„Błędy młodości ciągną się przez całe życie”

 

„Błędy młodości ciągną się przez całe życie”

Rok 1999. Młody zawodnik Zawiszy Bydgoszcz odbiera srebrny medal Mistrzostw Europy do lat 16. W 2001 roku ten sam piłkarz strzela bramkę w finale turnieju, czym pozbawia złudzeń swoich rywali. Reprezentacja Polski U18 sięga po złoto, a nazwisko Łobodziński pojawia się coraz częściej w notesach skautów z dużych klubów. Brzmi jak historia jednej z gwiazd światowego formatu? Popularny „Łobo” po latach dokonuje chłodnej analizy przebiegu swojej kariery, podczas której aż cztery razy triumfował w rodzimej lidze i rozegrał niespełna 200 spotkań.

2014_lobodzinski_wojciech (2)

Przemysław Marczewski: Jesteś kluczową postacią w zespole legnickiej Miedzi. Jak się czujesz grając na zapleczu Ekstraklasy?

Wojciech Łobodziński: Jestem tutaj sporo czasu i czuję się bardzo dobrze. To już mój trzeci sezon w tym miejscu. Muszę przyznać, że byliśmy w trudnym momencie na początku sezonu, ale powoli wychodzimy z tego. Jestem zadowolony, że mam wpływ na zespół i gramy coraz lepiej.

Przez pewien czas występowałeś na pozycji napastnika. Dotychczas nie byłeś wystawiany jako snajper. Jak odnajdywałeś się w nowej roli?

Mówi się, że dobry piłkarz poradzi sobie na każdej pozycji. Mimo że nie czułem się zbyt komfortowo, to nie marudziłem i robiłem swoje. Najbardziej lubię jednak występować jako boczny pomocnik.

Czy monitorujesz sytuację Wisły Kraków?

Oczywiście. Szczególnie teraz, gdy do klubu wróciła „stara ekipa”. „Głowa”, Paweł Brożek i Darek Dudka – znowu „Biała Gwiazda” ma fajny zespół.

Czy uważasz zwolnienie Franciszka Smudy za słuszne?

Ciężko mi powiedzieć, gdy nie jest się wewnątrz klubu i drużyny. Na pewno pod jego wodzą Wisła wypracowała niezły styl. Czasami zmiana trenera to jakiś bodziec, by złapać nową jakość i wnieść nieco świeżości.

Czyli sądzisz, że Kazimierz Moskal jest właściwą osobą na ławce trenerskiej Wisły Kraków?

Z trenerem Moskalem mieliśmy bardzo dobre układy. Pamiętam, że był asystentem za moich czasów w Wiśle. Świetnie mi się z nim pracowało, jednakże cenię zarówno „Franza”, jak i „Kazika”.

Jak oceniasz szanse zespołu z Reymonta 22 na zajęcie pierwszego miejsca w T-Mobile Ekstraklasie?

Myślę, że Wisła ma ogromne szanse na tytuł w tym roku. Ze wszystkich zespołów to właśnie gra „Białej Gwiazdy” podoba mi się najbardziej. Uwielbiam oglądać ich mecze. Pojedynki innych drużyn nie pasjonują mnie aż tak.

Reprezentacja Polski walczy o awans do Mistrzostw Europy w 2016 roku. Myślisz, że biało-czerwonym uda się powtórzyć Wasz sukces sprzed siedmiu lat?

Wszystko na to wskazuje. Z drugiej strony nie można jednak być niczego w stu procentach pewnym. Grupa D jest naprawdę wyrównana. Ostatni mecz z Irlandią pokazał, że każdy zespół, oprócz Gibraltaru, może sporo namieszać. Wierzę jednak, że Polacy zdołają wywalczyć awans do Mistrzostw Europy w 2016 roku. Swego czasu współpracowałem z trenerem Nawałką i myślę, że jest to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.

Możesz się pochwalić tym, że zagrałeś na słynnym Camp Nou, gdyż w 2008 roku walczyliście z „Blaugraną” o Ligę Mistrzów. Gra przy tak wspaniałej publiczności musiała być naprawdę wyjątkowa.

Chociaż było to dawno temu, to muszę przyznać, że takie rzeczy zapamiętuje się do końca życia. Dzięki temu piłkarz ma motywację do dalszej pracy. Miło jest czasami powspominać takie spotkania jak z „Dumą Katalonii” czy Tottenhamem.

Z Wisłą Kraków sięgałeś po mistrzowski tytuł aż trzy razy. Po przygodzie z „Białą Gwiazdą” masz pewnie masę miłych wspomnień.

Myślę, że nie wykorzystałem wtedy swojego momentu. Z perspektywy czasu sądzę, że mogłem wymagać od siebie o wiele więcej. Straciłem miejsce w składzie, później było mi bardzo ciężko wrócić do dawnej dyspozycji. Mimo tego było kilka fajnych momentów, takich jak feta na krakowskim rynku czy dwie bramki strzelone w meczu z Lechią Gdańsk. Miło będę wspominał ludzi, których poznałem w Wiśle. Nie mogę mieć do nikogo pretensji, bo było fantastycznie.

3765944801_90c239b343_o

Czy utrzymujesz kontakt z Twoimi byłymi kolegami?

Najbliższy kontakt mam z Tomkiem Jirsakiem, chociaż obaj nie gramy już w Wiśle. Od początku trzymaliśmy się razem i tak jest nadal. Broni teraz barw Botewu Płowdiw.

Gdy przechodziłeś do Miedzi, to trenerem był Bogusław Baniak. Czy wiesz może, jaką ostatnio otrzymał propozycję?

Nie mam pojęcia.

Chodzą słuchy, że ma on objąć młodzieżowe reprezentacje Burkina Faso.

Trener Baniak jest tak oryginalną i ekscentryczną postacią, że wydaje się to całkiem prawdopodobne.

W swojej bogatej karierze zaliczyłeś także epizod z ŁKS-em Łódź. Ta drużyna występuje obecnie w III lidze. Czy myślisz, że zdoła wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej?

Chciałbym, żeby tak było. To miasto potrzebuje Ekstraklasy. ŁKS i Widzew to są znane marki. Głównym problemem tego miasta jest brak stadionów. Gdyby te obiekty były, to może wzrosłoby zainteresowanie piłką nożną. Gdy ja byłem w Łodzi, to było naprawdę ciężko. Graliśmy praktycznie za darmo i wiedziałem, że prędzej czy później to musi się tak skończyć. Chciałbym, żeby w końcu znalazł się ktoś rozsądny i wspomógł ŁKS.

W 2001 roku reprezentacja Polski U18 została mistrzem Europy. Zdobyłeś nawet bramkę w ostatnich minutach finałowego starcia z Czechami. Czy po tym turnieju odzywały się do Ciebie zagraniczne kluby?

To był gorący okres. Człowiek był młody i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Być może zbyt szybko podejmowałem decyzje. Chciałem prędko zagrać w Ekstraklasie i w pewnym momencie po prostu zagubiłem się w tym wszystkim. Możliwe, że odzywali się skauci z innych krajów, ale nie byłem w tamtym momencie zainteresowany. Z perspektywy czasu może i trochę żałuję tych decyzji, ale chyba dobrze się stało, że jest tak jak jest. Wtedy o wielkiej karierze nikt nie myślał. Po prostu sprawiało nam to radość i czerpaliśmy czystą przyjemność z gry w piłkę. To był fantastyczny sukces dla polskiej piłki, która była pogrążona w ogromnym kryzysie. Zdobyliśmy dwa medale z rzędu, co było wtedy rewelacyjnym osiągnięciem.

Ojcem obu sukcesów został Michał Globisz. Czy zgodzisz się z tym, że to on ukształtował rzeszę polskich piłkarzy?

Trener Globisz miał takie oko do piłkarzy, jakiego nie ma, nie miał i pewnie długo mieć nie będzie nikt w Polsce. Potrafił dostrzec u zawodnika takie cechy, które przez wielu były niezauważalne. Uważam, że to dzięki niemu Sebastian Mila w tej chwili nadal gra w reprezentacji Polski. To właśnie on powoływał „Rogera” stawiał na niego i ciągnął go za sobą, bo widział w tym chłopaku ogromny potencjał. Na początku Seba, moim zdaniem, nie przejawiał takich spektakularnych zdolności, żeby grać w drużynie narodowej.  Michał Globisz po prostu miał oko do młodzieży.

Nie wszyscy jednak zrobili wielką karierę. Łukasz Pachelski, Michał Janicki, Robert Sierant, Sebastian Malicki – im nie powiodło się zbyt dobrze. Jak myślisz, zabrakło szczęścia, determinacji czy po prostu talentu?

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć swojej przyszłości. Pachelskiemu na przykład brakowało zdrowia. Chociaż nie wszyscy zdołali faktycznie zaistnieć w poważnej piłce, to jednak uważam, iż liczba piłkarzy, którzy zapadli w pamięci kibiców jest imponująca.

2008.06.01_Polska_-_Dania_Łobodziński

Jak wyglądała Twoja współpraca z Leo Beenhakkerem?

Na swojej drodze spotkałem dwóch najlepszych trenerów. Obaj byli Holendrami: Robert Maaskant i właśnie „Don Leo”. Mieli fantastyczne podejście do człowieka i jeśli w przyszłości zostanę trenerem, to będę się na nich wzorował.

Mam rozumieć, że między polskimi szkoleniowcami a zagranicznymi jest ogromna przepaść?

U trenera Maaskanta nie grałem zbyt wiele, lecz starał się traktować wszystkich tak samo. Ktoś mógłby powiedzieć: „Co to za trener, który nie daje mi szansy”, ale Holender nie dawał odczuć piłkarzom spoza podstawowego składu, że są jacyś gorsi.

Po świetnej grze w barwach Zagłębia Lubin trafiłeś do Wisły Kraków. Dlaczego zdecydowałeś się na taki krok? Czy była możliwość zagranicznego wyjazdu?

Wisła była w tamtym momencie najbardziej zdeterminowana, żeby mnie pozyskać. Miałem wtedy naprawdę dużo opcji i długo się zastanawiałem. Do samego końca nie mogłem się zdecydować, gdyż napływały także oferty z zagranicy.

Dlaczego zdecydowałeś się przejść akurat do Miedzi Legnica?

Po przygodzie z ŁKS-em i zamieszaniu w związku z aferą korupcyjną miałem możliwość gry w 1.Lidze czy wyjechać do innego kraju. Stwierdziliśmy wspólnie z żoną, że to będzie idealny moment na to, aby się ustabilizować. Cały czas byłem przy drużynie, chociaż oficjalnie nie mogłem grać i trenować. Chciałbym z tego miejsca podziękować Andrzejowi Dadełło, który wyciągnął do mnie rękę w tych trudnych chwilach. Cieszę się, że trafiłem do takiego klubu i spotkałem wspaniałych ludzi. To był bardzo dobry krok, dzięki któremu mogę jeszcze grać na bardzo wysokim poziomie.

Z krakowskim zespołem chyba nie rozstaliście się w zbyt przyjaznej atmosferze.

Po ujawnieniu afery po prostu podaliśmy sobie ręce i podziękowaliśmy za współpracę. Nie było żadnej walki o pieniądze, chociaż w mediach pojawiały się takie informacje.

Czy sądzisz, że Wisła potraktowała Cię sprawiedliwie?

Prezesowi zależało na dobrym imieniu klubu i nie chciałem nadwyrężać jego zaufania. W młodości popełniłem kilka błędów i miałem świadomość, że tak to się musi skończyć.  Nie miałem do nikogo żadnych pretensji.

Jak przetrwałeś ten rozbrat z futbolem?

To był najtrudniejszy moment w moim życiu. Wielu piłkarzy, którzy w odróżnieniu ode mnie mieli cięższe przewinienia, mogło grać w piłkę, a ja nie. Uważam, że wyrok dla mnie był zbyt surowy, ale odpokutowałem swoje. Na szczęście wszystko to już za mną i teraz skupiam się na jak najlepszej grze dla Miedzi Legnica.

miedz-widzew-lobo

Czy podczas całej tej afery korupcyjnej nie rozważałeś całkowitego odejścia od piłki i zajęcia się czymś innym?

Na krótko przed zawieszeniem miałem moment wewnętrznego rozłamu. Stwierdziłem, że może to jest ten moment, w którym powinienem zająć się czymś innym. Miałem plan na życie i chciałem odejść od piłki, ale to jest jak narkotyk – tego się nie da tak po prostu pozbyć.

Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Jakie masz plany na przyszłość?

Chciałbym w przyszłości zostać trenerem i mieć duży wpływ na przygotowanie fizyczne zawodników.

Które spotkanie w karierze było dla Ciebie najważniejsze?

Na pewno mam dwa mecze, które były dla mnie najważniejsze. Pierwszym z nich jest spotkanie towarzyskie na Cyprze z Czechami, kiedy to strzeliłem bramkę Petrowi Cechowi. Drugi to pojedynek z Lechią Gdańsk, w którym dwukrotnie trafiłem do siatki rywali.

Czy zgodzisz się, że Wojciech Łobodziński jest jak wino – im starszy, tym lepszy? Twoje obecne statystyki są tak dobre, jak z początków gry dla Zagłębia Lubin.

Po prostu w stu procentach koncentruję się na grze. Poza tym, dbam o zdrowie i intensywnie trenuję. Szczerze? W tej chwili czuję się lepiej, niż dziesięć lat temu.

Jakie widzisz różnice między Ekstraklasą a 1.Ligą?

W pierwszej lidze na pewno otoczka nie jest zbyt dobra. Na niektórych stadionach pojawia się po kilkaset osób, a stan murawy pozostawia wiele do życzenia. To jeszcze nie jest ten poziom. Mówi się, że na zapleczu Ekstraklasy gra się twardą, agresywną piłkę, co jest po części prawdą, lecz coraz częściej pojawiają się ekipy, które grają ładną, przyjemną dla oka piłkę.

Czy z perspektywy czasu nie żałujesz, że nie wyjechałeś z Polski?

Przez jakiś czas na ten temat myślałem, wahałem się, ale to już minęło. Raczej już stąd nie wyjadę.

Na sobotę wypadło akurat spotkanie Miedzi z Widzewem – o tyle wyjątkowe, że na ławce trenerskiej gości zasiada Wojciech Stawowy, który nie tak dawno temu prowadził zespół z Dolnego Śląska.

Trener Stawowy ma swój charakter i unikalną taktykę. Cenię u niego to, że się nie zmienia i jest sobą. Naprawdę wielu rzeczy nas nauczył, chociaż nie szło to w parze z wynikami. Mecz z Widzewem to okazja do ponownego, miłego spotkania z trenerem. Myślę, że do taktyki Stawowego trzeba piłkarzy o bardzo wysokich umiejętnościach. Staraliśmy się z całych sił, ale nie wyszło. Może jesteśmy zbyt słabi? Sądzę, że strategia tego trenera jest na wyższym poziomie.

Rozmawiał Przemysław Marczewski

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl