Gra o tron

Emocji i dramaturgii gry o tron PLFA I pomiędzy Kraków Kings a Warsaw Sharks nie powstydziliby się zapewne twórcy słynnego serialu HBO. Dość powiedzieć, że jeszcze na minutę przed końcem spotkania możliwy był dosłownie każdy scenariusz. Ostatecznie to goście przetrwali morderczą końcówkę i pokonali krakusów 26-14.

19357577_10209702398939143_2056560867_n

Spotkanie rozkręcało się jednak powoli. Kilka pierwszych drive’ów po obu stronach nie przyniosło żadnych rezultatów. Ani podania Luke’a Zetazate, ani biegi Mościckiego, Wesołowskiego i Masłonia niczym nie zaskakiwały świetnie dysponowanych tego dnia defensyw. Kiedy już jednak spotkanie się zaczęło, to zaczęło się na całego. Najpierw w roli głównej wystąpił rozgrywający Rekinów. Wystarczyło zaledwie kilka jego celnych podań i akcja przeniosła się pod pole Kings. Tam dzieła dokończył po ziemi Rafał Frąk. Podwyższenie zostało zablokowane i mieliśmy 0-6. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Formacja kick-off Sharks spróbowała on-side kicka, ale krakusi rozeznali się w sytuacji i przejęli piłkę na połowie boiska. Zaledwie trzy udane biegi i jedno pass interference wystarczyło Królom na przyłożenie. Jego autorem po outside runie został Filip Mościcki. 7-6. Na to znowu do akcji ruszył Zetazate. Kilkoma celnymi podaniami wyprowadził swoją ekipę na 28. jard.

Druga kwarta rozpoczęła się potężnym uderzeniem Jakuba Spałka na skrzydłowym Sharks. Siła tego uderzenia była tak wielka, że na całym obiekcie kibicom dzwoniło w uszach. To jednak nie zraziło warszawian. Ponownie pokazał się Rafał Frąk. Dwudziestodwujardowym biegiem ustawił piłkę centymetry przed polem Kings. Pierwsza próba – nic. Druga – znowu nic. Trzecia – celne podanie, ale Świechowicz i Janda wspólnie zaliczają tackle for loss na skrzydłowym rywali. W tej ekstremalnie trudnej sytuacji odpowiedzialność na swoje barki wziąć musiał Zetazate. Razem z liniowymi wbił się w obronę, zdobywał teren centymetr po centymetrze, jeszcze dwa, jeszcze tylko jeden, sędziowie zatrzymali akcję, wszyscy wstrzymali oddech w napięciu i… przyłożenie zostało zaliczone. Kolejne nieudane podwyższenie zagrały Rekiny i było 7-12.

Przesuńmy się kilka nieistotnych drive’ów dalej. Piłka była już na około 20. jardzie przed polem Kings, zaryzykował Zetazate, na piłkę jednak czaił się Satkowski i… zaliczył przechwyt! Krakusi zaczęli mniej więcej na połowie. Zabawę rozpoczął Mościcki kilkunastojardowym biegiem. Powoli włączali się do niej kolejni zawodnicy – Masłoń, Wesołowski i Baran. W międzyczasie straconą piłkę ofiarnie odzyskał Klonowski, przy okazji zyskując kolejne kilka jardów dla swojej drużyny. Wszystko ponownie zakończył nasz reprezentacyjny rozgrywający – wykorzystując wysiłek swoich liniowych wpadł z piłką w pole punktowe. 14-12!

19239715_10209702398699137_834073031_n

Początek drugiej połowy był niesamowicie nerwowy z obu stron. Ofensywom nie udawały się najprostsze zagrania, brylowali obrońcy. Przechwytem popisał się grający rewelacyjne zawody linebacker Kings Filip Świechowicz. Atak gospodarzy nie wykorzystał okazji, ale po raz kolejny bezbłędnie zagrała obrona, zmuszając Sharks do puntu. Piłkę odebrał Dominik Janda, przebiegł z nią kilkanaście jardów, wydawało się, że ustawi Filipa Mościckiego i spółkę w świetnej pozycji do zdobycia punktów, ale niestety wypuścił z rąk piłkę, a odzyskały ją Rekiny. Nie zdeprymowało to jednak ani kapitana gospodarzy, ani jego kolegów. Ponownie zmusili rywali do puntu, ale ponownie piłkę udało się odzyskać Sharks. I tym razem w bardzo trudnej dla obrony sytuacji, na 20. jardzie. Zmęczenia krakusów i świetnej pracy swoich formacji specjalnych nie mógł zmarnować Zetazate. Po serii podań pobiegł środkiem i dał gościom prowadzenie 20-14.

W dalszym ciągu atak gospodarzy nie chciał jakoś zatrybić. Sharks odzyskali piłkę, znów znaleźli się blisko pola rywali, Zetazate kątem oka dostrzegł swojego skrzydłowego, ale nie dostrzegł Satkowskiego, który wyfrunął w powietrze i zaliczył kolejny przechwyt, tym razem bezczelnie wybierając piłkę z rąk będącego już zapewne myślami przy cieszynce przeciwnika.

Do końca meczu było już tylko parę minut. Ostatnia okazja gospodarzy na zwycięstwo. Celne podanie zaliczył Mościcki, po kilka jardów wywalczyli Korpak czy Masłoń, obrońcy dali się złapać na hard count i ni z tego ni z owego znaleźliśmy się na 27. jardzie. Pierwsza próba – nic. Druga – 4 jardy po ziemi. Trzecia – nic. Czwarta – Mościcki rozglądnął się, wypatrzył młodziutkiego Wiązanię urywającego się skrzydłem, zagrał piłkę, rookie musnął ją jeszcze koniuszkami palców, ale nie zdołał złapać… Futbolówka dla gości, a do końca 2 minuty. Świetnie poradziła sobie jednak obrona i dała swoim kolegom z ataku ostatnie 80 sekund na zdobycie zwycięskiego przyłożenia. Kings zaczęli z 30. jarda. W takiej sytuacji w grę wchodzą tylko długie, ryzykowne podania. I jedno z takich podań wpadło w ręce Osmana Hózmana-Mirzy-Sulkiewicza, który zaliczył pick-six, i jak przystało na jedną z najbardziej związanych z klubem osób, przypieczętował mistrzostwo dla Warszawy.

19369775_10209702398739138_1289020483_n

Nie udało się naszym chłopcom zdobyć tytułu, ale i tak możemy być dumni z ich postawy w tym sezonie. Zresztą, spotkanie finałowe pokazało, że Kings i Sharks dzieli jedynie dyspozycja dnia i ich przyszłe spotkania w Toplidze powinny być równie emocjonujące jak to dzisiejsze. Gratulujemy naszym, gratulujemy gościom, cieszymy się z wielkiego widowiska i z niecierpliwością oczekujemy na przyszły sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej. Trzymamy kciuki, że bogatsi o tegoroczne doświadczenia krakusi i warszawianie namieszają porządnie w elicie i sprawią parę niespodzianek!

Finał PLFA I

Kraków Kings 14-26 Warsaw Sharks

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl