Dwie strony medalu

borussia Kluby z najwyższej półki niejednokrotnie muszą walczyć na kilku frontach. Liga, Liga Mistrzów, Puchary, Superpuchary – trofeów do zdobycia jest bardzo wiele. Rzadko jednak obserwuje się tak duży kontrast jeśli chodzi o wyniki, co w przypadku Borussii Dortmund. Porównamy jej poczynania na boiskach krajowych i europejskich.

W połowie spadkowicz

Niemiecki kluby na ligowe boiska wrócą pod koniec stycznia. Do tego momentu BVB będzie zajmować 17 miejsce w tabeli z dorobkiem 15 punktów. Trzeba przypomnieć fakt, że liga naszych zachodnich sąsiadów liczy 18 zespołów a obecna pozycja powoduje bezpośredni spadek do drugiej ligi. Strata do 10 miejsca to zaledwie 4 punkty, dlatego nikt nie wyobraża sobie takiego scenariusza. Na przestrzeni kilku ostatnich lat to właśnie podopieczni Jϋrgena Kloppa byli największym zagrożeniem dla Bayernu Monachium, tymczasem Bawarczycy są już na autostradzie do mistrzostwa i nie zamierzają zwalniać.

Zespół Łukasza Piszczka i Kuby Błaszczykowskiego jest drugi jeśli chodzi o posiadanie piłki i przewodzi w klasyfikacji spalonych. Wniosek jest prosty, piłkarze szukają gry, sprawiają, że to rywale muszą biegać za piłką, ale są niesamowicie nieskuteczni. Podczas transmisji telewizyjnych raz za razem można oglądać sytuacje, w których zawodnicy ubrani w żółte koszulki łapią się za głowę po tym, jak niekiedy w kuriozalnych okolicznościach nie umieścili piłki w siatce.

Drugi biegun

Zupełnie odwrotna sytuacja ma miejsce Lidze Mistrzów. W zaledwie 6 spotkaniach Dortmundczycy zdobyli 14 bramek, dla porównania w Bundeslidze taką skuteczność mieli dopiero po 14 meczach. Rywale w tych prestiżowych rozgrywkach są o kilka klas lepsi niż na krajowych boiskach, mimo to Marco Reus i spółka zmobilizowali się na tyle, że bardzo szybko zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie i ze spokojem oczekują na lutową potyczkę z Juventusem Turyn w 1/8 finału, będzie to rewanż za finał sprzed 17 lat. Arsenal, Anderlecht i Galatasaray są konkretnymi markami, z którymi każdy powinien się liczyć, dlatego wygranie grupy w tak łatwy sposób świadczy o klasie drużyny.

Dwa sezony temu nieznacznie ulegli Monachijczykom w finale, ubiegły zakończyli w ćwierćfinale z przeżywającym kapitalny okres Realem Madryt. Również w tym można się spodziewać dobrych wyników, ale wszystko wskazuje na to, że przez katastrofalne występy w rodzimej lidze, sezon Ligi Mistrzów 2015/2016 będzie rozgrywany bez Borussii.

BVB w gablocie z trofeami ma tylko jeden puchar LM – z 1997 roku. Potencjał ówczesnej drużyny nie odbiega od potencjału obecnej. W składzie występuje kilku mistrzów świata, wielu reprezentantów kraju, którzy są warci więcej niż całoroczne budżety niektórych klubów w naszym kraju. Mówi się, że pieniądze na boisku nie grają ale te zdobywane za zwycięstwa w Champions League znacznie rekompensują gorycze porażek z Bundesligi.

Co dalej?

W sezonie 2004/2005 Liverpool po fantastycznym występie Jerzego Dudka zdobył tytuł w Stambule, natomiast występy w Premier League nie pozwalały mu na udział w LM. Wtedy do przepisów dodano zapis, że zwycięzca automatycznie kolejny sezon rozpoczyna w fazie grupowej. Na ten moment jest to jedyna szansa Borussii na ponowny udział w tych rozgrywkach w przyszłej edycji.

Trzeba zwrócić uwagę na kibiców BVB. Signal Iduna Park jest jedyną areną w Bundeslidze, na którą zawsze jest sprzedawane 100% biletów. Oznacza to, że na każdym spotkaniu u siebie zawodnicy dopingowani są przez 80 tysięcy gardeł, nieważne jest, czy było to podczas większości ligowych porażek, czy pewnych zwycięstw w LM. Hasło „dumni po zwycięstwie, wierni po porażce” idealnie odzwierciedla sytuację na trybunach stadionu w Dortmundzie.

Trener Klopp jest charyzmatycznym i inteligentnym trenerem. Ma przed sobą rundę wiosenną, można się tylko domyślać, co teraz dzieje się w jego głowie i ile ma twardych orzechów do zgryzienia. Media, kibice, zarząd – wszyscy wywierają presję więc na pewno ciężko jest mu pracować, kiedy oczy całego, piłkarskiego świata są zwrócone na jego poczynania. To dopiero i aż połowa sezonu, nawet Podbeskidzie Bielsko – Biała w sezonie 2012/2013 po rundzie jesiennej było murowanym kandydatem do spadku ale kapitalna wiosna pozwoliła na zostanie w rozgrywkach najwyższego szczebla. Poziomów obu zespołów nie ma co porównywać, ale skoro takie rzeczy dzieją się na naszych boiskach, dlaczego nie mogą za zachodnią granicą?

Piotrek Korzeń

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl