Futbol po krakowsku: Z niewolnika nie ma pracownika

Petar Brlek odszedł z Wisły Kraków do włoskiej Genui. Część kibiców nie może się pogodzić z odejściem utalentowanego Chorwata, jednak prawda jest taka, że zarząd krakowskiej drużyny musiał pozwolić mu odejść.

 wisla_krakow-cracovia010

To była tylko kwestia czasu, aż po byłego zawodnika Slavena Belupo Koprivnica zgłosi się klub z jeszcze silniejszej ligi. Zrozumiałym było odrzucenie oferty Young Boys Berno – nie dość, że finansowo niska, to jeszcze na dodatek z tylko trochę lepszej ligi od polskiej ekstraklasy.

Brlek ma 23 lata. To odpowiedni wiek dla piłkarza na rozpoczęcie podboju najsilniejszych lig w Europie zwłaszcza, że młodzieżowy reprezentant Chorwacji na pewno ma aspiracje by dostać jeszcze powołanie do dorosłej kadry, a tam rywalizacja na pozycji środkowego pomocnika jest ogromna.

Genoa kiepsko poradziła sobie w poprzednim sezonie Serie A, zajęła dopiero szesnastą pozycję, mając tylko cztery punkty przewagi nad strefą spadkową. To jednak dobry kierunek, gdzie mógłby powalczyć o skład, zagrać dwa lata na wyższym poziomie i rozglądać się za innymi ofertami pracy, nawet w Serie A. To byłby modelowy przykład rozwoju piłkarskiej kariery.

Czy tak się stanie? Nie wiem. Życzę Petarowi jak najlepiej. Uważam, że choć sportowo Wisła na tym traci bardzo dużo, to mimo wszystko postąpiła dobrze. Dużo mówiło się o tym, że Mączyński wprowadzał ferment w szatni. Nie wiem nic na ten temat, natomiast chodziły takie plotki. Wielu kibiców oburzały wywiady Mąki, jakie udzielał redaktorowi Staszewskiemu.

W sytuacji Brleka tak nie było. Pero pożegnał się z drużyną,  kibicami, pododawał zdjęcia na profile na social mediach, ale także Carlitos i inni. To dość proste zagranie, ale w oczach kibiców wygląda bardzo, bardzo ładnie. Czy przy odejściu Mąki ktoś takie czułe posty wklejał? Ja sobie raczej nie przypominam.

Co by było gdyby Wisła nie puściła Petara? Albo rozwinąłby się jeszcze bardziej, Wisła miałaby z niego pożytek i więcej pieniędzy, albo zacząłby strzelać fochy, psuć atmosferę, a nie daj Boże złapał kontuzję i z dwóch milionów euro Wisła nie zobaczyłaby ani centa. Tego już się nie dowiemy.

Zarząd zachował się dobrze. Wynegocjował wysoką jak na obecne możliwości kwotę (gdyby Wisła z Brlekiem grała w eliminacjach pucharów, udałoby się wyciągnąć jeszcze więcej), na dodatek wpisał w kontrakt procent od kolejnego transferu. Wierzę, że Brlek jeszcze się rozwinie i Biała Gwiazda będzie miała z niego finansowy pożytek.

Ufam zarządowi. W obecnej sytuacji klubu, każdy grosz jest na wagę złota, a co dopiero tak duże pieniądze. Wierzę także w model budowany przez Junco i Ramireza. Choć styl gry nie powala na kolana, to ważne są wyniki. Jeśli Wisła znów skończy sezon w okolicach piątej pozycji – ja będę zadowolony. Wiem, że część po doskonałym starcie myślała już o mistrzostwie, inna część po rozjechaniu Wisły przez Zagłębie Lubin, już chciała zwalniać trenera. Panie, Panowie – cierpliwości.

Model budowany przez Wisłę, jest dobrze skrojony pod finanse jakimi dysponujemy. Na Polaków klubu nie stać, dlatego trzeba sprowadzać młodych piłkarzy z zagranicy. Casus Brleka pokazuje, że Wisła to miejsce, gdzie można się wybić i młodzi piłkarze, miejmy nadzieję, nie tylko z Bałkanów, będą wraz ze swoimi agentami przychylniej patrzeć na drużynę z Reymonta.

Bogdan Setlak

bogdan.setlak@sportowymagazyn.pl