Łukasz Garguła: Chciałbym wrócić do Krakowa

Mistrzostwo Polski z Wisłą Kraków, wicemistrzostwo Polski w barwach GKSu Bełchatów, 16 spotkań z orzełkiem na piersi. To tylko jedne z wielu osiągnięć Łukasza Garguły, który przed sezonem opuścił gród Kraka i przeniósł się do Legnicy, gdzie obecnie występuje w drużynie tamtejszej Miedzi. Czy mógł osiągnąć znacznie więcej? Gdyby tylko nie kontuzje, to świat stałby dla niego otworem. Jak swoją karierę podsumowuje 34-letni pomocnik i w jakim stopniu przerwy w grze wyhamowały jego karierę? Tego dowiecie się w naszym wywiadzie z Łukaszem Gargułą.

DSC_0728

P.M.: Twoje rozstanie z Krakowem nie trwało zbyt długo, bo już w 1/32 Pucharu Polski zmierzyliście się z Garbarnią. Spodziewałeś się, że w Małopolsce przyjdzie Wam mierzyć się nie z Wisłą czy Cracovią, ale właśnie z Brązowo-białymi?

Ł.G.: Życie zaskakuje i trzeba być przygotowanym na wszystko. Zupełnie się nie spodziewałem, że wrócę do Krakowa akurat na mecz z Garbarnią. Owszem, gdy oglądaliśmy losowanie par Pucharu Polski, to przeszło nam przez myśl, iż krakowianie wyeliminują GKS Tychy.

Czy był to dla Ciebie miły powrót do stolicy Małopolski?

Jak najbardziej. Tam mam mieszkanie, znajomych. Chciałbym wrócić w przyszłości do Krakowa wraz z moją narzeczoną, ale zobaczymy jak się to wszystko potoczy. Póki co jestem w Legnicy, mam podpisany kontrakt i chcę jak najlepiej wywiązać się z tej umowy.

Kraków odwiedzasz jeszcze z jednego powodu, a mianowicie przechodzisz rehabilitację w Grodzie Kraka. Czy dochodzisz do pełni sił właśnie tam, bo masz zaufanych specjalistów?

Znam się z Filipem Piętą od sześciu lat. To on mi pomagał w moim najcięższym okresie w karierze, czyli po nieudanym zabiegu kolana. Myślę, że trzeba mieć zaufanie do osoby, z którą się pracuje. Stąd też miejscem mojej rehabilitacji był Kraków. W Miedzi Legnica mamy bardzo dobrego fizjoterapeutę Pawła Ptaka, ale wtedy akurat przebywał na zgrupowaniu reprezentacji Polski, więc skorzystałem z pomocy Filipa Pięty.

Czy ten dawny uraz nie odnawia się i odszedł całkowicie do przeszłości?

W tym wieku trzeba chuchać i dmuchać oraz pracować nad sobą i swoim ciałem, żeby tych urazów było coraz mniej. W meczu z Zawiszą naciągnąłem mięsień dwugłowy i miałem dwa tygodnie przerwy. W tym czasie nie odpoczywałem, wzmacniałem siebie oraz pracowałem w siłowni. Mam nadzieję, że już nic złego mnie nie spotka.

Kontuzje wyhamowały nieco rozwój Twojej kariery. Czy nie sądzisz, że dało się wyciągnąć z niej nieco więcej?

Nie grałem prawie dwa lata w piłkę. Na pewno była szansa powalczenia o lepszy start w Wiśle, ale to jest już przeszłość. Nie ma sensu na to patrzeć, bo jeszcze wiele przede mną. Mam sporo chęci i ambicji, żeby nadal grać na przyzwoitym poziomie.

Czyli zgodzisz się, że to właśnie zdrowia zabrakło podczas Twojej przygody z piłką?

W zawodzie piłkarza oczywiście zdrowie jest najważniejsze. Wszystko może popsuć jedna kontuzja i wtedy pewne sprawy mogą się inaczej potoczyć. Każda przerwa w grze to kolejna walka z czasem, żeby jak najszybciej wrócić do zdrowia.

Po świetnej grze w barwach GKSu Bełchatów zrobiło się o Tobie głośno. Czy była opcja przejścia do zagranicznego klubu? Twój kolega z drużyny wybrał słoneczne Palermo, co odbiło mu się ogromną czkawką.

Nie było żadnej konkretnej oferty transferu zagranicznego.

Czyli jedynym chętnym klubem była Wisła?

Nie do końca. W tamtym okresie zainteresowana mną była Legia Warszawa, ale ja zdecydowałem się na Wisłę. Szkoleniowcem Białej Gwiazdy był wtedy Maciej Skorża. Mieliśmy niezły skład, w którym odnalazłem znajome twarze z reprezentacji. To ułatwiło mi aklimatyzację w drużynie.

Masz żal do włodarzy GKSu o to, że nie pozwolili Ci odejść wcześniej?

Wszystko rozchodziło się o klauzulę odstępnego, jednak ten zapis nie był sformułowany jednoznacznie. Musiałem uzbroić się w cierpliwość i zostać dłużej w Bełchatowie. Tak chyba musiało być. Może gdybym odszedł, to nie miałbym problemów zdrowotnych? Trudno jest mi powiedzieć, bo nie lubię wracać do przeszłości i zostawiam to wszystko za sobą.

Obecnie GKS potrzebowałby zawodników takich jak Ty. Czy nie było propozycji ze strony klubu, w którym rozwinąłeś skrzydła?

Nie miałem żadnych telefonów z Bełchatowa. Czy jest to związane z obecną polityką Brunatnych? Ciężko mi powiedzieć. Po zakończeniu kontraktu z Wisłą muszę przyznać, że nie jest łatwo pozostać w Ekstraklasie. Mam już swoje lata i pewnie to w jakimś stopniu odstrasza potencjalnych pracodawców. Kluby z Ekstraklasy szukają przede wszystkim młodych i perspektywicznych graczy, których można później sprzedać za dobre pieniądze. Teraz jestem w Legnicy, bliżej domu i swojego rejonu. Chcę ten czas wykorzystać pozytywnie.

DSC_0091

Po rozwiązaniu kontraktu z Wisłą mówiło się o tym, że możesz zostać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Które kluby były faktycznie Tobą zainteresowane?

Konkretna propozycja była z Miedzi. Co prawda były jakieś zapytania, ale nie było to nic poważnego. Mówiło się o Podbeskidziu Bielsko-Biała i Termalice Bruk-Bet Nieciecza. Te kluby na pewno miały jakąś swoją listę zawodników, a ja byłem jedynie opcją rezerwową.

W Miedzi Legnica od dłuższego czasu gra Twój dobry znajomy – Wojciech Łobodziński. Jak oceniasz jego rolę w tym, że stałeś się zawodnikiem pierwszoligowego klubu?

Wojtek nie zadzwonił do mnie i nie powiedział: „Łukasz, przyjdź do Miedzi”. Dopiero ja zadzwoniłem po tym, gdy pojawiła się propozycja z Legnicy. Rozmawiałem także z Mariuszem Mowlikiem i starałem się zbadać ten temat. Wypytałem ich o wszystkie szczegóły związane z klubem. Później Łobo powiedział mi: „Nie zastanawiaj się. To jest fajna drużyna, stawiają sobie ambitne cele i dobrze byłoby, gdybyś został zawodnikiem Miedzi.”

Łobo niedawno stwierdził, że w Wiśle Kraków się po prostu nie sprawdził. A jak Ty byś podsumował swój okres w karierze przy Reymonta 22?

Wisła to taki klub, który ma ogromne oczekiwania i cele. Nawet teraz, mimo problemów finansowych, nic się nie zmieniło. Oczekiwania wobec mojej osoby od początku były bardzo duże. Wiadomo, że po ciężkiej kontuzji nie jest łatwo wrócić do wysokiej formy, ale z sezonu na sezon było coraz lepiej.

Czy meczem, który najmilej będziesz wspominać, jest ten z Twente Enschede? Zdobyłeś wtedy bramkę, która w znacznym stopniu przyczyniła się do Waszego awansu.

Nikt nie zakładał, że w meczu Fulham – Odense może wydarzyć się coś korzystnego dla nas. Trzeba wierzyć do końca, bo piłka nożna jest nieprzewidywalna. Drużyna przeważająca przez cały mecz może stracić bramkę w ostatnich minutach i taki właśnie jest ten sport.

W czym tkwił sekret tej mistrzowskiej drużyny?

Trenerem był Robert Maaskant. To była tak zwana „szkoła holenderska”. W trakcie treningów mieliśmy dużo gier, byliśmy zgrani. Zdobycie mistrzostwa nie było zbyt łatwe, ale wiosną pokazaliśmy klasę.

Wojciech Łobodziński przyznał kiedyś, że największy wpływ na jego karierę mieli dwaj trenerzy z Holandii, czyli Leo Beenhakker i właśnie Robert Maaskant. Czy masz podobne odczucia?

Każdy trener na mojej drodze dorzucił swoją cegiełkę. Nie mogę powiedzieć, że któryś z nich dał mi najwięcej. Wszyscy wpłynęli na to, że jestem właśnie w tym miejscu.

Wspominam Łobo, bo Wasze drogi są dość podobne. W pewnym okresie zespoły, w których graliście były topowymi drużynami Ekstraklasy, obaj trafiliście do Wisły, a teraz spotykacie się w Miedzi Legnica. Wiążą Was także niemiłe wspomnienia. Mam na myśli aferę korupcyjną. Nie przyznałeś się do stawianych zarzutów, a mimo tego musiałeś zapłacić sporą kwotę. Nie uważasz, że zostałeś potraktowany niesprawiedliwie?

Poniosłem karę, bo w przeciwnym wypadku nie mógłbym grać. Ciągnie mnie do boiska i musiałem zapłacić. Ta sprawa toczy się w sądzie, a ja nie mam sobie nic do zarzucenia i będę udowadniał swoją niewinność. Skoro mam możliwość dalszego rozwoju, to zaciskam zęby i ciężko pracuję, żeby być jeszcze lepszym piłkarzem.

Jak to właściwie było z tym kontraktem z Wisłą Kraków? Włodarze jasno powiedzieli Ci, że masz szukać nowego klubu, czy odwlekali tę decyzję w czasie?

Klub zdecydował, że nie będzie ze mną przedłużał kontraktu i taką też informację mi przekazano. Nie można zakładać, że dożywotnio zostanie się w danym miejscu. Wisła chciała ściągać nowych zawodników. Można powiedzieć, że byłem na to przygotowany i nie mam o to do nikogo pretensji.

Po pierwszych meczach w I lidze wiele osób zarzucało Wam, że na boisku brakuje dynamiki, świeżości. Czy tkwi w tym ziarno prawdy?

Każdy ma prawo do swojego zdania. Do tego potrzeba czasu, bo przyszło wielu nowych zawodników. Brakowało nam zgrania, poukładania zespołu taktycznie, ale uważam, że teraz z meczu na mecz wygląda to coraz lepiej.

Jak oceniasz obecną politykę kadrową Wisły Kraków?

Wisła gra obecnie atrakcyjną i – jak dla mnie – najlepszą piłkę. Do drużyny dołączyło kilku ciekawych zawodników. Życzę im naprawdę dobrze, bo ten klub zasługuje na sukcesy.

Redakcja SportowyMagazyn.pl

redakcja@sportowymagazyn.pl