Kiedy ruszy karuzela?

Ekstraklasowa przerwa między sezonami w pełni. W tym roku wytrzymywanie piłkarskiej posuchy powinno znacznie nam ułatwić Euro, ale do jego rozpoczęcia pozostało jeszcze 10 dni. W tym czasie można przeczytać sporo plotek transferowych. Ale czy na pewno?

naokraglobaner

Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że jeszcze przed mistrzostwami będę mógł się naczytać o podpisanych i zrywanych kontraktach – jak to zwykle bywa w przerwie, że niby zakręci się transferowa karuzela. Ta jednak pod Wawel jeszcze nie zajechała, chociaż pewnie niedługo ruszy. Nie ma powodów do paniki, bo czasu jest bardzo dużo, ale muszę przyznać, że spodziewałem się dwóch transferów jeszcze przed Euro. Pierwszy z nich to definitywne wykupienie Rafała Wolskiego przez Wisłę. Ten chłopak dostał zaufanie trenera i rozruszał ofensywę „Białej Gwiazdy”, szybko stając się ważną częścią układanki Dariusza Wdowczyka. Teraz jednak wypożyczenie dobiega końca i nie wiadomo czy dojdzie do transferu definitywnego. Sam zainteresowany w kwietniu mówił, że zrobi wszystko, aby jeszcze raz sprawdzić się na zachodzie. Z drugiej jednak strony grał regularnie i na wysokim poziomie zaledwie pół roku, więc pozostanie w Polsce być może wyszłoby mu na dobre.

Drugi zawodnik spod Wawelu, który również ma o czym myśleć, gra po drugiej stronie Błoń. Chodzi oczywiście o Bartosza Kapustkę, który jest przedmiotem spekulacji w odwrotnym kierunku – za granicę. W przypadku pomocnika Cracovii pojawia się pewien odwieczny dylemat, o którym rozmawiamy zawsze przy okazji sprzedaży wschodzącej gwiazdy Ekstraklasy. Czy to nie za wcześnie? Większość kibiców i ekspertów twierdzi, że najpierw trzeba dużo osiągnąć na krajowych murawach, a dopiero później myśleć o lepszych ligach, ale czy to musi być reguła?

To, jak zawodnik poradzi sobie za granicą, zależy od wielu czynników, również pozasportowych. Zaczynając od zdolności do aklimatyzacji w nowym otoczeniu, przez znajomość języka, szybkość wywalczenia miejsca w składzie czy poziom gry drużyny w danym momencie, kończąc oczywiście na umiejętnościach czysto piłkarskich. Głosy sprzeciwu pojawiały się nawet w przypadku transferu Lewandowskiego, który teraz nazywany jest królem i o którym każdy chce napisać książkę. Drugi podstawowy napastnik naszej reprezentacji również był krytykowany za zbyt wczesny wyjazd. Milik był wtedy w podobnym wieku, co Kapustka teraz, a jednak poradził sobie świetnie, choć nie bez początkowych problemów. Dzisiaj ciężko wyobrazić sobie kadrę bez niego, a poziomem swojej gry znacznie przerasta choćby króla strzelców Ekstraklasy.

Oczywiście jest kontra dla tych dwóch przykładów. Skoro już mówiliśmy o Wolskim, to właśnie on jest dowodem na to, że z pewnych powodów wyjazd może się nie udać. Sam zainteresowany nie twierdzi jednak, że odszedł z Legii za wcześnie, ale że podjął złą decyzję już we Włoszech. Jeszcze szybciej niż pomocnik Wisły (albo Fiorentiny), wrócił do kraju Mariusz Stępiński, który jest potwierdzeniem tezy, że milowym krokiem w karierze może być powrót na stare śmieci. Napastnik Ruchu właśnie w ten sposób zapewnił sobie wyjazd na Euro do Francji, podczas gdy zostając w Niemczech, najpewniej nie miałby na to najmniejszych szans. Jeżeli zestawimy ze sobą wszystkie cztery historie, dojdziemy do wniosku, że wiek nie ma tutaj właściwie żadnego znaczenia. Młodym adeptom polskich szkółek piłkarskich ponad wszelką wątpliwość można doradzić w zasadzie tylko jedną rzecz: panowie, nie miejcie żadnych kompleksów i pracujcie na swój sukces.

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl