42 KILOMETRY SPEŁNIENIA

Marcin Dzięgielewski jest po czterdziestce, pracuje w departamencie polityki podatkowej dużej firmy. W czasie wolnym najchętniej odpoczywa w biegu. Bieganie stało się dla Marcina terapią i projektem jednocześnie. Opowiedział nam o tym, jak został maratończykiem przezwyciężając zawód miłosny. Jego historia uświadamia, że nie ma rzeczy niemożliwych a pasja jest w stanie przezwyciężyć wszelkie niedogodności. Nasz rozmówca zaraża optymizmem, wskazując swoje najbliższe cele, mimo iż na swojej mapie przebiegniętych maratonów zaznaczył już wiele miejsc z całego świata. Skąd czerpie w sobie tyle determinacji i siły aby pokonywać kolejne kilometry? Sprawdźcie sami!

IMG_1667

Na początek- linia startu. Jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Początkiem tego wszystkiego było przykre zakończenie mojego związku. Musiałem znaleźć siłę, by się podnieść i zacząć na nowo. Chcąc oczyścić głowę z myśli, po prostu włożyłem buty i ruszyłem pobiegać po parku. Zadziałało jak terapia. Prawie codziennie wracałem, pokonując coraz dłuższe dystanse. Kiedy zapomniałem o złamanym sercu, motywowałem się do biegania nowymi butami, koszulką i gadżetami. Za namową koleżanki, wpisałem się na pierwszy zorganizowany bieg w Warszawie i tak sobie biegnę do dziś.

Opowiedz o swoim pierwszym biegu.

To było pięć kilometrów na Stadionie Narodowym w 2013 roku, a pierwszy półmaraton przebiegłem w grudniu jeszcze tego samego roku. Ten półmaraton to „Bieg Świętych Mikołajów” w Toruniu. Zdobyłem tam medal dzwoneczek, w kształcie czapki Świętego Mikołaja. Biegam kilkadziesiąt razy w roku. Bieżący rok rozpisany mam do listopada.

Jak wiele linii mety udało ci się przebiec?

Myślę, że ponad sto, w przeciągu ostatnich pięciu lat.

Ile to medali?

Medale wręczane są tuż po przekroczeniu linii mety. Udało mi się ukończyć każdy bieg, więc muszę mieć ich przynajmniej sto. Ludzie często myślą, że zasada wręczania medali w biegach jest podobna do tej, która obowiązuje na Igrzyskach Olimpijskich, gdzie medale otrzymuje się za miejsce na podium. W biegach, w których biorę udział, zasada jest inna. Medal otrzymuje każdy biegacz, który przekroczy linię mety i ukończy bieg zgodnie z zasadami.

W jakich miejscach biegłeś i co masz przed sobą?

Mam mapę, na której zaznaczam miejsca, które odwiedziłem i te, w których biegłem. Nie liczyłem ich, ale będą to między innymi: Nowy Jork, Cancún, Stambuł, Budapeszt, Bruksela, Paryż, Berlin, Madryt, Dublin, Wilno. Z ciekawszych pamiętam walentynkowy półmaraton dla zakochanych w Weronie lub sylwestrowy bieg w Lizbonie. W zeszłym roku na Sylwestra biegłem w Las Palmas.

Moim największym projektem jest ukończyć „Abbott World Marathon Majors”. Z sześciu maratonów światowych, czwarty będę biegł w kwietniu w Londynie, jestem już zarejestrowany i potwierdzony. Czekają mnie jedynie i aż Boston i Tokio – trzymaj za mnie kciuki, bo naprawdę trudno się tam dostać.

IMG_1671

Jak dostać się do grupy uczestników tych maratonów?

Na każdy z tych biegów trzeba zostać wylosowanym, wszystko zależy od szczęścia. O wynikach losowania do maratonu londyńskiego dowiedziałem się, będąc z bratem w kinie. Telefon zawibrował, ukradkiem zerknąłem na ekran i zobaczyłem początek SMSa od organizatorów: „Congratulations!”. Leciały właśnie końcowe wstrząsające sceny. Na ekranie samopodpalenie, a ja staram się poskromić ekscytację, szepcząc radośnie do brata: „Jest, jest, hurra!”. Byłem jedynym widzem „Kleru”, który opuścił seans w szampańskim nastroju.

Jak ważny jest dla ciebie osiągnięty czas?

Nie napinam się na czas. W Genewie pozwoliłem sobie przystanąć i podziwiać piękne Alpy. Zatrzymywałem się tam kilkakrotnie, by zrobić zdjęcia i pozachwycać się krajobrazami. Bywa, że zatrzymuję bieg, by zrobić sobie selfie na przykład z Wieżą Eiffla w Paryżu, czy z kibicami w odległym Meksyku.

8d514624-205d-4914-b591-1caf39931dfa

Czy istnieją jakieś zasady dotyczące biegaczy?

Wśród wymijających się biegaczy, często podnosi się dłoń jako znak pozdrowienia. Organizatorzy oczekują też, że ci najszybsi ustawiają się na czole grupy przed startem, a najwolniejsi na końcu.

Także ci, którzy nie biorą udziału w biegach, często okazują szacunek biegaczom. Po nowojorskim maratonie z medalem na szyi wracałem do hotelu. Tam ludzie w metrze gratulowali mi i ustępowali miejsca. To było bardzo wzruszające i niespotykane w innych miastach.

Zakładam, że pełny maraton jest najbardziej wyczerpujący.

Tak, chociaż wysiłek podczas krótszych biegów górskich może znacznie bardziej obciążyć organizm. Trasa Autentycznego Maratonu Ateńskiego w połowie, czyli przez około 20 kilometrów, biegnie pod górę. To ma być ta historyczna droga od Maratonu do Aten, którą przebiegł Filippides.

Filippides padł trupem na mecie. Jakie urazy przydarzyły ci się podczas biegów?

Oprócz mikrourazów, na szczęście nigdy nie miałem poważnej kontuzji. Zawsze udawało mi się szczęśliwie ukończyć bieg. Dużo zależy od samopoczucia na starcie, warunków atmosferycznych, samej trasy. Jednak istota tkwi w solidnym przygotowaniu na długie miesiące przed biegiem. Pewnie tak jak każdy biegacz, mam odciski lub otarcia. Wciąż zdarza się, że ludzie umierają na przykład z powodu niewydolności serca, bądź odnoszą poważne urazy nóg. Na szczęście takie przypadki nie są codziennością na trasach.

A jakie stany umysłu towarzyszą ci podczas długiego biegu?

Przed startem skupiam się na samopoczuciu, analizowaniu własnej formy i pogody. Potrzeby fizjologiczne i warunki wychodzą na prowadzenie. Następnie jest moment na ustawienie się do biegu, czuję ekscytację. Zakładam, jaki osiągnę czas. Wyobrażam sobie siebie już na mecie. Sprawdzam, czy aplikacje w telefonie są uruchomione. Potem jest start. Pierwsze dwa kilometry to rozruszanie ciała. Pojawia się poczucie konieczności podjęcia wysiłku, muszę uregulować tempo i oddechy – w końcu to dopiero początek. Przy trzecim kilometrze wchodzę w rytm, przenoszę uwagę na otoczenie, macham i uśmiecham się do kibiców. Jest przyjemnie, chwytam chwilę.

W połowie biegu zaczynają doskwierać bóle, które staram się zagłuszać, podkręcam muzykę w słuchawkach. Zagłuszanie skutkuje do pewnego momentu, bo w ostatnim odcinku przed metą dopada mnie w końcu złość na siebie samego. Zachodzę do głowy, co mnie podkusiło tak się wykańczać. Normalni ludzie jeszcze śpią, albo co najwyżej stoją za barierkami, kibicując biegaczom. To już ostatni raz, jestem tym zmęczony i mam dość! Wszystko mnie boli, obciera się i doskwiera. Nagle, nie wiadomo kiedy, wbiegam na metę. Zalewa mnie radość i poczucie dumy. Jest cudownie i wspaniale, życie jest piękne. Wreszcie to zrobiłem! Muszę zacząć planować kolejny bieg, tak bardzo to kocham. Praktycznie za każdym razem przechodzę te same etapy.

Maraton w deszczu jest jeszcze bardziej męczący. Jakie dodatkowe niedogodności mogą się z tym wiązać?

W Chicago lało przez całe cztery godziny biegu, to było w październiku zeszłego roku. Byłem przemoknięty od góry do dołu, z odparzeniami na ramionach i udach. Zapomniałem użyć plastra opatrunkowego – to sprawdzona metoda na ochronę sutków przed otarciem, gdy w grę wchodzą zmarznięte części ciała ocierające o podkoszulek.

Zdarzyło Ci się biegać w nocy lub w śniegu?

Biegi nocne są coraz bardziej popularne. Na przykład we Wrocławiu, każdego roku w czerwcu, odbywa się „Nocny Półmaraton Wrocław”. Jest to jedna z największych imprez biegowych tego typu w Polsce. Zimą zdarzało mi się biec. Nie były to długodystansowe biegi, a raczej treningi przygotowujące mnie do sezonu biegowego. Przy dużych mrozach, zaleca się biegać maksymalnie 40 minut. Największym utrapieniem dla polskiego biegacza jest tak naprawdę smog. Nie mam maski przeciwsmogowej, ale zważywszy na pogarszającą się jakość powietrza, zastanawiam się nad jej zakupem.

IMG_1675

Jak wygląda ekwipunek maratończyka?

To zależy od biegu, jego trasy, długości. Mam całą szufladę rozmaitych akcesoriów. Zwykle zabieram saszetkę na niezbędne rzeczy, takie jak: żele energetyczne, cukierki, dowód osobisty, chusteczki, mokre ściereczki, słuchawki, zegarek, komórkę. W komórce uruchamiam aplikację dla biegaczy. Zabieram też specjalny pasek, do którego przypinam numer startowy oraz czapkę, która wchłania pot i sprawia, że nie spływa mi on do oczu.

Na kilka dni przed startem odbiera się pakiet biegowy, czyli numer startowy, koszulki, ulotki lub gadżety promocyjne. Za granicą zwykle biegnę w koszulkach, na które przyszywam sobie flagę Polski na przodzie i na rękawkach. Biegnąc przez Greenpoint, słyszałem jak tamtejsza Polonia kibicowała mi skandując „Polska, Polska!”.

Zapomniałeś kiedyś zabrać coś istotnego ze sobą?

Oczywiście! Kiedyś zapomniałem butów biegowych. Pakowałem się bladym świtem, wsiadłem w samochód i ruszyłem do Wałbrzycha na bieg. Pod Łodzią zorientowałeś się, że nie spakowałem butów. Zerknąłem pod kierownicę, miałem na nogach trampki. Pobiegłem mimo wszystko. Trochę to potem odchorowałem, miałem spore otarcia – ale wynik biegu nie był najgorszy. Najważniejsze, że była dobra zabawa.

W TAKIM RAZIE NIE POZOSTAJE MI ŻYCZYĆ NIC INNEGO, JAK DOBREJ ZABAWY W KOLEJNYCH WYSTĘPACH.

KONRAD KRZYSZTOFIK

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl