Czy Biała Gwiazda potrzebuje hiszpańskiego bulteriera?

Wisła Kraków przedłużyła na kolejny sezon kontrakt z Polem Llonchem. Trudno się dziwić, to piłkarz idealnie pasujący do koncepcji trenera Kiko Razmireza. Tylko czy na dłuższą metę, przy chęci osiągnięcia w przyszłym sezonie europejskich pucharów, będzie on przydatny?

Wisła Krkaków - Pogoń Szczeciń-64

Już na samym początku chcę zaznaczyć, że felieton jest zbiorem osobistych przemyśleń autora, który mimo że jest redaktorem prowadzącym dział piłki nożnej w Sportowym Magazynie Krakowskim, nie zmusza pozostałych członków redakcji do płynięcia z jego prądem myślowym. Świadczy o tym między innymi to, że Pol Llonch wielokrotnie był już wybierany do Krakowskiej Jedenastki Tygodnia!

Hiszpański defensywny pomocnik może imponować wybieganiem, a także ilością przechwytów, których dokonuje głównie w środkowej części boiska, odciążając tym samym stoperów. W meczu z Pogonią Szczecin zaliczył niebywałą liczbę przechwytów – aż 23 i nie należy tego spotkania dyskredytować tylko dlatego, że Pogoń wystawiła rezerwowy skład. Stare piłkarskie porzekadło mówi: „Gra się tak, jak przeciwnik pozwala” i za takie liczby należy Hiszpana chwalić.

Kiko Ramirez odpowiadając na pytania w „Pomidorze” w Lidze+ Extra sam przyznał, że Pol nie jest jego zdaniem najlepszym defensywnym pomocnikiem w ekstraklasie. Także przychylam się do tej opinii – uważam, że lepszą „szóstką” jest na przykład Jacek Góralski z Jagiellonii. Właśnie w bezpośrednim starciu obu drużyn w grupie mistrzowskiej popularny „Góral” przyćmił Katalończyka.  Przyznam szczerze, że zawsze lubiłem na boisku walczaków, którzy nie będą rozpaczać nad tym, że obejrzą nawet czwartą, ósmą, czy dwunastą żółtą albo nawet bezpośrednią czerwoną kartkę. Lubię piłkarzy, którzy nie pozwalają przeciwnikom rozwinąć skrzydeł, prowokują i nie pozwalają ani przez moment o sobie zapomnieć.

Taki właśnie jest Pol. Nieustępliwy, waleczny, niestety… na ten moment nie pokazał, że jest wszechstronny. W dzisiejszym futbolu, to właśnie wszechstronność jest bardzo pożądaną cechą. Napastnicy zaczynają bronić, obrońcy zaczynają atakować. Szkoda, bowiem gdyby Llonch urodził się 10, może 15, lat wcześniej, mógłby grać na znacznie wyższym poziomie niż ekstraklasa.

Piłka idzie do przodu, pozycja bocznych obrońców czy defensywnego pomocnika w klasycznym tego słowa rozumieniu zanika. Pol zapowiadany w Krakowie był jako właśnie gracz mogący grać na wielu pozycjach, póki co sprawdza się tylko na jednej jedynej. Strzały pozostawiają wiele do życzenia, gdy schodził na skrzydła, też wiele zamętu nie wprowadzał, udało mu się tylko parę dryblingów, najczęściej opierających się na wypuszczeniu piłki i popędzeniu za nią. W kilku spotkaniach (Zagłębie, Korona) pojawiało się światełko w tunelu: ten gość potrafi jednak zagrać fajną, otwierającą piłkę, po której jego partnerzy mogą wyprowadzić szybki atak. Niestety, zawsze w kolejnych spotkaniach nie powtarzał tak udanych passów.

Wiem Drogi Czytelniku co właśnie teraz myślisz: zaraz, zaraz, przecież jego zadania w drużynie Ramireza są takie, że ma przecinać i podać do obrońcy, by ten posłał dokładną i długą piłkę. To wszystko jest prawdą, jednak teraz należy się zastanowić – czy z taką grą mamy szansę przeskoczyć pewien poziom, który zagwarantuje nam europejskie puchary? Uważam, że jest to możliwe, natomiast trudniejsze do wykonania. Nasza ekstraklasa jest nieprzewidywalna, jednak wciąż by myśleć o jak najlepszych wynikach, trzeba stawiać czoła dominatorom: Lechowi, Legii, Lechii, ale bez zbędnych ceregieli – inkasować komplety punktów z drużynami znacznie słabszymi: Cracovią, Śląskiem czy Piastem Gliwice.

Żeby to osiągnąć, potrzebny jest zawodnik w środku pola, który wie jak pchnąć grę do przodu. Niekoniecznie doskonały kreator, jak Stilić (będący w formie, w której obecnie nie jest), ale taki, który pomoże w defensywie – czyli ktoś w rodzaju Brleka, przed którym znajdzie się miejsce dla jeszcze ofensywniej przysposobionego gracza. Wtedy miejsce traciłby doskonały „przecinak” Llonch, jednak nie uważam, że przedłużenie kontraktu z Hiszpanem jest błędem – akurat z jego usług można korzystać właśnie w tych trudniejszych meczach, gdy to nie Wisła będzie dominować.

Nie chcę być źle zrozumiany przywołując tu pewną postać, która już kiedyś grała w naszym klubie. Wcale nie płakałem, gdy odchodziła, bowiem nigdy nie prezentowała pełni swoich możliwości z „Białą Gwiazdą” na piersi. Mam na myśli gracza o charakterystyce Denisa Popovicia. Takiego, który pomoże w defensywie, zostanie między obrońcami, ale też wyprowadzi atak, uruchomi prostopadłym podaniem napastnika czy wykona rzut wolny. Słoweniec w Wiśle nie zachwycał, drużyna nie straciła wiele na jego odejściu, natomiast właśnie ktoś taki jest potrzebny, by wreszcie zacząć dominować drużyny z dołu tabeli.

Reasumując – Wisła zrobiła dobrze, zatrzymując pod Wawelem Lloncha, jednak zrobi jeszcze lepiej, gdy uda się pozyskać kogoś, kto zajmie jego miejsce w składzie, tak by Hiszpan mógł być jedynie graczem zadaniowym i wspierającym w destrukcji. Życzę Katalończykowi jak najlepiej, bo jest zawodnikiem drużyny dla której zawsze moje serce biło mocniej. Niech się rozwija, strzela gole, asystuje i zmieni swój profil zawodniczy, abym w kolejnym sezonie mógł powiedzieć, tak – myliłem się. To właśnie on zasługuje na grę w pierwszej drużynie, niezależnie czy gramy z mistrzem Polski, czy beniaminkiem. Tak! Bardzo chcę móc uderzyć się w pierś i mam nadzieję, że Llonch pozwoli mi w przyszłym sezonie to zrobić!

Bogdan Setlak

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl