Gdzie jest sukces, a gdzie porażka?

Po raz kolejny będzie o piłce nożnej, więc dzisiejsze „Na okrągło” można uznać za jubileuszowe, bo jedenaste. Trochę o naszej nieocenionej reprezentacji i o tym, co się dookoła niej dzieje. Jaką powinniśmy przyjąć miarę sukcesu i jakie warunki trzeba spełnić, żeby kibic był zadowolony?

 naokraglobaner

Z każdym dniem coraz więcej będzie się mówiło o piłkarskich Mistrzostwach Europy. Na przykład pewna stacja telewizyjna (nie powiem która, żeby nie robić reklamy, jak ktoś chce, to znajdzie) oznajmiła przed kilkoma dniami, że według najnowszych badań tylko 9% Polaków nie wierzy w awans naszych piłkarzy z fazy grupowej na Euro 2016. Tym razem, wyjątkowo, również ja należę do większości – twierdzę, że spokojnie wyjdziemy z grupy. Za rywali mamy Niemców – raczej nie do pokonania, Ukraińców, u których bardzo źle się dzieje (bójka między reprezentantami) oraz Irlandczyków z północy, czyli piłkarskich wyrobników, którymi mamy obowiązek „pozamiatać murawę”. Niby prosta sprawa. Parę goli Lewandowskiego, kilka interwencji bramkarza, nieistotne którego, i kolejna faza turnieju stoi przed nami otworem. Przypomnijmy sobie jednak, jak to wyglądało w 2012 roku. Jako gospodarze, mieliśmy ugrać kilka punktów z Rosją, Grecją i Czechami. Wtedy żadna z tych drużyn nie przerastała piłkarsko naszej kadry, bodaj tylko Rosja mogła okazać się trudnym przeciwnikiem, a jednak przeżywaliśmy wtedy raczej smutne chwile.

Skąd więc taki optymizm w narodzie? Czyżbyśmy nagle masowo zmienili swoją mentalność na bardziej pozytywną? A może to zasługa pracy, jaką niewątpliwie wykonał z kadrą Adam Nawałka? Według mnie ani jedno, ani drugie. Polacy po prostu wiedzą, jak wygląda w tym roku system rozgrywek. Do tej pory na Mistrzostwa kwalifikowało się 16 zespołów, które były dzielone na cztery grupy. Z każdej awansowały dwie drużyny, później ćwierć-, pół- i finał. Jednakże na francuskich stadionach, pierwszy raz w historii, zagrają 24 zespoły, podzielone na sześć grup. Do kolejnej fazy dostaną się nie tylko liderzy oraz wiceliderzy, ale również cztery drużyny z trzecich miejsc. Patrząc zatem na to, jakich wylosowaliśmy rywali, trudno uwierzyć, że nie uda nam się awansować. To byłaby katastrofa totalna, nieporównanie większa niż przed czterema laty.

W tej sytuacji wypada zadać inne pytanie. Czy dostanie się do drugiej fazy będzie już sukcesem? Albo czy będzie chociaż „akceptowalne”? Przypomnijmy sobie zeszłoroczny Eurobasket. Tam Polacy wyszli z grupy, ale odpadli w pierwszym meczu po niej. Jak to się mówi: graliśmy dobrze, ale wyszło jak zwykle. Czy ktoś był zadowolony? Wątpię. A trafiliśmy wtedy na faworyta turnieju, późniejszego zdobywcę tytułu, jedną z najlepszych reprezentacji na świecie – Hiszpanię (nota bene jednego z głównych faworytów na francuskich boiskach).

Przy założeniu, że na piłkarskim turnieju zajmiemy drugie miejsce w grupie C, zagramy przeciw drugiej drużynie grupy A.  Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że trafimy na Szwajcarię. Wątpię, że ktoś będzie zadowolony, jeżeli odpadniemy w pojedynku z takim rywalem, przy całym szacunku dla nich. Równie dobrze możemy trafić na Francję, ale nawet jeżeli odpadniemy w pojedynku z gospodarzami, chyba nikt nie stwierdzi: „ten turniej to sukces”. Wtedy powiemy raczej, że zmieściliśmy się w granicy błędu, ale niedosyt pozostaje. Temat telewizyjnej ankiety nie powinien więc brzmieć „czy Polacy wyjdą z grupy na Euro 2016?”, ale „czy Polacy dotrą do ćwierćfinału?”. Bo awans z grupy to po prostu obowiązek i najłatwiejsze zadanie, jakie mamy od bardzo wielu lat w turniejach mistrzowskich.

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl