Koreańska rozgrzewka: Skoczkowie największą nadzieją

To były dla nas zdecydowanie najlepsze zimowe igrzyska olimpijskie. Co prawda, w Vancouver także zdobyliśmy sześć krążków, ale w roku 2014 z Soczi udało się przywieźć aż cztery z tego najcenniejszego kruszcu. Od wspaniałych wiktorii Kamila Stocha, Zbigniewa Bródki i Justyny Kowalczyk minęły już cztery lata. Rozpoczyna się ostatnie odliczanie przed kolejnym olimpijskim turniejem w Korei Południowej, a my poznaliśmy reprezentantów, którzy powalczą w Pjong-Czangu o najwyższe laury.

skoki1

Czy uda się powtórzyć wynik z Soczi? Będzie o to bardzo trudno. Justyna Kowalczyk jest daleka od swojej najlepszej dyspozycji i jeśli nic się nie zmieni – będzie jej niezwykle trudno nawiązać do walki o czołowe lokaty. Zbigniew Bródka również nie będzie faworytem w wyścigu o obronę złotego krążka na 1500 metrów. Jedynie Kamil Stoch jest nadzieją na to, że uda mu się obronić chociażby jedno złoto. A ściślej rzecz ujmując – brak jakiegokolwiek medalu skoczka z Zębu będzie sporym rozczarowaniem. Od skoczków też zaczniemy nasze krótkie przewidywania i spekulacje.

Tym razem, obok nadziei na sukcesy indywidualne Kamila, ostrzymy sobie zęby na medal w drużynie. Kiedy, jeśli nie teraz, w momencie, gdy od kilku sezonów tworzyła się znakomita drużyna polskich skoczków. Złota czwórka z Lahti, albo jak kto woli – znakomici chłopcy Stefana Horngachera. Sęk w tym, że to już nie są chłopcy, tylko dojrzali mężczyźni, którzy przez lata ciężką pracą dochodzili na szczyt. Umówmy się, na kolejnych igrzyskach nasza drużyna skoczków może wyglądać zupełnie inaczej, choć oczywiście – życzymy im wszystkim długich i owocnych karier.

Wydaje się jednak, że to ostatni dzwonek. Szanse są nawet na złoto. W życiowej formie znajdują się obecnie Dawid Kubacki oraz Stefan Hula. Jeśli trochę nad formą popracują Piotrek Żyła i Maciej Kot, to marzenia mogą się spełnić. Kamil jest pewniakiem i nad jego formą nie ma się co zbytnio rozwodzić. Najbliższy weekend w Zakopanem będzie tak naprawdę ostatnią próbą i przetarciem, w dodatku na skoczni, na której Polakom o dobre wyniki nie powinno być bardzo trudno. To doskonale może podnieś nasze morale.

Wspomniałem o złotej czwórce z Lahti, ale w tamtejszej drużynie był przecież Maciej Kot, a nie Stefan Hula. Po Mistrzostwach Świata w lotach wydaje się, że na ten moment zdecydowanie czwarte miejsce należy do Huli. Historia jego kariery i walki o marzenia są naprawdę piękne i nic dziwnego, że polscy kibice zaczęli to ostatnio dostrzegać i mocno doceniać. To temat na zupełnie inny tekst, który zapewne wkrótce powstanie. Pytanie zasadnicze, czy Stefan utrzyma dobrą dyspozycję przez najbliższe dni i dwa, trzy tygodnie? Tu oczywiście pole do popisu ma trener Horngacher i cały sztab, by by ta forma nie tylko się utrzymała, ale jeszcze trochę poszła do góry. Hula skacze bardzo dobrze, ale dlaczego nie miałoby być lepiej?

W Korei naszymi największymi rywalami wydają się Norwegowie i Niemcy, ale nie skreślajmy też Słowenii. Mało prawdopodobne, by w tak krótkim czasie formę odbudowali Austriacy, a sam Stefan Kraft – i ewentualnie Michale Hayboeck – nie będą w stanie nam zagrozić. Norwegowie kochają latać, ale na obiekcie „tylko” dużym wcale tak kolorowo być nie musi. Pewne jest to, że w konkursach skoków narciarskich emocji nie zabraknie. Nie bójmy się tego powiedzieć – jedziemy tam po medale i oby nasi skoczkowie nie mieli litości. Niech fala zachwytu nad naszymi skokami trwa nadal, niech „Stochomania”, a właściwie „skoczkomania”, nie ustaje.

Amadeusz Bielatowicz

amadeusz.bielatowicz@sportowymagazyn.pl