Kapustka krakowskim targiem?

Po historycznym zwycięstwie naszej reprezentacji na Euro we Francji, cała związana z piłką nożną część Europy mówi o Bartoszu Kapustce, czemu zresztą trudno się dziwić. Wybaczcie, ale ja również napiszę kilka słów z nim związanych, chociaż w trochę inny sposób.

 naokraglobaner

Popularny „Kapi” zagrał świetny mecz – to wiedzą już wszyscy. Na boisku zachowywał się zaskakująco dojrzale, jak na swój wiek, a był to przecież jego pierwszy mecz poza granicami naszego pięknego kraju. Gołym okiem widać, że pomocnik Cracovii wykreślił ze swojego słownika frazę „presja”. I bardzo dobrze, bo chyba każdy niespełniony sportowiec powie, że na pewnym poziomie wszystko „siedzi w głowie”, zatem im lepiej zawodnik radzi sobie z oczekiwaniami oraz stawką spotkania, tym korzystniej dla jego kariery.

Mówimy o dziewiętnastolatku, więc ciężko przewidywać, gdzie sam zainteresowany będzie za kilka lat, ba, ciężko nawet zgadnąć, gdzie będzie za kilka tygodni. Z jego dobrej formy jednak należy się cieszyć, co zresztą polscy kibice robią. Najwięcej powodów do radości mają zaś sympatycy (oraz tak zwani działacze) Cracovii. Z jakiego powodu – sprawa oczywista. Już przed Mistrzostwami Europy zapewne znalazłyby się kluby gotowe zapłacić za Kapustkę, załóżmy, kilka milionów złotych. Po wejściu smoka, które mogliśmy zobaczyć w niedzielę, cena znacząco wzrosła i mówimy tutaj nie tylko o gotówce, jaka w przypadku transferu zostanie przelana na konto „Pasów”, ale również o ewentualne zarobki, jakie zaoferuje piłkarzowi nowy pracodawca.

Ale czy na pewno kibice z biało-czerwonej części Krakowa mają się z czego cieszyć? Jak często w Ekstraklasie zdarza się, że pieniądze pozyskane z transferu jednego zawodnika są odpowiednio inwestowane w innego? Wyjąwszy Lecha Poznań, którego przedstawiciele twierdzą, że właśnie na tym polega ich polityka transferowa, takich przypadków mamy niewiele. Jeżeli polski klub gra wyraźnie powyżej przedsezonowych oczekiwań, najczęściej zaraz po zakończeniu rozgrywek pozbywa się dużej części swojego składu, potwierdzając później powiedzenie, że łatwiej dostać się na szczyt niż utrzymać się na nim.

Było tak choćby z zeszłoroczną Jagiellonią, która po zajęciu miejsca na podium pozbyła się kilku ważnych zawodników za łączną sumę ponad 10 milionów złotych (według portalu Transfermarkt), a w tym roku właściwie walczyła o utrzymanie. Trzeba też zauważyć, że w ostatnim sezonie aż trzy zespoły zagrały ponad miarę – obok Cracovii były to jeszcze Zagłębie Lubin, a przede wszystkim Piast Gliwice. Czy wszystkie trzy kluby czeka letnia wyprzedaż? Mało prawdopodobne.

Wracając więc do wątku Cracovii, miejmy nadzieję, że zespół ten nie sprzeda nikogo oprócz Kapustki i będzie budować drużynę zgodnie z myślą długofalową, odpowiednio inwestując zarobione pieniądze. A inwestować będzie co, bo tego lata może zostać pobity ekstraklasowy rekord transferowy, który ustanowił Adrian Mierzejewski, odchodząc przed kilku laty z Polonii Warszawa do tureckiego Trabzonsporu za nieco ponad 5 milionów euro, a przecież zimą sprzedany został jeszcze Deniss Rakels. Ile według Was Cracovia może zarobić na swojej młodej gwieździe?

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl