ach, ta młodość.

W ciągu dekady dzielącej pęknięte spodenki od dzisiaj, w życiu Marcina Wasilewskiego wydarzyło się wszystko o czym pisałem wyżej i jeszcze więcej. Polski czołg, jak czasem się o nim mówi, zafundował sobie jazdę całkiem niezłą kolejką górską, a teraz właśnie jest w jej najwyższym punkcie. Czy jednak ma z czego się cieszyć? Co prawda jest w drużynie, która ma największe szanse na zdobycie tytułu, ale sam Polak raczej nie zostanie uhonorowany. Anglicy mają dziwny przepis, który mówi, że medal może dostać wyłącznie zawodnik, który zagra co najmniej pięć (kiedyś 10) meczów ligowych w sezonie, podczas gdy Wasyl ma na razie tylko dwa i nie zanosi się, żeby ta liczba miała wzrosnąć. Angielska Federacja Piłkarska czasem przyznaje medal „dodatkowo”, ale obdarowani są zwykle zawodnicy, którzy przez większość sezonu leczą kontuzję albo też rezerwowi bramkarze (o czym swego czasu przekonał się Tomasz Kuszczak). Nie da się ukryć, że Wasilewski nie należy ani do jednych, ani do drugich. Jednak ciężko pracował najpierw na awans, a później na utrzymanie swojego zespołu, może więc „góra” weźmie to pod uwagę? Czy według Was Polak powinien dostać złoto, o ile oczywiście Leicester zdobędzie mistrzostwo?

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl