Faworyt wytrzymał. Zakręcony sezon w I lidze

Dwie ekipy spadną, dwie awansują? Stal jeszcze mniej twarda niż mogło się wydawać? Sezon w Nice Polskiej Lidze zakończony, ale ciągle wszystkiego nie wiemy, bo jesteśmy pomiędzy meczami barażowymi. Wiemy natomiast, kto był najlepszy, kto najgorszy, a większość rozstrzygnięć również za nami, więc je podsumujmy. Jaskółki wzbiły się wyżej, a Anioły mają szansę zatonąć w Bałtyku.

Żużel_Wanda_Kraków_Orzeł Łódź 052

Wytrzymali presję

Mistrzowie na końcu, zwycięzcy na podium wchodzą jako ostatni. Osobiście też właśnie preferuję taką kolejność. To, co najlepsze, uhonorować po wszystkim. Tym razem zrobimy odwrotnie. A to dlatego, że temat właściwie najświeższy. Tarnowska Unia, po roku przerwy, awansowała do Ekstraligi. Wygrała rundę zasadniczą w cuglach, choć już tam zdarzały się potknięcia. Przyszła runda play-off, która miała być potwierdzeniem wyższości, postawieniem kropki nad „i”, podsumowaniem bardzo dobrej jazdy przez cały sezon.

Już pierwszy mecz w Łodzi pokazał „Jaskółkom”, że wcale łatwo nie będzie. Remis z tamtejszym „Orłem” dawał duży komfort w kontekście rewanżu, ale zapewne tarnowianie jechali tam po zwycięstwo. Troszkę poniżej oczekiwań zaprezentował się Artur Mroczka, robiąc tylko cztery punkty z bonusem i chyba najbardziej jego lepszej postawy zabrakło. Oczywiście poza wynikiem młodzieżowców, ale tego nie było praktycznie wcale. W Tarnowie-Mościcach Unia wygrała ośmioma punktami i spełniła oczekiwania – awansowała do finału. Zespół pojechał równo, po raz kolejny zawiedli juniorzy.

Finał z Gdańskiem. Wybrzeże podejmuje w pierwszym meczu „Jaskółki”. Trudna aura, trochę deszczu. Sędzia musi skończyć zawody po 12. wyścigu, bo jego zdaniem, nie można jechać dalej w takich warunkach. Na tablicy świetlnej rezultat: 40:32 dla gospodarzy – wiemy, że Unia u siebie będzie musiała odrobić osiem punktów. Jedyne pytanie przed rewanżem: czy dadzą radę?

Do finałowego starcia w Tarnowie podchodzono dwukrotnie. W pierwotnym terminie znowu padało, choć mecz wystartował. Po początkowych biegach wynik był mocno niekorzystny dla gdańszczan, uznano, że spotkanie trzeba odwołać. Można by się zastanawiać, czy nie dało się pojechać dalej, ale może lepiej, że spotkanie przełożono na termin, kiedy pogoda była stabilna, a tor taki, jak należy.

W ostatecznej bitwie „Jaskółki” musiały się mocno napracować, by pokonać Wybrzeże. Można gdybać, jak potoczyłyby się losy finału, gdyby nie upadł w ostatnim wyścigu Kacper Gomólski. Ale wcześniej na torze leżał też Peter Ljung, co wydłużyło nadzieje gdańszczan. Jak to mówią – oliwa sprawiedliwa. I chyba faktycznie – w tym meczu wydarzenia układały się bardzo równo i sprawiedliwie, by ostatecznie mogli wygrać i awansować ci, którzy po prostu przez cały sezon bardziej na to zasłużyli – ekipa Unii Tarnów.

Wrócili tam, gdzie ich miejsce, do Ekstraligi. Nie jest to pusty frazes, bo rzeczywiście w ostatnich latach tarnowska Unia mocno wkomponowała się w elitę. Od 2004 roku, tylko z roczną przerwą w sezonie 2009, jechała w najlepszej polskiej lidze. Po złotym okresie 2004-2005 bywało różnie, ale wspomnijmy chociażby lata 2012-2015, kiedy to „Jaskółki” kończyły ze złotem i trzema brązowymi medalami z rzędu. Jaki będzie ten powrót? Kiedy awansowali w roku 2009, kolejne dwa lata były bardzo trudne. Teraz też nie spodziewamy się fajerwerków i wielkich transferowych ruchów. O roszadach, spekulacjach i konkretnych nazwiskach będziemy mówić wówczas, gdy „przecieki” będą nieco bardziej pewne. Ptaszki ćwierkają o powrocie Leona Madsena do Tarnowa, ale to też na razie tylko plotka. Cierpliwości.

Za młodzi na sen, za starzy na grzech

Powyższe słowa pochodzą oczywiście z tekstu piosenki Ryszarda Rynkowskiego. Zmieniając je nieco: zbyt dobrzy, by spaść, zbyt słabi, by walczyć o coś więcej. To w odniesieniu do postawy krakowskiej Wandy. Sezon w jej wykonaniu już podsumowaliśmy. Tak, dawno temu. Bo też rozgrywki dla krakowian skończyły się kilka tygodni wcześniej. Pamiętacie w ogóle, że jeździli w tym roku? Kwestia kończenia meczów ligowych w sierpniu to oddzielny aspekt, który według mnie jest kompletną głupotą, ale wspominałem o tym wielokrotnie. Dobra, wracam do myśli głównej. Wanda skończyła na szóstym miejscu z pięcioma punktami przewagi nad Stalą Rzeszów. Niżej była jeszcze Polonia Bydgoszcz, ale trudno się rozwodzić nad postawą ekipy znad Brdy, będącą tylko tłem i dostarczycielem punktów dla każdego.

Kiedy jakiś czas temu podsumowałem sezon Wandy, zastanawiałem się, jak przyjąć to szóste miejsce. W obliczu kontuzji na pewno z dużą pokorą, pełna zgoda. Ale teraz jeszcze lepiej widzimy, jak słabe były ekipy, które jako jedyne zakończyły rozgrywki za krakowianami. Rzeszowska Stal ma bardzo duże „szanse”, by również spaść z ligi. Jesteśmy aktualnie po pierwszym meczu barażowym, który rzeszowianie przegrali z Motorem Lublin bardzo wysoko, w dodatku na własnym stadionie. Rewanż wydaje się formalnością, a wtedy Stal dołączy do Polonii i obie ekipy w przyszłym roku zobaczymy na najniższym szczeblu żużlowych rozgrywek w Polsce.

Wanda nie była tak słaba, by z tej ligi spaść. Nawet w obliczu wszystkich kontuzji i spadków formy poszczególnych żużlowców. Nie twierdzę, że wystarczyło się położyć na torze i oddać mecze bez walki, a i tak utrzymanie by przyszło. W wielu spotkaniach o swoje punkty krakowianie musieli powalczyć i mocno się napocić,chwała im za to. Postawa tej łatanej drużyny była naprawdę budująca. Nie było jednak takiej siły, by móc pokusić się o pierwszą czwórkę ligi. Na papierze do Orła Łódź brakło tylko czterech punktów. Ale to były naprawdę duże cztery „oczka”. Wydaje się, że liga podzieliła się nie na dwie, a na trzy części. Cztery pierwsze, bardzo mocne ekipy, które awansowały finalnie do rundy play-off, bo tak naprawdę od początku wszyscy je tam widzieli. Następnie drużyny Polonii Piły i Wandy – tak, tutaj możliwa była wymiana miejsc i szkoda, że krakowianom nie udało się pilan wyprzedzić. I na końcu drużyny, które praktycznie wyłożyły się i broń oddały na samym początku – zwłaszcza mowa o Stali, która większość spotkań objechała młodzieżowym zestawieniem.

Co w Krakowie? A w Krakowie pada deszcz, nie tylko na Brackiej… przynajmniej patrząc za okno. O Wandzie nic nie słychać, no może poza tym, że przynajmniej o pozycje młodzieżowe w drużynie możemy być raczej spokojni. Pewnie znów będziemy czekać długie tygodnie, a może i miesiące, na pierwsze transferowe doniesienia. Oby tylko nie przespać najlepszych okazji. Tegoroczne okienko zapowiada się arcyciekawie, nie tylko w Ekstralidze, ale także właśnie w niższych dywizjach.

Silny kwartet i Anioły, które mogą zatonąć w Bałtyku

O ekipach, które awansowały do rundy play-off trochę już siłą rzeczy napisałem. Tarnów awansował i sobie o nim powiedzieliśmy. Ich półfinałowy rywal, Orzeł Łódź, na czele ze swoim prezesem Skrzydlewskim, chyba od początku wiedzieli, że dwumecz z Unią miał być tym ostatnim w sezonie. Przebudowa stadionu i plany na awans, ale dopiero w roku kolejnym. Wydaje się, że momentami mocno kontrowersyjny prezes wszystko trzyma w ryzach i doskonale kontroluje. Można czasem skrzywić się nieco, słysząc jego „zaczepne” wypowiedzi, ale gospodarzem i prezesem jest znakomitym. To naprawdę kwestia czasu, jak Łódź zagości w Ekstralidze. Kto wie, może już w roku 2019?

W dwóch ostatnich latach Nice Polską Ligę wygrywali Łotysze. Tym razem Lokomotiv końcówkę trochę odpuścił. Z jednej strony wiedzieli, że z taką Unią i tak pewnie nie mieliby szans w finale, z drugiej, nawet gdyby pokusili się kolejny rok o wygranie ligi, to nikt ich do elity w Polsce nie dopuści. Taki los kopciuszka z Łotwy, który dostaje pozwolenie na jazdę w naszych granicach, ale tylko w niższych ligach. Trochę odpuścili też dlatego, bo w samym Dyneburgu pozmieniały się władze i portfele Lokomotivu też były chyba nieco chudsze. Ale rzekomo nie ma zagrożenia, że żużel tam upadnie, więc pewnie zobaczymy ich w I lidze również za rok. I dobrze, oby tylko więcej chłopaków z tamtego kraju pchało się do czarnego sportu, bo niedługo Lokomotiv trzeba będzie obsadzać Polakami.

Drużyną, która najbardziej namieszać mogła – a właściwie ciągle może – jest Zdunek Wybrzeże Gdańsk. Pisałem już, że w finale dosłownie otarli się o bezpośredni awans, nieznacznie przegrywając finałowy dwumecz z Unią Tarnów. Ale to wcale nie był koniec, bo Wybrzeże jest w trakcie rozgrywania pojedynków barażowych z torunianami, którzy z kolei kompletnie zawiedli w Ekstralidze.

Po pierwszym meczu nadzieje nad Bałtykiem są duże. Wybrzeże przegrało zaledwie czterema punktami na Motoarenie i w Gdańsku już zacierają ręce na rewanż. Ależ tam będą emocje. Oczywiście już mówi się, że nawet jeśli gdańszczanie sprawią sensację, to nikt nie dopuści ich do ekstraligi. Ale wygrana w sportowej rywalizacji będzie dużym argumentem, by Wybrzeże jednak w elicie pojechało. Zaboli to wielu, zaboli zarząd w Toruniu. To byłby potężny cios wymierzony w tamten ośrodek. Wszyscy trzymają kciuki za Gdańsk, bo chcą widzieć porażkę potęgi, jaką był, albo raczej miał być Toruń. To trochę przykre, tak po ludzku patrząc. Ale z drugiej strony, torunianie byli w tym roku najsłabsi w Ekstralidze, a szansę jazdy w barażu dostali tylko dlatego, że ROW-owi Rybnik zabrano punkty w wyniku afery dopingowej z udziałem Grigorija Łaguty. Czy „Anioły” zatoną w Bałtyku? Odpowiedź już wkrótce. Ale się wtedy zacznie dziać. Zaczekajmy na sportowe rozstrzygnięcia – i oby tylko takie!

Perły 1 ligi

Kończąc, wiecie, kto był najlepszym, statystycznie, żużlowcem Nice Polskiej Ligi Żużlowej w sezonie 2017? Na pewno wiecie. Mateusz Szczepaniak, zawodnik Speedway Wandy Kraków. Wyprzedził nawet lidera Unii Tarnów, Kennetha Bjerre, który przecież przez lata z powodzeniem radził sobie w Ekstralidze i pewnie razem z „Jaskółkami” na solony teraz wróci. Czy zatem Szczepaniaka czeka podobna droga? Czy widzą go tam prezesi klubów ekstraligowych? Pewnie jakieś oferty się pojawią, a Mateuszowi trudno będzie powiedzieć „nie”.

Inną rewelacją tegorocznego sezonu był Anders Thomsen z Wybrzeża Gdańsk, główny architekt dobrych wyników tamtego klubu. Duńczyk znakomicie prezentował się zarówno w meczach domowych jak i wyjazdach. Już głośno mówi się o tym, że zapewne zostanie wciągnięty przez Ekstraligę. Pytanie tylko, do jakiego klubu zawędruje?

Jest jeszcze Jakub Miśkowiak, objawienie sezonu w łódzkim Orle. Pojechał zaledwie w trzech meczach, ale zrobił niezłą furorę. Jego wujkiem jest znany polski żużlowiec, Robert Miśkowiak. Zważając na to, że ten młokos ma niespełna 16 lat, wielki żużel stoi przed nim otworem. Oby tylko pokierowano nim w odpowiedni sposób. Do ekstraligi na razie pewnie nie trafi, bo i po co tak wcześnie, ale na pewno trzeba się mu przyglądać.

Poza tym, z juniorami w Nice Polskiej Lidze kolorowo nie było, a najlepszy z nich – Patryk Rolnicki – zakończył sezon ze średnią 1,689 punktu na wyścig, notując wiele wpadek, chociażby w meczach wyjazdowych czy tych w fazie play-off. Nie bez przyczyny pisałem o słabej postawie juniorów „Jaskółek”, bo z nimi mogą mieć największy problem ligę wyżej. Zresztą, z młodzieżowcami poza ekstraligą ogólnie jest problem i trzeba o tym otwarcie mówić.

W żużlu natomiast rozpoczynamy sezon ogórkowy i powoli wsiadamy na transferową karuzelę. Wcześniej z wielkimi emocjami poczekamy na ostateczne rozstrzygnięcia barażowe i pełne zestawienia drużyn w poszczególnych ligach. Mimo coraz zimniejszej aury, doniesienia ze świata żużla rozgrzeją zapewne niejednego kibica.

Amadeusz Bielatowicz

amadeusz.bielatowicz@sportowymagazyn.pl