Jak podzielić pieniądze?

Dzisiejszy tekst Na okrągło będzie bardzo mocno związany z Twitterem, a raczej jednym wpisem na tym właśnie portalu. Kiedy pewne sprawy komentuje Mistrz Olimpijski i Mistrz Świata, można się nad tym na chwilę pochylić.
 

naokraglobaner

Coś takiego opublikował dzisiaj rano Szymon Ziółkowski, były polski młociarz, mistrz bodaj wszystkiego co się dało, podopieczny legendarnego już chyba (mam nadzieję, że nie tylko ja tak twierdzę) Czesława Cybulskiego. O pewnych sprawach nikt nie wie więcej niż aktualni bądź przeszli Mistrzowie, słuchanie, co mają do powiedzenia jest zawsze jakąś wartością, tym razem jednak wolałbym się pochylić nad zacytowanymi słowami Pana Ministra, Witolda Bańki.

Okej, Ziółkowski mocno zdziwił się, że hokej został nazwany sportem „medalodajnym” i trudno się dziwić. W tej dyscyplinie można chyba zgodzić się z popularnym powiedzeniem „Polska mistrzem Polski”. Nasza reprezentacja do światowej czołówki nie należy, ostatnio udowodniła to choćby Cracovia naszpikowana zawodnikami grającymi w kadrze – nie poszło im w europejskich rozgrywkach. Ale nie o to idzie, zresztą nie znam się specjalnie na hokeju.

Ziółkowski zacytował słowa Bańki, z którymi trudno mi się nie zgodzić, mimo tej hokejowej wpadki. Jeżeli finansujemy z budżetu państwa pewne dyscypliny sportowe, to powinniśmy jak najwięcej pieniędzy rozdzielać pomiędzy te, które dają nam jakieś szanse na zdobywanie medali, a w których są wyraźne problemy ze zdobyciem środków. Ile razy słyszało się, że zawodnik X w dyscyplinie Y jeździł na zawody za własne pieniądze albo nie dostawał żadnej pomocy przy zakupie sprzętu, a potem wygrał coś dużego? Anita Włodarczyk, kiedy biła rekord świata w rzucie młotem w 2009 roku, przyznawała w wywiadach, że trenuje pod mostem, bo ma zbyt duże problemy z dojazdem na stadion. Mistrzyni świata! Sportowiec tego kalibru mógłby dostać nawet służbowy samochód od związku, nie miałbym nic przeciwko. Leszek Blanik, również złoty medalista olimpijski, także opowiadał, że kiedyś musiał trenować w tak małej sali, że rozbieg do swoich skoków brał z korytarza.

Ostatnio walkę o finansowanie remontu lekkoatletycznego stadionu Skry zapowiadał Tomasz Majewski, który jest świeżo po zakończeniu kariery. Miejmy nadzieję, że coś uda mu się zdziałać, Warszawa i jej okolice dają przecież potężne możliwości finansowe, ale również ogromną liczbę młodych ludzi, którzy mogliby korzystać z takiej areny.

I w tym miejscu musze się doczepić do piłki kopanej. W Polsce jest kilka tysięcy klubów piłkarskich. Prawie każdy z nich dostaje dofinansowanie z budżetu miasta albo gminy. Suma takich kwot sięga zapewne co najmniej kilku milionów złotych. Wydaje mi się, że znacznie więcej, ale nie mam takich danych. W tej puli zawierają się również drużyny z ósmej czy dziewiątej klasy rozgrywkowej, które bez pomocy finansowej ze strony państwa właściwie nie mogłyby istnieć, a istnieć muszą, jeżeli chcemy dbać o rozwój fizyczny młodych ludzi (takie jest chyba założenie?). Jednak nie mogę pojąć, jak to jest, że przy wielomilionowych nakładach na piłkę nożną często brakuje pieniędzy na dresy dla reprezentantów kraju w bardziej niszowych dyscyplinach, której jednak dają nam więcej sukcesów. Reprezentant to reprezentant, dla mnie nie ma żadnej dyskusji, pieniądze umożliwiające rozwój powinien mieć i koniec. Bo nigdy nie wiadomo czy nie przywiezie medalu z Igrzysk albo mistrzostw świata, a z całą pewnością nie dowiemy się tego, jeżeli delikwent będzie musiał zrezygnować z kariery z powodu braku funduszy.

Ponadto jeżeli weźmiemy pod uwagę jaki potencjał marketingowy ma piłka nożna na czele z reprezentacją narodową oraz to, jakie przychody ta drużyna generuje, naprawdę ciężko mi uwierzyć, że potrzeba jeszcze jakichkolwiek dofinansowań. Ostatecznie w klubach amatorskich nie chodzi o dostawanie pensji albo premii za zwycięstwa czy gole, tylko o to, żeby były warunki do grania. Kluby zawodowe natomiast powinny utrzymywać się same. I nie chodzi mi tutaj o odcięcie pieniędzy na piłkę nożną, ale o odrobinę rozsądku, bo na przykład reprezentacja Polski w badmintonie z całą pewnością zasługuje na pomoc bardziej niż piłkarze z C-klasy, przy całym szacunku dla tych ostatnich.

Michał Koziana

michal.koziana@sportowymagazyn.pl