Eurobasket rozlosowany, jedziemy po…?

Dzisiaj została rozlosowana faza grupowa czterdziestego Eurobasketu, który tym razem odbędzie się w halach czterech  następujących krajów: Turcji, Rumunii, Finlandii i Izraela. Los nas nie rozpieszcza, ale nie ma co załamywać rąk – chociaż mogło być lepiej, mogło też chyba być gorzej…

naokraglobaner

Nie przedłużając, przejdę do konkretów – w walce o awans do jednej ósmej finału przyjdzie nam mierzyć się z Grecją, Francją, Finlandią, Islandią i Słowenią. Trafiliśmy zatem do grupy z medalistą poprzedniego turnieju, który jest wyraźnie mocniejszy od nas oraz jednym z gospodarzy. Jedni i drudzy mogą przysporzyć na kłopotów, a to jeszcze nie wszystko. Ale po kolei.

Najtrudniejszym przeciwnikiem i faworytem do wygrania grupy ponad wszelką wątpliwość będzie Francja. Przed rokiem „trójkolorowi” zdobyli brązowy medal, podczas gdy w finale zagrały Hiszpania z Litwą. Lepszej reklamy nie trzeba, ale dodajmy jeszcze, że prawie cała ich reprezentacja występuje w NBA: Ajinca, Batum, Diaw, Parker, Gobert, do tego na przykład niedoszły rywal Marcina Gortata do miejsca w składzie Wizards, czyli Joakim Noah albo jego aktualny zastępca Ian Mahinmi… A to jeszcze nie wszyscy. Jeżeli zaś któryś z nich nie gra w najlepszej lidze świata, to na przykład jest tegorocznym zwycięzcą Euroligi w barwach CSKA Moskwa oraz MVP tego turnieju  – chodzi oczywiście o Nando De Colo. Dwa lata temu przegraliśmy z naszpikowaną gwiazdami Francją tylko 69:66, ale nie dość, że oni nie mieli swojego najlepszego dnia, to jeszcze my wprost przeciwnie, był to chyba najlepszy mecz Polaków w turnieju.

Francja jest więc daleko poza naszym zasięgiem, a niewiele bliżej znajduje się Grecja, która w 2015 roku wygrała swoją grupę nie ponosząc żadnej porażki. W ojczyźnie filozofów nie mają aż tylu zawodników z NBA (dwóch), ale sam Antetokounmpo wystarczy, żeby przyprawić o dreszcze i zacząć obawiać się o wynik. Dodajmy, że reszta drużyny do słabych przecież nie należy – większość z nich gra w czołowych klubach swojego kraju, jeden w Barcelonie i tak dalej.

Tutaj jednak trzeba zauważyć, że na Eurobaskecie do drugiej fazy turnieju wchodzą cztery drużyny z każdej grupy, a pozostali rywale są zdecydowanie w naszym zasięgu. Finowie będą o tyle groźniejsi niż poprzednio, że fazę grupową zagrają u siebie i zrobią wszystko, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Jednak ostatnio pokonaliśmy ich bez większych problemów różnicą trzynastu punktów i w przyszłym roku powinno być tak samo, jeżeli chcemy się liczyć w walce o dobrą pozycję. Ale właśnie, jaka jest dobra pozycja? Co prawda awansują cztery zespoły, ale ostatni z nich zagra w kolejnej rundzie przeciwko pierwszej ekipie grupy B, którą może być choćby Litwa. Jeśli trafimy na takiego rywala, nasz udział w turnieju pewnie zakończy się właśnie w tym miejscu. A po tym, co oglądaliśmy na francuskich parkietach w 2015 roku, nasze apetyty są nieco większe. Myślę, że właśnie ćwierćfinał powinien być uważany za cel do osiągnięcia – trzeba zaliczyć progres w porównaniu z poprzednim turniejem, z którego zostaliśmy odesłani przez późniejszego mistrza. Musimy więc obowiązkowo pokonać Słowenię, Islandię oraz Finów, żeby później nie modlić się o zwycięstwo z którymś z mocniejszych rywali.

Szeregi kadry opuścił już definitywnie jedyny polski przedstawiciel w NBA, ale nadal nie mamy czego się wstydzić. Jest kilku zawodników grających w dobrych europejskich klubach – coraz lepiej w Turcji radzi sobie Ponitka, są jeszcze na przykład Kulig, Waczyński, Gielo oraz – za oceanem – wracający do zdrowia i dobrej formy Karnowski. Do tego kilku zdolnych zawodników z Polskiej Ligi Koszykówki i skład wygląda całkiem nieźle. Ważne też, że do gry w reprezentacji wrócił Maciej Lampe, który zdążył pokazać, że wiele może zależeć od niego – w eliminacjach do turnieju był naszym najlepszym zawodnikiem, a kiedy go brakowało, gra wyglądała gorzej.

Jak mówił Mike Taylor, najważniejsze to nie patrzeć na rywali, a na siebie. Tylko trening pozwoli osiągnąć odpowiednią formę, a dzięki temu i dobre wyniki. Jeżeli gra naszych reprezentantów ma wyglądać tak, jak rok temu we Francji, nie mam nic przeciwko. Wtedy jednak graliśmy ładnie, a nie osiągnęliśmy niczego spektakularnego. Miejmy nadzieję, że tym razem pójdzie trochę lepiej i dalej, bo kolejna okazja ku temu powtórzy się dopiero za cztery lata – właśnie w takim cyklu czasowym będzie grany Eurobasket.

Michał Koziana

michal.koziana@sportowymagazyn.pl