Doliczony czas gry: Na kłopoty… Victor Perez

Kiko Ramirez wykorzystał już limit szczęścia na ten sezon. Ostatnie wyniki pokazują, że drużyna potrzebuje stabilizacji. Z ratunkiem ruszył więc pion sportowy, który, pomimo zamkniętego okienka transferowego, wzmocnił zespół. Parafrazując tytuł słynnego serialu sprzed lat – Na kłopoty… Victor Perez.

Kiedy po derbowym meczu chwaliłem Manuela Junco, sądziłem, że więcej znaczących transferów w Wiśle w letnim okienku już nie będzie. Myślałem, że nawet w przypadku odejścia Petara Brleka, nie uda się sprowadzić żadnego znaczącego gracza do środka pola.

Pion sportowy wiślaków znów jednak stanął na wysokości zadania. Oto do Ekstraklasy przychodzi piłkarz, który rozegrał prawie 50 meczów w najlepszej lidze świata. Grał przeciwko Leo Messiemu, Cristiano Ronaldo czy Karimowi Benzemie, a na Camp Nou strzelił nawet gola.

Victor Perez, o którym mowa, może być lekarstwem na problemy Wisły. „Biała Gwiazda” zdobyła zaledwie punkt w trzech ostatnich spotkaniach, tracąc aż siedem goli. W każdym z ostatnich meczów, w środku boiska, Kiko Ramirez postawił na różne duety pomocników.

Z Zagłębiem w Lubinie zagrali Vullnet Basha i Pol Llonch. Tydzień później z Lechią wystąpili Llonch i Fran Velez. W piątek z Arką z Llonchem zagrał… Zoran Arsenić. Oczywiście, że na taki obrót sprawy wpływ miały różne czynniki.

Stabilizacja w środkowej strefie boiska ma jednak olbrzymie znaczenie. Nie ma przypadku w tym, że środek pola nazywany jest sercem drużyny. Jak ciężko osiągnąć cokolwiek we współczesnej piłce nożnej bez dobrze funkcjonujących defensywnych pomocników, idealnie pokazał mecz reprezentacji Polski z Danią.

„Biało-czerwoni” przegrali mecz w Kopenhadze, bo duet defensywnych pomocników abdykował równo z pierwszym gwizdkiem. W Wiśle, po odejściu Petara Brleka, powstał podobny problem.

Victor Perez, który w sobotę podpisał kontrakt, ma dać stabilizację. Bez wątpienia ma podanie do przodu – czego brakuje Velezowi, ale nie boi się kontaktowej gry – w przeciwieństwie do Lloncha. Powinien być idealnym partnerem do środka boiska. To właśnie o nim można powiedzieć – następca Krzysztofa Mączyńskiego.

Hiszpan nie jest jedynym wzmocnieniem Wisły z ostatniego tygodnia. Pion sportowy po serii słabszych meczów zaczął reagować i postanowił wzmocnić także pierwszą linię. O ile ściągnięcie Marko Kolara, wychowanka Dynama Zagrzeb, wygląda znakomicie, o tyle transfer Denysa Bałaniuka budzi we mnie niemałe wątpliwości.

Ukrainiec ma dopiero 20 lat, a ligi za naszą wschodnią granicą przecież nie zawojował. Nie mam przekonania, że Bałaniuk będzie z miejsca lepszym wyborem niż wychowankowie Wisły, którzy czekają na swoją szansę.

O adaptację będzie mu z pewnością łatwiej niż Kolumbijczykom, których Wisła ściągnęła zimą, ale obawiam się, że końcowy efekt może być podobny.

Obserwuj autora na Twitterze!

Kamil Kania, Interia

Bogdan Setlak

bogdan.setlak@sportowymagazyn.pl