Arrivederci…

Mecz Polski z Meksykiem był w poniedziałek niejako dokładką, choć oczywiście z ciekawością obejrzałem piłkarzy, którzy do Rosji albo w ogóle nie pojadą, albo będą tam siedzieć na ławce – oczywiście z małymi wyjątkami, do których należy prawdopodobnie np. Wojtek Szczęsny. Myśli odchodziły gdzieś zupełnie dalej, na południowy-zachód od Polski. Mediolan – tam coś się skończyło. Tam dojrzały i spełniony życiowo facet płakał, a wraz z nim pozostali członkowie kadry i tysiące kibiców na stadionie oraz całym Półwyspie Apenińskim.

Gianluigi_Buffon_Euro_2012_vs_England_04

Trzeci raz od 1930 roku, po raz pierwszy od 1958. Włosi nie zagrali na pierwszym mundialu w Urugwaju, później nie pojechali na Mistrzostwa Świata w Szwecji, a w poniedziałkowy wieczór, 13 listopada 2017 roku, pogrzebali swoje szanse na udział w rosyjskim czempionacie. W każdym innym turnieju na mistrzostwach grali i to przecież wiele razy z dużym powodzeniem. Złoto zdobywali w 1934 roku (na własnych boiskach) i cztery lata później we Francji, w roku 1982 w Hiszpanii, a także jedenaście lat temu w Niemczech. Do tego dwukrotnie przegrywali w finale, a raz na szyjach wieszali brązowe krążki.

Absencja Włochów na mundialu to spore wydarzenie i nic dziwnego, że sportowy świat o nim mówi. To znacznie większa sensacja niż chociażby brak Holandii, która w ostatnich latach kompletnie nie zachwycała, choć to też poniekąd zawsze była ekipa – jak zwykło się mówić – „turniejowa”. My mamy swoje powody do radości i nie oglądamy się na innych, bo nasi do Rosji jadą i być może będziemy mieć tam najsilniejszą jedenastkę na mistrzostwach w całej ich historii. To prawda, że nie powinniśmy rozczulać się nad losem Włochów, bo oni by tego nie robili. Tyle tylko, z całym szacunkiem, udziały Italii i Polski na mundialach, to jednak dwie różne historie. Brak Włochów wśród najlepszych 32 reprezentacji na świecie, to trochę tak, jak klasyczny polski schabowy bez ziemniaków albo ich spaghetti bez parmezanu.

Nie będę rozwodził się jednak nad całą reprezentacją, nad ich eliminacjami i błędami trenerskimi. Nad tym, że zdominowali drugi mecz ze Szwedami, a mimo to nie potrafili strzelić choćby jednej bramki. To bowiem zadanie dla analityków, tych, którzy włoską piłkę śledzą i widzieli każdy mecz tej drużyny w minionych eliminacjach. Symbolem upadku Italii jest jednak golkiper tej reprezentacji, legendarny już bramkarz Juventusu, Gianluigi Buffon.

Karierę w kadrze narodowej miał zakończyć po mistrzostwach świata w Rosji. Był chyba przekonany, że Włosi się tam znajdą, no bo jak mogłoby być inaczej? Zabrakło tylko jednej bramki, odrobiny szczęścia, może jakiegoś karnego, by nadzieje na ten awans przedłużyć. Kto wie, być może na turnieju Włosi znowu byliby silni. Buffon karierę kończy jednak meczem, który zapamięta na zawsze. Legenda i gwiazda, ikona tej kadry od końca lat 90., odchodzi z drużyny narodowej ze łzami w oczach. Dorosły, spełniony facet, z olbrzymimi pieniędzmi na kontach. Po raz kolejny w tym roku w brutalny sposób schodzi pokonany z placu gry. Pierwszy raz, kiedy wraz z Juventusem nie sięgnął po upragnioną Ligę Mistrzów, przegrywając finał z Realem. W poniedziałek łzy polały się znowu, a w wywiadzie pomeczowym głos łamał mu się przy każdym wypowiadanym zdaniu.

Pod nagraniem tego wywiadu znalazłem jednak pewien komentarz, który zyskał sporą popularność i nie ukrywam, że był on główną inspiracją do napisania tego tekstu. Parafrazując, jego autor napisał, że wraz z tym meczem kończy się epoka w futbolu. Epoka jakże piękna, piłkarzy, którzy swoją przygodę zaczynali wraz z końcem lat 80., a także w kolejnej dekadzie. Piłkarze, którzy w swoich klubach urośli do miana legend, za których wielu kibiców dałoby się pokroić. Piłkarzy, którzy byli synonimem futbolowego romantyzmu, często długiego przywiązania do barw jednej ekipy, niezwykłej więzi z fanami. Buffon zostaje jeszcze w Juventusie, ale na mistrzostwach świata go już nie zobaczymy. Podobnie jak wielu innych legend, które zawiesiły korki na kołku.

Wiadomo, czas płynie, epoki piłkarskie też muszą przemijać. To w zasadzie normalne i nie ma się co rozczulać, bo dużo straszniejsze rzeczy się dzieją. Ale symbolika Buffona i braku eliminacji Italii jest bardzo ciekawa. Nie odnosicie wrażenia, że piłka już nigdy nie będzie taka sama? Ja sam często patrzę z dużym dystansem na dzisiejszy futbol, i wszystko to, co się w nim wyprawia. Horrendalna pieniądze, które nim rządzą, coraz więcej piłkarskich, rozkapryszonych „gogusiów”. To temat na inną rozprawę, ale tym bardziej boli, w jaki sposób ze sceną reprezentacyjną żegna się kolejny piłkarz, który mimo sławy i bogatej kariery, chyba nigdy się nie zepsuł. „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść, niepokonanym” – śpiewał Grzegorz Markowski. Buffon wiedział, miał plan, chciał zejść wielki po kolejny swoim turnieju. Niestety, wcześniej został z tej sceny brutalnie zrzucony, bo los bywa przewrotny i okrutny.

Na koniec jeszcze tylko jeden cytat, na który natknąłem się we wtorkowy poranek. Iker Casillas, inny świetny bramkarz, dodał wpis na Facebooku ze zdjęciem Buffona, ocierającego łzy po meczu ze Szwecją. Jego fragment brzmi: „Nie podoba mi się to, że cię takiego widzę. Bądź taki, jak do tej pory. Bądź nadal legendą (…)”. Nam też się nie podoba. „Gigi” – Ty już wygrałeś.

Amadeusz Bielatowicz

amadeusz.bielatowicz@sportowymagazyn.pl